Monthly Archives: November 2011

Uwaga, uwaga!

Ponieważ należę do osób wyznających dewizę “przezorny zawsze ubezpieczony” to informuję iż w listopadzie napisałam cztery wpisy. Pierwszy z nich wyświetla się z datą 12.10, ponieważ wtedy założyłam bloga i w związku z tym post został wygenerowany automatycznie. Pisząc pierwszy faktyczny nie usunęłam automatycznego, tylko go edytowałam 🙂

Pokłady “Przezorny zawsze ubezpieczony” zostały na dzisiaj wykorzystane. Dziękuję za uwagę i zapraszam na bloga. Następny wpis ukaże się 🙂 Niedługo 🙂

Sezon ogórkowy czas zacząć?

Naprawdę ostatnio cierpię na brak czasu: tu trzeba się uczyć do geografii, tu do chemii, a że należę do pokolenia XXI w. , którego przedstawicielom najlepiej odpoczywa się przy komputerze, to właśnie robię.

Dzisiaj miała być kartkówka z geografii, ale nauczyciel się zlitował i ją przełożył 🙂 Poszła do niego delegacja przed lekcjami i się udało ;P

Wczoraj były Andrzejki (wigilia św. Andrzeja), więc dzisiaj w szkole – wróżby :). Na długiej przerwie chyba wszyscy oprócz mnie i Moniki poszli wróżyć na halę sportową. Dowiadywali się bardzo interesujących  rzeczy, między innymi że pojadą do Australii hodować kangury, zbiją tam fortunę, wyjadą do Ameryki, gdzie zarobią jeszcze więcej, znajdą świetnego partnera, który ich okradnie itd, itp.

Pewnie ciekawym jest dla was, dlaczego my nie chciałyśmy dowiedzieć się niczego o naszej przyszłości xD Otóż w tym czasie jak codziennie siedziałyśmy w bibliotece, czekając aż ktoś łaskawie przyjdzie, żebyśmy mogły wypisać jakąś kartę, przynieść czy odnieść książkę na półkę. Dzięki temu każdego dnia, może nawet podświadomie, wracają do mnie wspomnienia z podstawówki. Tam też miałyśmy dyżury w bibliotece, ale było nas więcej… Dużo więcej. Robiliśmy przedstawienia (jak grałam Lisa Witalisa, to chodziłam z taką mięciutką kitą i czapką 😉 ) dla pierwszoklasistów, którzy dopiero dostawali karty i ogólnie było super 🙂

Bibliotekarki chyba mają to do siebie, że są super fajnymi, inteligentnymi ludźmi, bo do tej pory tylko takie spotkałam. Istnieje również opcja, że po prostu mam szczęście 🙂 Dawną ze szkoły podstawowej wspominam baaardzo miło, a i aktualne baaardzo lubię (dzisiaj na długiej przerwie wywiązała się dyskusja o symbolice w lekturach i o tym, że gdyby Sienkiewicz poznał symbole zawarte w “Krzyżakach”, jakie opracowali literaturoznawcy, to byłby przez chwilę najbardziej zaskoczonym człowiekiem na świecie).

Tak czy inaczej, wróżby nadrobiłyśmy na fizyce. Wylosowałyśmy sobie męża i zawód (Monika wyjdzie za Antoniego i będzie dyrektorką banku, a Antek zostanie weterynarzem)  😀

Ostatnio na konwersacjach nauczyciel robił nam zdjęcia kamerką. Jak pytaliśmy na co są mu potrzebne, odpowiadał, że dla Interpolu 🙂 Naprawdę chodziło mu o to, że nas nie kojarzy dobrze i do każdego nazwiska dorobił sobie obrazek.

Wiecie jakie to motywujące, jak się wie, że ktoś ani w ząb nie rozumie polskiego? No może kilka słówek (stoi sobie nasz profesor na lekcji i rzuca nagle, ni z gruszki ni z pietruszki “pierogi” xD ). Porozumieć się można tylko po hiszpańsku… We wtorek śpiewaliśmy hymn Asturii, który chodził mi po głowie całą lekcję chemii, akurat jak pisałam sprawdzian. Jak chcecie, żeby kogoś męczyła nerwica natręctw, serdecznie polecam odsłuchania “Asturia patria querida” na You Tube. Wpada w ucho jak nie wiem co 🙂

No, teraz z kolei goni mnie biologia – gady i płazy, a nie ogórki, więc sezonu ogórkowego ogłaszać chyba  jeszcze nie trzeba, o czymś napisać się udało 🙂

“No… bo ja się chwilkę spóźnię” ;)

Tak. Dzisiaj niedziela. Nie. Wczoraj nie było zbiórki, którą mogłabym opisać. Była dzisiaj 😉

Najpierw obiecana odpowiedź na zagadkę 🙂

Smażenie kotletów zajmie 3 minuty.

Przez pierwszą smaży się 1. stronę 1. kotleta i 1. stronę 2. kotleta.

Przez drugą smaży się 2. stronę 1. kotleta i 1. stronę 3. kotleta.

Przez trzecią smaży się 2. stronę 2. kotleta i 2. stronę 3. kotleta.

W gonitwie pomiędzy sprawdzianami (których w tym tygodniu mamy 3, a do tego 2 kartkówki o.O ) udaje mi się jednak jeszcze robić coś poza żmudną nauką…

Dzisiaj byłam na zbiórce (oj współczuję, jeśli ktoś to musi czytać, a nie ma pojęcia, co fajnego jest w harcerstwie… JEST, tyle powiem ;D ) i spotkaniu do bierzmowania .

O umówionej godzinie, w umówionym miejscu sobie stoję, nikogo nie ma.             5 minut później dalej byłam sama, więc zebrałam się w sobie i już miałam do kogoś zadzwonić, ale zauważyłam, że idzie Magda. Chwilkę później dotarła jeszcze Ola.

Ponieważ nie należało do naszych marzeń czekanie na resztę na dworze (zwłaszcza, że się robi trochę zimno), to weszłyśmy do przedsionka takiej jednej księgarni, Magda zadzwoniła do Ali i dwadzieścia minut po umówionej godzinie zbiórki otrzymała informację:  (tutaj cytat z tytułu ;] ). Ala faktycznie dotarła, ja zadzwoniłam do Zuzki, ona do Karo (jej siostry). Siostrzyczki nie odbierały telefonu. Agnieszka zadzwoniła do Magdy, żeby zapytać, czy jest zbiórka. Biedaczka dwa razy wracała się do domu, bo nie wiedziała, że nie ma nas pod kościołem,a nie miała ze sobą telefonu… 🙂

W międzyczasie pozaliczałam trochę zadań na ochotniczkę ;P

Jak już udało nam się zebrać w odrobinę większej grupie, zaczęłyśmy grę. 5 punktów na mapie i około pół godziny na zaliczenie wszystkich. Udało nam się znaleźć 4 punkty, ale 3 karteczki (oczywiście z czymś do odszyfrowania), o 10.25 miałyśmy się stawić z powrotem pod kościołem. 10.35 – dzwoni do mnie Magda i dowiaduje się, że już wracamy, i ją widzimy, ale ona nas nie… xD

Potem do kościoła nr.2. Jakżeby inaczej? – msza z drużyną.

Tak… Jestem udanym dzieckiem… ;P Miałam pierwsze czytanie i miałyśmy iść bez kurtek, więc przed wystąpieniem uroczym chciałam moją zdjąć ( z tym że jestem w o tyle miłej sytuacji, że nie mam swetra i chodzę w granatowej bluzie wciąganej przez głowę, którą też zdjąć musiałam). Jak się zaczęłam rozbierać z tej bluzy uroczej, to mi jeszcze chusta spadła i było wesoło. Nie wiem jak Magda jeszcze ze mną wytrzymuje, ale skoro jej wychodzi to chyba należą się gratulacje xD

Wróciłam do domu razem z dziadkami, którzy przyjechali na obiad z okazji urodzin taty. Po obiedzie poszłam spać na 20 minut. Potem końcówka lekcji i powtarzanie ukochanej fizyki (no po prostu kocham Archimedesa i Pascala i ruchy przyspieszone prostoliniowe i krzywoliniowe, coś czuję, że kartkę na walentynki wyślę i będę pisać listy miłosne…). O 18.30, jak kulturalny człowiek, wyszłam sobie na spotkanie do bierzmowania (które ma być już w marcu…). W czasie jego trwania, ksiądz polecił nam, (że zacytuję z wrażenia) “zakochać się w Chrystusie”… Może to ja się czepiam, ale jednak kochać a być zakochanym to 2 różne sprawy i stany. No bo jakby to brzmiało: “jestem zakochana w swoich rodzicach”, trochę dziwnie, prawda? Udało mu się też wyrzucić trzech chłopaków, którzy wyszli rzucając przez cały kościół groźby karalne językiem niecenzuralnym. Po spotkaniu kościół ożył. Poszły w ruch dzwoneczki, mikrofony, ołtarz, aż miałam ochotę wyjąć telefon i ponagrywać, jak się “katolicka młodzież” zachowuje xD. Nie żebym była jakąś dewotką, ale jak ktoś wychodzi, a przedtem klęka i żegna się przed tabernakulum, a grupa z tyłu zaczyna się śmiać, to coś chyba trochę nie gra…

No, idę dalej powtarzać fizykę. I historię. I chemię. I geografię. I religię.   Uroczo, nie? Uwielbiam wolne weekendy xD

Życzę wam takich prawdziwych jak najwięcej 🙂

:)

Wczoraj wróciłam ze zlotu chorągwi 🙂 🙂 🙂

Było super, szkoda tylko, że Anka nie mogła jechać…

W sumie dla niektórych tułanie się godzinami po mieście, szukanie punktów i rozwiązywanie zadań oraz zdobywanie autografów takich osobistości jak Banach, Bodo czy Żeromski to nic zabawnego, woleliby siedzieć w domu przed komputerem albo telewizorem. Nie mówię, że ja też tego nie lubię, bo lubię bardzo, ale jakbym miała wybierać, czy spędzić czas na oglądaniu Sędzi Wesołowskiej i W11 (w domyśle: moich ulubionych seriali ;D ), albo jechać na obóz/biwak/zlot/rajd/zimowisko (niepotrzebne skreślić w odpowiednim momencie roku :] ) to jasne jest dla mnie, że wybrałabym to drugie 🙂 Szkoda, biedne ignoranckie człowieki nie wiedzą co tracą ;P W domu raczej nie będą latać od musicalu do thrillera, wciskać do butelki jajka na twardo, które wcale nie chce ogarnąć, że powinno do niej wpaść ani pić na spółkę z 15 innymi osobami coca-coli, do której powpadały mentosy 🙂

W piątek musiałyśmy stać w samych koszulach mundurowych na dworze, bo było mianowanie nowego zastępu, a jedna dziewczyna nie wzięła z sali, w której nocowałyśmy swetra ;P A jak wróciłyśmy z mszy (i z pierwszej części wielkiej gry) to miałam przysięgę wierności i mam teraz chustę i nawęzy 🙂 🙂 🙂 Wieczorem jeszcze dwie dziewczyny z naszego zastępu miały sąd honorowy, który dopuścił je do złożenia przyrzeczenia 🙂

W sobotę były przyrzeczenia (w sumie składało 5 dziewczyn), dalszy ciąg wielkiej gry, warsztaty z wyżej wymienionym jajkiem i innym niewymienionym, surowym, które w końcu wylądowało na głowie jednej z dziewczyn z 2 drużyny Rząsińskiej ;D,  świeczysko z kalamburami, w których w jednym haśle łączyły się słowa pudełko i wypadek ^^

W niedzielę jeszcze turniej sportowy (zbijak+koszykówka) o Puchar Komendantki Chorągwi, który udało się wygrać naszej drużynie!!! 🙂

Za każdym razem jak pomyślę o tym zlocie, to żałuję, że weekend się skończył i że następny będzie następny a nie ten i taki sam 🙂

No i jeszcze jedno, mam dla was zagadkę z punktu Banacha 🙂

Mamy 3 kotlety i 2 patelnie. Musimy usmażyć wszystkie kotlety z obu stron. Smażenie 1 strony kotleta trwa minutę.  Ile najkrócej będzie trwało usmażenie wszystkich kotletów?

Rozwiązanie w następnym poście, czyli miejmy nadzieję już niedługo 😉 Zagadka nie jest trudna, jakby się nad nią zastanowić to wyjdzie poprawnie. Myśmy się na tym zadaniu przejechały, a jak odeszłyśmy od punktu,
to 3 minuty później wszystko było rozrysowane, a zagadka rozwiązana dobrze…

Ps. Wikipedia pisze takie bzdury, że aż musiałam ją skorygować ;P
I pół minuty zwijałam się ze śmiechu jak się zorientowałam, że nawęzy zostały nazwane “kolorowymi tasiemkami zastępu”…