Teraz i ty potrafisz pomóc… ;]

No, właśnie jakąś godzinę temu wróciłam z zimowiska 🙂 🙂 :). Jak można się domyślić, było bosko i będę się o tym rozwlekać w tym poście 😛

W piątek niestety był jeszcze ostatni dzień szkoły. Nie było tak najgorzej, pożyczyłam z biblioteki świetną książkę (czego w sumie jeszcze nie wiem, ale uwielbiam Pilipiuka), zostałam zaszczycona uściskiem dłoni prezesa (magister inżynier etc.), za to, że jako jedna z dwóch osób z klasy napisałam dobrze karną kartkówkę z fizyki… Wieczorem, około 19.30 wtłoczyłyśmy się do wagonu pociągu, wysiadłyśmy w Środzie Śląskiej, dotarłyśmy do szkoły, gdzie czekałyśmy kwadrans przed zamkniętymi drzwiami… xD A do mojej rodziny ze zlotu (kiedy to Karo została moją córką), dołączyły jeszcze dwie, Ala i Aga (od dzisiaj mamy kota – witaj, Zuziu, w rodzinie ;] ). Podczas zimowiska Anka została ciocią, a Magda babcią. Okazało się, że będziemy całą drużyną spać w sali gimnastycznej. Takie jak my chyba nie mogą się nudzić: na zlocie skakałyśmy przez skrzynię i kozła, a na zimowisku była śliska podłoga. Summa summarum nie ciągnęłam po niej chyba tylko Magdy i Anki. Wieczorem było śpiewogranie – poznałyśmy dwie nowe piosenki: Droga i Dożywocie Gór. Niedługo potem zjadłyśmy kolację i po ogarnięciu, że w szkole jest nawet kuchnia, ale pryszniców nie uświadczysz, poszłyśmy spać.

Następnego dnia, jak to pięknie w swojej kronice określiła Aga, wstałyśmy około godziny 7.41, ubrałyśmy się i poszłyśmy na apel. Po śniadaniu odbył się kurs pierwszej pomocy, na którego sporej części śmiałyśmy się okrutnie ;D Ale zanim się zaczął, to grałyśmy w jedną z gier tzw. “jednorazowych”, czyli w gwizdek. Na moje nieszczęście tego nie znałam 😉 Chodzi o to, że delikwent mojego pokroju staje pośrodku koła, po którym krąży gwizdek. Od czasu do czasu się odzywa, widać, jak go sobie “przekazują”. A gwizdek krąży. Naprawdę krąży. I naprawdę jeden. Tylko że przyczepiony do kogoś, kto “wprowadza cię w tajniki gry” ;P

Oto link do jednego z pokazanych nam podczas kursu filmików:

Tu leżałyśmy tylko przy “Spokojnie, to tylko atak padaczkowy”…

A oto nr 2.:

Ostatnio panuje moda na darcie się podczas oglądania kryminałów do głównych bohaterów w stylu “nie idź tam, nie idź tam, no idioto, no… ON tam czeka…”, a nasza urocza drużynowa wyczuwszy zagrożenie dla przedstawionego biegacza rzuciła hasło w podobnym stylu 🙂

A chwilkę wcześniej ćwiczyłyśmy na fantomie (hura, zapamiętałam to słowo ;P 😉 ) i przy tym też było dużo radości.

Po obiedzie był apel ewangeliczny, po którym dowiedziałam się, że idziemy wieczorem na mszę i mam poprowadzić z Agą śpiew… Tak… Powodzenia 😀 Skończyło się na tym, że w sumie nam wyszło, tylko raz jeden Magda musiała nas ratować i zaczęła sama. Ale raz :).

Po powrocie było świeczysko, przedstawiałyśmy scenki. Moim zdaniem najlepsza była ta Koszatki 🙂 Nawiązały do… kursu pierwszej pomocy 🙂

“-Aaaaaa! Mam kleszcza!

-Spokojnie! To tylko kleszcz!”  ;D

Trzeba to przeżyć, żeby zrozumieć 🙂 Ale scenka była genialna “fenomenalna, fantastyczna, kapitalna etc. “. Zwłaszcza że Natka zgodnie z sugestią naszych kochanych nauczycieli – studentów medycyny – zaczęła bawić się z Marysią nadmuchaną gumową rękawiczką z oczkami, żeby zapewnić jej komfort psychiczny 🙂

Po obiedzie były przygotowane przez nas gry sportowe. Igła w pompce do piłki, którą wzięłam jak na złość się złamała, ale zorganizowałyśmy manzo, grę w chusty, berki i bieg przez pole ze znakami drogowymi, co miało głębszy sens, choć nie zdążyłyśmy tego dowieść 🙂

Kolację zjadłyśmy razem z komendą :] Grzanki francuskie z ketchupem :] I taka urocza atmosfera była kilkanaście minut przed nią: “ej, sprzątamy, sprzątamy…” ;]

Jeszcze później Zuzka miała Sąd Honorowy i zanim zdążyły wrócić zastępowe przyszła do nas Ewa, od której dowiedziałyśmy się, że co prawda wstaniemy dopiero jutro, ale lepiej byłoby dla nas, gdybyśmy poszły spać i zgasiła światło :] Miała rację. Zostałyśmy brutalnie obudzone o godzinie 00.26 ;P i jakieś 10 minut szukałyśmy śniadania ;D.

Tego samego już dnia pobudka o 7.10, msza i… Wielka Gra! 😉

Pomijając to, że na początku nie mogłyśmy ogarnąć mapy i co jakieś 100 – 200 m odskakiwałyśmy od furtki/muru ze względu na kochane, szczekające owczarki niemieckie i inne pieski oraz troszeczkę nadłożyłyśmy drogi… ;D Wyciągałyśmy Tere z samochodu i dzwoniły do Ewy na alarmowy, a także zabijały nasze gardła pijąc mroźną ice tea z butelki, to było bardzo miło. I nawet w miarę nam się udała sztafeta nadawania alfabetem Morse’a.

Wróciłyśmy do szkoły i musiałyśmy wybrać jedną, która będzie walczyła z drużynową w grze w chusty 🙂 Biłam się o tę fuchę z Zuzią w “kamień, papier, nożyce” i wygrałam 🙂 i z Zuzką i z Tere ;]

W czasie obiadu zrobiłyśmy przerwę, Zuzia składała Przyrzeczenie, biedna się trochę zestresowała, ale poszło jej bardzo nieźle 🙂

Wróciłyśmy do szkoły, spakowałyśmy plecaki i około 16.30 ruszyłyśmy na dworzec. Tym razem urocze owczarki nie usiłowały przeskoczyć dwumetrowego muru. Szkoda ;P.

Wszystkie ustawiłyśmy się do apelu, ale niestety przerwał nam nagły, głośny i niespodziewany dźwięk wydany przez pociąg ;P Bardzo niespodziewany, że tak się wyrażę 🙂

W mieście rodzinnym byłyśmy po niecałej godzinie jazdy 🙂

Było super, nasz zastęp też jest świetny. Może faktycznie czasami się nie dogadujemy wszystkie tak jak trzeba, ale jest uroczo i tak 🙂 Tak ciepło 😉 Tego również słowami nie da się wyrazić ;].

A tytuł wpisu nabiera sensu po obejrzeniu filmu nr 1. 🙂 Znalazł on zastosowanie również w okrzyku jednego z zastępów i oczywiście w scence Koszatki 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: