Deklaracje tak na początek, powtarzane przez ostatnie dni jak mantra… :)

Nigdy więcej. To, przekazując myśli i postanowienia Anki mogę stwierdzić. Nigdy więcej 1) takich kreatywnych i ambitnych pomysłów na prezenty, 2) robienia tych kreatywnych prezentów ostatniego dnia, 3) chodzenia do kina w dniu robienia prezentów na ostatnią chwilę. Nie było tak najgorzej, ale urok całego dnia mnie po prostu przerasta swoim jestestwem 🙂

O 10.30 spotkałyśmy się z Anką pod kinem, z zamiarem pójścia na “Igrzyska Śmierci”. Najpierw kupiłyśmy bilety, potem poszłyśmy do marketu, żeby złamać zakaz i wnieść na salę kinową coś, co nie pochodziło z baru, a za 2 11 kupiłyśmy jeszcze popcorn i wbiłyśmy na reklamy. Można powiedzieć, że trwały przeciętnie, około 20 minut.

Trzeba przyznać, że film był całkiem w porządku, książkę mam zamiar przeczytać nadal 🙂 Po wyjściu z Pasażu poleciałyśmy na tramwaj i pojechałyśmy do domu Anki. Chciałyśmy zrobić proporzec, którego nie mogłyśmy zrobić, bo nie miałyśmy kartek z życzeniami od reszty zastępu. Chciałyśmy zrobić kalendarze, których nie mogłyśmy zrobić, bo nie miałyśmy kartek do jednego z nich. Anka chciała upiec murzynka, którego nie mogła upiec, bo nie było jej mamy, która wiedziała, jak się go robi. Ostatecznie ja przyszyłam wstążeczki do proporca i zabrałam się za przebijanie kartek do kalendarza. Hm… plik kilkudziesięciu karteczek nieco ciężko się przebija igłą, więc po leciutkim opadnięciu z sił i złamaniu igły, ubłagałam Ankę, żeby się tym zajęła, a sama poszłam się przebrać w mundur (koniec końców w sprawie kalendarzy z odliczaniem dni do obozu zdecydowałyśmy się na wersję szybszą, ale zdecydowanie mniej równą w skutkach, jaką było użycie dziurkacza). W międzyczasie wróciła młodsza siostra Ani, a potem jej mama. Najpierw było głośno, bo w pokoju obok wariowała Agatka z koleżanką i kolegą, potem było cicho, bo zabrali się razem z mamą za angielski, a potem znowu było głośno, bo trudno, żeby było cicho, kiedy do zbiórki został kwadrans, a ty siedzisz w ciemnej dziurze i nie bardzo wiesz jak się wygrzebać… 😉 O 14.50 miała przyjść do Julki Aga z resztą karteczek do kalendarza. Ostatecznie przyszła na 3 minuty przed zbiórką (Magda dziesięć minut wcześniej została uświadomiona, że spóźnimy się MAX. kwadrans…) razem z mamą. Cóż, lekka bieganina i moja spostrzegawczość na początku nie pozwoliły mi ogarnąć, że dziecko lekko rozbite psychicznie. Komunikat: robiła karteczki, ale nie mogła znaleźć i się strasznie przejęła. Jak od dziesięciu minut we mnie wrzało, tak się zaczęło gotować, schowałam się za Anką, która wcześniej zauważyła awaryjność sytuacji i spokojnie, kompletnie bezstresowo mówiła, że w porządku, zrobimy karteczki, nie ma problemu… ;P Biegiem do pokoju z powrotem, kończymy robić kalendarz, bo już w przerwach w walce z materią zdążyłyśmy się przebrać obie. Potem szybki telefon do Zuzki – może jest nadzieja i wystarczy, jeśli zrobimy jeden kalendarz? Zuzia i Karolina dopiero są pod kościołem, tej pierwszej odpada ręka, bo niesie tort (uff…  nie musimy robić murzynka) i pytają, gdzie my jesteśmy. Chwilę wcześniej dzwoniła do nich Magda, że jest sama… ;D Aha, czyli chyba dopiero robi się wesoło… Złapałyśmy wszystko co się dało, już spóźnione minut 20, stwierdziłyśmy, że skończymy robić prezenty w domu naszej kochanej zastępowej ;P Tuż przed wyjściem zaczęłam szukać wyciszonego telefonu, którego nie mogłam znaleźć (potem się okazało, że włożyłam go nie do tej kieszeni munduru do której pamiętałam, że coś wkładałam), grunt, że pod bramę Magdy dotarłyśmy stosunkowo szybko. I tam pojawił się problem sytuacyjny: jak wejść do mieszkania tak, żeby nie było widać proporca (który ma około metra, może trochę mniej, długości). Ostatecznie schowałam go pod swetrem i pod spódnicą. Kiedy tylko się schyliłam Anka i Aga wybuchnęły śmiechem, że raczej nie powinnam tak robić i zwijając się ze śmiechu weszłyśmy na pierwsze piętro. Nadal ukrywając metrowy kij przekazałyśmy niezmiernie rozradowanej przekazaną wiadomością Magdzie, że musimy skończyć prezenty. Na szczęście, że się tak niefortunnie wyrażę, Ali nie było (gwoli wyjaśnienia, tego dnia miałyśmy obchodzić urodziny Zuzki, Ali i Magdy właśnie). Ania oberwała czapką za hasło “trzymaj kij na wodzy” i rozeszłyśmy się do dwóch pokoi: Anka z Magdą do jednego “ogarniać zbiórkę” i doprowadzać prezent dla Zuzki do stanu względnej gotowości, a ja, Zuza, Aga i Karo do drugiego, “pomagać Zuzannie ogarniać grę topograficzną” oraz kończyć laurkę w kształcie proporca dla Magdy. Chwilę biegałam od pokoju do pokoju, pytając Ani czy TE KARTKI CO DAŁA DO ZESZYTU to zostawiła u nas w pokoju (czyt. życzenia) i czy mają dziurkacz, bo jeśli nie, to ja mam.

Od razu zastrzegam, że połączenie: Zuzka, Karolina, Aga, ja i kot w jednym pokoju, to zdecydowanie nie jest dobry pomysł… Karolina usiłowała głaskać kota, ale on nie chciał dać się głaskać. Ja mówiłam Karo bardzo impresywnie, żeby zostawiła Filę w świętym spokoju, co kompletnie nie spotykało się ze zrozumieniem. Zuzia krzyczała na nią, żeby zostawiła kota, po czym sama kładła mu kartkę na głowie. Na miejscu Fili zwiałabym przez okno, ale ona wybrała opcję snu na fotelu. Wielkim, ogromnym, czy wręcz olbrzymim sukcesem była chwila ciszy, którą udało się uzyskać grając w skojarzenia. Raj dla uszu i dla duszy ;P. Ale długo nie może być pięknie. Karolina zaczęła trącać proporzec, który choć zrobiony w miarę solidnie, w moich oczach był bliski destrukcji. Następnie siostry stwierdziły, że dobrze byłoby zobaczyć, czy z ciastem nic się nie stało. Karo miała wielką ochotę go otworzyć torbę przy Zuzce, ale powstrzymałam ją, przypominając, że na torcie oprócz A jak Ala i M jak Magda, było jeszcze Z jak Zuzia właśnie.

Kiedy udało się ogarnąć w miarę wszystko, Magda przypomniała sobie, że właściwie to znalazła świeczki na tort. Spytała, czy może wejść do kuchni. Anka odrzekła, że nie, sama weszła, uklękła tyłem do wejścia, zakrywając sobą ciasto i pozwoliła jej wejść ;P.

Dalej, biorąc pod uwagę abstrakcję całej reszty dnia wszystko potoczyło się gładko.

Ponieważ 14.4 ma być ognisko z chłopcami, a przy nim scenki o tak niecodziennym temacie jak zespół “Blues Brothers”, którego nikt nie widział, o którym nikt nie śłyszał i o którym nikt nie wie,  układałyśmy skecz, co zajęło nam około pół godziny. Potem zrobiłam moją grę o komunikacji, a następnie, kiedy zaczęło się ściemniać, poszłyśmy do ogródka, zrobić ognisko.

Karolina i Zuzia nie mogły się dogadać, która robi ognisko, więc ostatecznie zapłonęły 2. Magda wracała do mieszkania po śpiewnik i tam ułożyłyśmy kolejną tego dnia scenkę, na temat przyjaźni. Ania została z siostrami. W scence rozdzielała Zuzię i Karolinę, które kłóciły się o to, jak zrobić pionierkę, a potem jak zrobić… czyżby ognisko? ;P 

Pośpiewałyśmy, pobawiłyśmy się (ach, jak to infantylnie brzmi 😉 ), Magdalena została zmuszona przez Ankę do rozpoczęcia rozmowy o przyjaźni również, właśnie i znowu. Po chwili wszyscy zaczęli się rozchodzić, siostry biegły na autobus, a Anka, której mama kategorycznie kazała wrócić przed ósmą, w okolicach ósmej dowiedziała się, że przed chwilą wyjechał po nią tata.

Skończyłyśmy ognisko i kiedy wróciłyśmy do domu, zaczął padać grad, więc nasz problem: “czy ogień dogaśnie sam?” się rozwiązał 🙂

Potem ja, czekając na mojego ojca posiedziałam jeszcze chwilę Magdzie na głowie, pogadałyśmy o Harcach Majowych, które jak na złość zaczynają się w kwietniu, kiedy przyjeżdżają do Polski Hiszpanie z wymiany, na chwilę dołączyła do nas Ania, której nie całkiem uśmiechało się cazekanie na samochód w ulewie, a niedługo potem ja też wróciłam do domu 🙂

Pomijając wyżej opisaną abstrakcję i wspominając mantrę odchodzę z godnością 😉 Dużo na głowie to to, co lubię, ale może jednak nie przesadzajmy ;P

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: