Czyli o tym jak przez 45 minut byłam zastępową :)

Na spotkanie o 9.00 dojechałam nawet chwilkę wcześniej, co bardzo mnie zdziwiło, bo czekałam dość długo na autobus (wszystkie tramwaje zmieniły trasę…). Z przytulnego przedsionka księgarni wyszłyśmy na dwór, czekając na Agę, która nie odbierała telefonu. Kiedy jeszcze chwilę nie przychodziła, po prostu zaczęłyśmy zbiórkę 😉 Anka z Magdą zaczęły rozmawiać, jakby kompletnie nas nie zauważając, o tym, że mogłyby założyć żeński zastęp, że to szalony pomysł, ale może się udać etc. . Po upewnieniu się, że chcemy zostać harcerkami, postanowiły sprawdzić, czy się nadajemy.

Najpierw wzięły na bok mnie, dowiedziałam się, że przez najbliższe 45 minut będę zastępową, i że mam wybrać sobie czołową 🙂 Następnie swoją funkcję odkryła właśnie ona, czyli Ala. Zuzka otrzymała na swe barki pionierkę, a Karo kuchcika.

Zabrawszy od Magdy kompas, mapę i zadanie, a następnie je odszyfrowawszy ruszyłyśmy w drogę, rysując szkic topograficzny prostoliniowy 🙂 Współpraca w pełni, znaczy ja rysowałam, Ala liczyła parokroki, Karolina ogarniała mapę, a Zuzka azymuty.

Po kilkudziesięciu metrach (czy inaczej 30 parokrokach) zatrzymałyśmy się na chwilę, udowadniając, że harcerek nic nie zatrzyma [tak, to zdanie ma sens, choć pokrętny] 🙂

Zdobyłyśmy wszystkie punkty, choć trochę po czasie, przygotowałyśmy scenkę, plan idealnej zbiórki, potrawy na konkurs kulinarny, odpowiedziałyśmy na 5/7 pytań z quizu, przy czym na jedno zareagowałam krótkim facepalmen i “ja pitolę…”… Po odbieraniu wiadomości semaforem i wpisania do pamięci tymczasowej zrobienia projektu pionierki obozowej byłyśmy już w pełnym składzie (przedtem Magda z Anką stały na punktach) i poszłyśmy do kaplicy, żeby razem z Wilczkami (takie Zawiszackie Zuchy) świętować Dzień Myśli Braterskiej (który de facto był w środę). Niespodzianką dla nas było to, że jako goście przyszła trójka seniorów, żeby opowiedzieć o swojej harcerskiej przygodzie (jeden z nich składał Przyrzeczenie wiosną 1939! ). Chrupałyśmy ciasteczka, przeglądałyśmy zdjęcia z obozów z lat 50., piłyśmy herbatę, przeglądałyśmy kronikę z lat 50., porównując ją do naszych i załamując się psychicznie ;]

Część poszła posprzątać do kuchni, Anka ze mną została w kaplicy, choć za chwilę poszłyśmy my też 🙂 Sto lat na moją cześć zostało odśpiewane (no bo już pojutrze będę z punktu widzenia prawa młodzieżą ;P ), piernik nadgryziony, a cukier obroniony przed Basią z Charta 😉

Potem przyszedł czas na apel, gdzie Chart dostał wstążeczkę na proporzec za wygranie Wielkiej Gry na zimowisku i została uroczyście mianowana przyboczna 2DW 🙂

Jakoś zebrałyśmy się do domów, choć powoli, to jednak 🙂 Dotarłam do dziadków, zjadłam obiad, poopowiadałam nieco o zagranicznych krajach, a potem przyjechał po mnie tata i zabrał do kręgielni na urodziny kuzynki.

Nie powiem, że byłam optymistycznie do nich nastawiona, bo nie bardzo wiedziałam, co mogłabym robić pośród chmary 11-latków, ale w sumie poznałam chłopaka rok młodszego ode mnie, ścigaliśmy się na punkty (on oczywiście wygrał, ale tylko dlatego, że grałyśmy bez barierek [takich, żeby kule z toru nie spadały]). Teraz już jak widać jestem w domu, jutro o 11.00 jest msza z drużyną, znów na drugim końcu miasta, a poza tym czeka na mnie na biurku zeszyt z bilogii. Czeka i czeka i nie może się doczekać, żeby go przepisać… 🙂

No nic. Miłego dnia życzę i się odmeldowuję 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: