Ten wpis nie ma tytułu ze względu na to, że każdy dzień w nim opisany w pełni zasługuje na osobny 🙂

Czwartek, czyli “Karolino, przyjmij dary Ducha Świętego” 🙂

To był ostatni mój dzień w szkole w tym tygodniu, od razu po lekcjach pojechałam do biblioteki wypożyczyć Pismo Święte mniejszej wagi i rozmiarów niż moje 🙂 Wróciłam do domu, przebrałam się w strój, który można by uznać za uroczysty i poszłam do kościoła, gdzie okazało się, że w rajstopach mam oczko centralnie przez całą nogę… Ponieważ mieszkam jakąś minutę od kościoła, wróciłam się przebrać.  Według pierwotnych planów miałam śpiewać w zespole młodzieżowym, ale ponieważ byłam na tylko jednej próbie (miałam pójść w tym tygodniu , ale przypomniałam sobie o niej o 21.30…) to siłą rzeczy ta wersja nie przeszła. Tuż przed mszą okazało się, że 2 osoby zrezygnowały z niesienia darów, więc nie pozostałam całkowicie bezrobotna… 🙂 Tuż po Bierzmowaniu zgodnie z planem udałam się po lampkę oliwną, gdzie czekała już 6-osobowa grupka. Anecie cały czas lampa gasła, więc odpalała od mojej, ja natomiast przekonałam się, jak wielka radość człowieka ogarnia, kiedy taka lampka płonie nie tylko na knocie… Ostatecznie moja katechetka z podstawówki kazała mi ją zgasić i zapalić w ostatniej chwili, czyli jakieś 10 sekund potem… 🙂

Po mszy wróciłam do domu z wizją pobudki o 3.00 nad ranem. Zasnęłam i nastał…

Piątek, czyli krótki i przyjemny program artystyczny 🙂

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami o 4.00 wsiadłam do busa i razem z grupą 6 osób z naszej szkoły, p. Dyrektor i p.Uczącą-Hiszpańskiego udałyśmy się do Warszawy odebrać stypendium przyznane nam przez ambasadę. Byłam z siebie niezmiernie dumna, kiedy obudziłam się i stwierdziłam (bez pomocy tabliczek i napisów), że jestem w Wieluniu, co okazało się najszczerszą prawdą. Po drodze usiłowałam spać (chociaż było jak w chłodziarce, ale się nie odzywałyśmy, bo pan kierowca kazał “krzyczeć, jeśli nam będzie za gorąco”), a potem robiłam razem z Kasią jej karne zadanie z matmy (tak to jest, jak się w dzień wagarowicza idzie na wagary…) czym szczerze zadziwiłyśmy p. Dyrektor.

Dojechałyśmy na miejsce w okolicach zaplanowanej godziny 11, czekając na milutkich stypendystów z Gdańska, Katowic, Łodzi, Lublina etc. zwiedziliśmy muzeum powstania warszawskiego. Przewodniczka była bardzo miła, opowiadała ciekawie, widać było, że się generalnie dobrze zna na tym o czym mówi i w sumie stwierdziłam, że ją lubię 🙂 Mieliśmy tylko półtorej godziny, kilka osób się zgubiło, bo kiedy grupa poszła na drugie piętro, te właśnie kilka osób (+ja) postanowiło zbierać kartki z kalendarza na pierwszym… 🙂 Przechodziliśmy kanałami bez światła (w połowie drogi Michasia włączyła latarkę w telefonie…), nie wchodziliśmy do bunkra, czuliśmy bicie serca skały, oglądaliśmy filmy przez lornetki i rozmawialiśmy przez telefon z Cichociemnymi.

Potem, w dalszym ciągu w towarzystwie miłej pani z ambasady (czyt. Carmen) i jej miłego novio (czyt. z hiszp. chłopak/narzeczony) (czyt. Carmelito)(czyt. zastanawiałyśmy się, czy ona czasem do niego nie mówi cały czas cukiereczku, ale dzisiaj okazało się, że Carmelo, to jednak imię) i jeszcze jakiegoś polskiego nauczyciela pojechaliśmy tramwajem do banku po odbiór stypendium w wymiarze gotówkowym, przejeżdżając przez plac Zawiszy :). Potem spacerkiem do Instytutu Cervantesa, gdzie zjedliśmy po kanapce z Subwaya i wysłuchaliśmy niecierpliwie programu artystycznego. Polegał on na przedstawieniu filmików o KAŻDEJ szkole dwujęzycznej, której uczniowie dostali stypendia (czego było około 20 sztuk) oraz wysłuchaniu mów ambasadora i paru innych-ale-pewnie-też-bardzo-ważnych-ludzi oraz granego na gitarze flamenco. Potem czekałyśmy na busa, który jeden kilometr drogi, która mu do nas została pokonywał w kwadrans. Do Wrocławia dojechaliśmy (bo teraz wraz z kierowcami) o 1.30 w…

Sobotę czyli dniu, w którym stwierdziłam, że to dzieci gubią się w górach 🙂

Pomimo niezbyt wielkiego zapału ze strony rodziców wstałam o 6.45. Tata myślał, że dojedzie później, ale chyba dzięki mojemu niezbyt wielkiemu zapałowi odnośnie tej opcji jechał razem z nami autokarem. Dogadałyśmy się z Zuzką, że siedzimy razem i że będziemy spać. Niezbyt nam się to udało, przynajmniej mnie… No ale dojechaliśmy w jednym z trzech autokarów na Przełęcz Tąpadła pod Ślężą. W trasie okazało się, że w paru odcinkach wchodzi się dosyć pionowo, tak że musiałam przemawiać do siebie perswazyjnie, zadając pytanie retoryczne,  co to za harcerz, co się gór boi…

Około 12.00 dotarliśmy na szczyt, odpoczęliśmy jakieś 20 minut, kilka dziewczyn z naszej drużyny grało chyba z 1DW (czyt. pierwszą drużyną wrocławską, czyt. nurt męski, czyt. z chłopakami ;] ) w kotka i myszkę (coś w guście berka). Mój tata szedł za nami powoli, swoim tempem, mówił, żeby na niego nie czekać, ale kiedy schodziliśmy stwierdziłam, że właściwie to on nie ma pojęcia jakie są dalsze plany ani którym szlakiem schodzimy ani w ogóle nic i tak przez godzinę, na spółkę z mamą usiłowałyśmy się do niego dodzwonić…

Jak się można było spodziewać wszystko cały czas było idealnie w porządku, a mój tatuś szedł sobie zamiast szlakiem czerwonym, to żółtym, a na szczycie nie chciał do nas podejść i się zameldować, że dotarł, ale co moja wyobraźnia natworzyła, to po prostu fantastyka naukowa… 🙂

Po mszy w Sanktuarium św. Anny oraz Matki Boskiej Nowej Ewangelizacji, podczas którego ksiądz co i rusz wspominał o obiedzie, pouczał, że należy umieć słuchać, a nie cały czas mówić, podkreślając, że nie czepia się wcale dziewczyn i pytając, czy jest pytanie, na jakie nie znamy odpowiedzi, a po którym zaległa cisza, część rozeszła się na obiad, a część (znaczy w sumie ja, Magda i Julka) zostałyśmy na obrzędzie FIAT jednej zapewne Wędrowniczki, która po nim została Harcerką Rzeczypospolitej (notabene chyba najwyższy stopień 🙂 ).

Po obiedzie, jaki zjadłyśmy w szkole, w której byłam na zimowisku w 6 klasie, a gdzie podczas konsumpcji jako niuans zasłynęło to, że Basia się odrobinkę przewróciła razem z krzesłem 🙂 była integracja w Szczepie, czyli zabawy z Wilczkami. Nauczyłyśmy je  “Bieszczadzkiego Traktu”, “Tam w Bieszczadach” (kiedy to mniej więcej, bądź równo połowa Renifera i Koszatki śmiała się z nie wiadomo czemu, ale aktualnie bardzo zabawnego wywożenia Toi Toi)  oraz twórczej i kreatywnej piosenki po hiszpańsku o słoniach, które huśtały się na pajęczynie, a one nas piosenki o Mowglim oraz kiedy nauczyłyśmy się wzajemnie jeszcze kilku zabaw, przyszedł czas na apel kończący. Swoją drogą zauważyłam, że po prostu widać, jak niektórzy ludzie są na swoim miejscu. Np. taka Akela 🙂 Jednej dziewczynce coś wyraźnie nie odpowiadało, kiedy odpadła z gry, ona poszła za nią na bok, usiadły na trawie, porozmawiały… No niby nic, ale jednak uroczo, pięknie, miło i spokojnie 🙂

Okazało się, że tak co najmniej 3/4 zastępów wymyśliło okrzyki “2DW – Lubię to!”, a ponieważ do końca nie mogłyśmy się dowiedzieć, czy krzyczymy drużynami, czy zastępami, to zostało przy cudzysłowie. Odśpiewałyśmy hymn harcerski i po wyrzuceniu radośnie w górę beretów przy ad Mariam Europa wróciłyśmy do autokarów. Chociaż wydawało mi się, że to już koniec weekendu, została jeszcze…

Niedziela – czyli zmienianie czasu

Na mszy z drużyną z naszego zastępu była Magda, Anka i ja. Po mszy czekałam jeszcze chwilę na tatę, który pojechał do dziadków, kiedy przyszła Aga. Przyszła na mszę z drużyną? Ano przyszła, tylko że nie ogarnęła, że już nie 11, a 12 była na zegarze 🙂 Wróciłam do domu i odrobiłam zadanie na…

Poniedziałek, czyli “Więcej denaturatu!”

Spokojnie, spokojnie, tytuł nawiązuje tylko do eksperymentów na fizyce 🙂 Ale nie powiem, ogień był imponujący 😉

Zrelacjonowawszy czas wolny nie do końca, ze smutkiem odchodzę od ekranu i pomykam dokształcać się w dziedzinie okręgów opisanych na figurach geometrycznych 🙂 ;P

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: