Wielkie Harce Majowe A.D. 2012 :)

Tak zanim zacznę temat właściwy, to pragnę nadmienić, że właśnie zauważyłam, że blog ma już pół roku :). Całkiem miło się czyta takie wpisy z listopada :).

A już wracając: na Harce (zlot zielonej gałęzi [harcerek] FSE z całej Polski)  dojechałam w niedzielę po południu, kiedy właśnie trwały gry techniczne. Odnalazłszy swój zastęp, zostawiłam rzeczy przy namiocie, po czym włączyłam się do zadań :). Twórczo było – fabuła: wesele Andrzeja Małkowskiego. Piekłyśmy na ognisku deser, czyli kokony z ciasta z czekoladą w środku, budowałyśmy piekarnik, obierały jabłka i gotowały wodę (proszę o chwilę ciszy na uczczenie utracenia połysku menażki Magdy) na czas… Każdy punkt poprzedzony był śpiewaniem jednej z piosenek autorstwa Olgi Drahonowskiej-Małkowskiej i innych poznanych poprzedniego wieczora na ognisku. Jeden (notabene u naszej szczepowej) w ogóle sprowadzał się do śpiewania – piosenek, w których występowało coś do jedzenia.  Nad punktem dodatkowym czuwała babcia, z tym że nie stała ona w jednym miejscu, a chodziła po całym obozowisku. Dostałyśmy od niej aż 3 zadania, pomińmy, że wtedy siedziała już cały czas przy jednym namiocie :). Myślałyśmy, że nie znalazłyśmy 1 punktu, Karo dowiedziała się, że na grze była również nasza drużynowa. Hm… trochę głupio nie trafić do Tereski, ale okazało się, że stała ona na punkcie, i owszem, ale w innej grze technicznej :).

Na przygodzie też nie było źle, Chart budował barometr, a jeszcze kogoś, tylko nie pamiętam gdzie, napadali Indianie, tak że w końcu jeden z nich został złapany i przywiązany do drzewa.

Po grach chwila na ogarnięcie i kolację, której nie zjadłyśmy, uznawszy, że jesteśmy bardziej zmęczone niż głodne :P. Później ognisko, na nim scenki o sprowadzeniu Agnes i Olave Baden-Powell do naszej przyszłości,  piosenki, czyli to co zwykle :). Pojawił się również Gienek Washable, jeden ze znaków rozpoznawczych 4 warszaskiej. Zapraszam na you tube’a. Cytując “ale cad!”, no bo taki znak rozpoznawczy to naprawdę nie byle co :).   Następnie punkt tak oczywisty jak powrót do namiotów, orientowanie się, że właściwie, to wszyscy powinni teraz stać na baczność i salutować, bo flagi z masztów ściągane są :).  Połowicznie czekając na Magdę, a połowicznie zasypiając, pograłyśmy sobie z Karo i Alą, a później gratisowo z Zuzką w parę gier typu: odpowiadanie pytaniem na pytanie, odpowiadanie na pytania z oczywistymi odpowiedziami bez potrzebnych liter (Jak przywitasz się ze swoją szefową? – Witam [bo bez d, czyli odpada dzień dobry].). Kiedy zastępowa nasza weszła do namiotu 3-osobowego, w którym mieściłyśmy się w 5, a kiedyś spało w nim 7, Zuzka rzuciła “Jak przyjdzie Magda, powiedzcie, że nie ma miejsca”…

Następnego dnia obudziłam się przed pobudką, do moich uszu dotarł praktykowany od początku Harców chyba okrzyk “Gdzie jest scout power?”, niedługo potem była już pobudka oficjalna, Zuzka i Karo miały lekki problem z wywleczeniem się z namiotu, koniec końców tylko Zuzka nie dotarła na rozgrzewkę, prowadzoną pracowicie przez Sarnę. Później było śniadanie z 2 innymi drużynami. Okazało się, że do wyjazdu zostały nam 2 5-litrowe butelki wody na całą drużynę i 14 chlebów…

Już od samego rana na drzewach wisiały kartki z tajną wiadomością od chochlików, które to z kolei pojawiły się na apelu. Przebiegły centralnie przez środek placu, ciesząc się, że ludzi nie ma i na pewno żadnych wiadomości nie zauważą, równocześnie przylepiając nowe o tej samej treści co poprzednie, już raczej przez wszystkich zauważone.

O 14.15 miała zacząć się Wielka Gra, przedtem była jeszcze msza. Ze względu na przypadek z soboty, kiedy to zasłabła któraś z dziewczyn ze sztandarem, z tyłu powstał punkt medyczny. Cóż, trzeba przyznać, upały ludziom zbytnio nie służą… Ugotowałyśmy obiad, makaron na słodko został posolony płaską łyżką soli, zjadłyśmy go z jedną z drużyn stołecznych :).

W okolicach umówionej godziny wszystkie zastępy zebrały się na placu apelowym, gdzie na dwóch sznurach wisiały koperty z nazwami zastępów. Kiedy zastępowe stały i przyjmowały instrukcje, prawie cała reszta skupiła się wokół Gienka, usiłując nauczyć go śpiewać. Dowiedziałyśmy się, że ma 2 lata, że chodził do 2 klasy podstawówki, ale go wyrzucili i chodzi do 1 i 2 gimnazjum i liceum. Uczęszcza tylko na religię, nie chodzi na w-f, polski ani inne przedmioty, “tak samo jak niektórzy nie chodzą na religię. Bo ja, na przykład, nie wierzę, że zbawienie pochodzi od piłki nożnej.” 2+2*0 = 0, no chyba że chodzi o takie bez nawiasu.

Podebatowawszy sobie o wyborze drogi życiowej, czyli studiów oraz o pomysłach na życie z nowo poznaną Alą, nie ma niestety pojęcia skąd, doczekałyśmy się wymarszu z obozowiska. Wielka Gra niestety okazała się zorganizowana co najmniej dziwnie i hm… nie najlepiej, gdyż do pewnego momentu polegała na staniu w kolejkach. Punktów było 5, ale większość zebrała się w pierwszych 2. Najpierw trzeba było ustawić się w kolejce i zameldować, potem można było dopiero zacząć zadania. Jedno zadanie – do kolejki. Później dostawało się kartę historii, przepisywało jedno zdanie, wracało się po podpis, robiło się kolejne zadanie, wracało się do kolejki… Ponadto trzeba było uciekać przed chochlikami, które zadawały pytania. Jeśli się nie odpowiedziało, otrzymywało się punkty ujemne. Jeden z chochlików biegał i łapał nawet osoby rozwiązujące zadania, drugi siedział i twierdząc, że właściwie same podeszłyśmy zadał nam pytanie, na które wspólnymi siłami udało nam się odpowiedzieć, choć nie powinno nam sprawić problemu…

Gra składała się z 3 pierścieni i kończyła, kiedy do obozowiska wróciły 3 zastępy. Żeby przejść do 2. pierścienia, trzeba było zrobić 30 zadań. Nam udało się 20… Twórczo było, z tym że upał po raz kolejny dawał się we znaki… 🙂 Nie powiem, mogło być lepiej z naszym zaangażowaniem, ale omówienie tego zostało odłożone do rady zastępu. Po grze była wspólna kolacja, później oczywiście ognisko, tym razem ze scenkami dotyczącymi Zawiszy. Trzy zastępy z podium wielkiej gry wyniosły z lasu na czymś w rodzaju lektyki namiestniczkę 🙂 .

Wróciłyśmy do namiotu, Magda wróciła z rady i zrobiłyśmy radę zastępu. Karolina na niej zasnęła, ale poza tym jakoś przeszło. Dzień był peeełen wrażeń, tak że było o czym mówić…

Jeszcze później dostałyśmy z Zuzką głupawki, ona mnie dźgała, ja w zamian zabijałam jednorożce mówiąc niezliczoną ilość razy “oj tam, oj tam”, a ona, żeby je uratować, klaskała.

Następnego dnia rano pobudka o 6.30, składanie namiotu, ogarnianie rzeczy, śniadanie, na którym Karolina kładła się i spała, mówiąc, że tylko Anka ma prawo ją obudzić. Ania poleciła krzyknąć “Karo, Alarm!”, ale wtedy adresatka już wstała i była żywa i w miarę przytomna.

Msza, potem apel kończący. Podsumowanie gier technicznych, Wielkiej Gry, Owcy… Chart i Sarna miały 2. i 3. miejsce w wielkiej grze, Chart pierwsze w grze technicznej, my drugie w grze technicznej, Chart był 4. w Owcy…  Cała Polska w cieniu Śląska, bo bardzo dużo miejsc zajęła też Legnica :).

Zjadłszy pozostawiony nam miłosiernie kociołek warzyw, kiełbasę, sosy, kukurydzę i kanapki własnej produkcji wróciłyśmy drużyną do Wrocławia. Tak myślę, że 1080 słów jak na opis 50% Harców w zupełności wystarczy :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: