Viva España!

Na początku pragnę przeprosić iż odzwyczaiłam wiernych czytelników (mam nadzieję, że tacy istnieją 🙂 ) od rytmu sobotnio – niedzielnego. Usprawiedliwienie mam bardzo proste: w dniach 11.2.2012 – 19.2.12 byłam poza granicami naszego szacownego kraju, czyli, pomijając podróż, w Hiszpanii na wymianie 🙂

Pierwsze dwa dni spędziliśmy w autokarze (chyba można powiedzieć,  że grzecznie…) z przerwą na nocleg w Lyonie. Drugiego wieczoru nasza matematyczka zarządziła pół godziny medytacji. W praktyce wyglądało to tak, że cały tył gadał, a my (szczęśliwe posiadaczki miejsc tuż za nauczycielami) pisałyśmy na telefonach [matematyczka postanowiła spać].  Dojechaliśmy do Getafe 13.2 około godziny 00.30, po uprzednim błądzeniu w Madrycie i szukaniu noclegu dla licealistów. Odebrani przez rodziny hiszpańskie pojechaliśmy do domów. Pod koniec trasy atmosfera w autokarze zapłonęła, gdyż rodzice jednego z Hiszpanów zapytali jednej z nauczycielek, czy czasem nie jesteśmy niebezpieczni, (że szukamy sobie kompanów do picia… :/ )…

W każdym razie półżywa o godzinie pierwszej glebnęłam się na łóżko wspominając jak w drodze mój mózg pracował na fali: co-ci-ludzie-właściwie-do-mnie-mówią-po-jakiemu-jak-ich-zrozumieć-o-cholera-prawie-pierwsz-ej-nie-mówcie-do-mnie-tyle-bo-nie-ogarniam. Ale było miło, bo przyjechali po mnie prawie wszyscy: tata, moja hiszpanka, jej 11-letni brat, jej 17-letnia siostra 🙂

Na godzinę 9.00 mieliśmy zjawić się w szkole. Pojechałyśmy metrem z Julką i Albą (her interchange partner ;]). Katecheta Marcelino z Indonezji przywitał nas piosenką (podobno często śpiewa na lekcjach), ogólnie było bardzo miło, strasznie ładnie śpiewał i ogólnie wydawał się w porządku 🙂 Nauczyciele zabrali nas z lekcji i przeszliśmy się po Getafe. Chyba największe wrażenie zrobił na nas wielki mural i pomarańcze na drzewach (w lutym!, na drzewach!).

Nie pobyłam za długo w domu, pojechałam z Aną na lekcję gry na pianinie. W sumie to ona grała, a ja pisałam opowiadanie, o które potem ze 3 osoby systematycznie mnie męczyły, żebym dała przeczytać… 🙂

Następnie wieczorem Hiszpanie zabrali nas do Parque Sur (taki pasaż handlowy, z zewnątrz niepozorny, a w środku wielki) i graliśmy w kręgle ;]. Ogólnie było nas ponad 20 osób.  Potem jeszcze łaziliśmy po tym centrum, weszliśmy do sklepu Apple i “testowaliśmy” I phone’y.

Z centrum zabrał nas tata Any, tym razem na próbę skrzypiec (z koleżanką zza pianina).

We wtorek pojechaliśmy do Toledo. W sumie ludzie obywatelstwa hiszpańskiego jeździli z nami, osobnym autokarem, ale nie zwiedzali, tylko na nas czekali, więc układ był nieco dziwny… Obejrzeliśmy jakieś trzy kościoły, w Katedrze zbierałam z podłogi szczękę i z wrażenia nie robiłam zdjęć (no dobra, tylko kilka…) na zakupach wypiłyśmy kawę mrożoną i kupiłyśmy marcepan, porobiłyśmy zdjęcia uliczkom i widoczkom i w ogóle 🙂 A po powrocie do domu poszliśmy znowu grupą 20 osób na churros (takie faworki z czekoladą przypominającą budyń), tematem dnia (no bo przecież walentynki) było to, że Sam-Wiesz-Kto (jak go później zaczęto podczas wymiany nazywać) ma dziewczynę (oczywiście Hiszpankę) ;)) Po churros poszliśmy do parku przy szkole i siedzieliśmy tam bez celu jakieś 1,5 h. Ten dzień nie był za długi, wróciłyśmy do domu, poszłyśmy spać, obudziłyśmy się w środę z błogą świadomością podróży do Madrytu.

Po dwóch lekcjach wyjechaliśmy. W stolicy najpierw odwiedziliśmy muzeum sztuki współczesnej Reína Sofía, gdzie (z hiszpańskim przewodnikiem !) obejrzeliśmy słownie 4 obrazy i dostaliśmy 15 minut czasu wolnego, żeby sobie zobaczyć więcej. Najlepsze było interpretowanie tejże sztuki. Podchodzę ci ja do rzeźby i mówię: to kobieta w ciąży. Patrzę na tabliczkę, a tam, ni mniej ni więcej: pojazd rekomendowany dla 4-osobowej rodziny…

Następnie udaliśmy się na dworzec Atocha (główny, najgłówniejszy węzeł komunikacyjny, według różnych wersji w Madrycie lub w Hiszpanii), gdzie była palmiarnia, żółwie, wystawa kolorowych rolek po papierze toaletowym i zamach 11.3.2003.  Stamtąd na spacer po Parque del Retiro, gdzie zrobili nam łaskawie przerwę na śniadanie. Nie dane jednak było z niej skorzystać w całości, bo nasze Hiszpanki chciały nam pokazać Palacio Cristal 🙂

Następnym przystankiem było muzeum Prado (co jakiś czas wznoszono okrzyki: O! Panny Dworskie!, O! Karzeł! bądź O! Ale mnie nogi bolą! Posiedźmy i pokontemplujmy!) . Jak szaleć to szaleć – w łazience utopiłam telefon. Trochę przestał działać…

Mieliśmy iść zobaczyć Katedrę i Palacio Real, ale nauczyciele dali nam czas wolny i puścili samopas po Gran Via (czytaj bulwar zakupowy). Zmusiłam grupę, która koniecznie chciała do Starbucksa, żeby poszli ze mną do księgarni, kupiłam Małego Księcia (moja mama kolekcjonuje w różnych językach 😉 ) i grzecznie udałam się za wszystkimi wężykiem do kawiarni, troszkę podłamana psychicznie (bez telefonu jak bez ręki… O cholera! Nie mam ręki!). Nie mając zielonego pojęcia, że jeszcze zostajemy w Madrycie chciałam koniecznie iść na pocztówki (które z kolei zbieram ja), a moja Hiszpanka poszła do jakiegoś sklepu z ciuchami, co podłamało mnie psychicznie jeszcze bardziej. Poszłam po kartki, wróciłam i stwierdziłam, że gwiżdżę na Anę. Od tego gwizdania przeszło potem do płaczu (no cóż, każdy może mieć gorszy dzień…) ale w sumie jak na mnie to w miarę szybko się uspokoiłam 🙂 Grupą teraz 40-osobową poszliśmy na rynek, tam po 40 minutach czekania na osoby, które poszły do toalety, czekając na osoby, które poszły do toalety, czekając na osoby etc.  odłączyła się od nas spora grupa, która wróciła do Getafe.  My w chyba 8 osób poszliśmy zobaczyć katedrę i Palacio Real 🙂

Padnięte wróciłyśmy do domu o 21.00. Poszłyśmy spać z błogą wizją Segovii następnego dnia.

W Segovii zwiedziliśmy praktycznie sam Alcazar (na który niemal zawsze mówię Alcatraz…), z zewnątrz obejrzeliśmy katedrę w stylu Mudejar i pobiegliśmy na zakupy wydając ostatnie euro, zabytki pozostawiając mniej szalonym turystom 🙂 Z wypchanymi torbami wepchaliśmy się do autokaru pozostawiając za plecami akwedukt. Po drodze widzieliśmy z autokaru Cuatro Torres (takie 4 wieżowce 🙂 ) i Puerta de Europa (czyli takie dwa wieżowce skrzywione do siebie pod kątem 15* ). Zrobiliśmy przerwę przy stadionie Santiago Bernabeu, i z Olą doszłyśmy do wniosku, że Polacy są wszędzie i że raczej powinnam uważać i nie padać pod autobus ;P Wysadzeni przy stacji metra w Getafe Central dowiedzieliśmy się, że z tymi napakowanymi torbami teraz właśnie idziemy do parku. Cóż, nie najpiękniejsza wizja, ale było warto 🙂 Miejsce naprawdę piękne, choć Polacy co prawda nie mają we krwi bezczynnego leżenia na trawie przez 2h (po których—? WRÓCILIŚMY DO DOMU ;D )

W piątek nauczycielki znowu wyrwały nas ze szkoły, poszliśmy zrobić zakupy na drogę. Wyszłam z marketu z dwiema siatami, aż się Ola śmiała, po co mi tyle tego. Hm… w pewnym sensie miałam nosa. Na 2 minuty przed wyjściem moja rodzina zapytała mnie, czy chcę coś na kolację, inaczej jedzenia na drogę bym nie dostała… Po zakupach został nam czas, posżłyśmy znowu na churros dopychając się czymś takim jak fresón (w potocznym tłumaczeniu truskaw) [serio, najmniejsze były wielkości 1/4 dłoni].

Wieczorem, kiedy byliśmy już spakowani, pojechaliśmy na imprezę przygotowaną przez naszych kochanych Hiszpańczyków, która od zeszłej niedzieli była tajemnicą Poliszynela 🙂 Potańczywszy trochę w sali, w której nie było wolno tańczyć, ale nie dało się gdzie indziej, bo na korytarzu nie było nagłośnienia, wypiciu lodu z colą, porobienia setek zdjęć, podrzucaniu w górę kilku osób i porobienia setek innych dziwnych rzeczy wróciliśmy po bagaż. Wzięłam prysznic i zeszłam do kuchni, wyszliśmy z domu o 20.45, o 21.30 mieliśmy być za Madrytem. Byliśmy… Błądząc i szukając miejsca noclegu licealistów…

A potem tylko upojna noc w autokarze, dwa urocze dni jazdy, i kolejne 2 tłumaczenia mojemu żołądkowi, że już spokojnie, jest w Polsce, nie będzie chipsów na śniadanie, obiad i kolację… ;]

Pozostaje pytanie, co będziemy robić jak oni przyjadą do nas w kwietniu 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: