“Nie martw się – przyszłość jest ciemna”

W tylu środkach komunikacji co dziś, nie byłam dawno. Mama jechała rano z babcią na badania taksówką, wyrzuciły mnie przy Małopanewskiej. Poszłam na tramwaj, z 20-tki, ujrzawszy mnie wysiadła Karolina. Wsiadłyśmy w 32+, wysiadłyśmy na Jana Pawła II, wsiadłyśmy w 73, wysiadłyśmy na Świdnickiej, gdzie okazało się, że przegrałam zakład i jutro robię mamie śniadanie, bo 4 i 10 stają na tym samym przystanku. Wsiadłyśmy w 10-tkę, za nami stała 4 właśnie, która jedzie krócej, więc znów się przesiałyśmy. Na placu Grunwaldzkim wsiadłyśmy w 145 i szczęśliwie w końcu dotarłyśmy pod kościół św. Rodziny.

Chwilę później doszła Ala i Anką, za moment dogoniła nas Aga. Poszłyśmy na ogródek za kwiaciarnią. Zbiórkę zaczęłyśmy od “Słowa Odwiecznego”, a później przeszłyśmy do Księgi Jaszczurki i gawędy (no, chyba tak to można zwyczajowo nazwać) o Przyrzeczeniu.

“Jeśli pytasz, dlaczego zostałam harcerką, to ci powiem, że nie mogłam uczynić inaczej. Pozyskały mnie ich jasne oczy i mocny uścisk dłoni. Lojalność, prostota ich wzajemnego stosunku. Sposób ich życia i miłość przyrody. Miłość do ludzi, silniejsza niż miłość własna. niesienie pomocy innym w miarę możliwości, dzień po dniu.”

Pozwoliłam sobie wkleić,  znalazłszy w internecie :).

Następnym punktem było robienie koszulek na olimpiadę sportową (obozową, rzecz jasna). Wyszły całkiem ładne, z brązowym porożem z przodu i tropami renifera z tyłu.

Stwierdziłyśmy, że póki schną rogi, to możemy się pobawić :). Na pierwszy ogień poszło łapanie się na ślepo za ręce , a potem odplątywanie się, bez puszczania dłoni. Później pif-paf i chusty.

Niedługo potem z przedsionka wyszedł Chart. Poganiały się trochę w berka, Nina siedziała przy nas, twierdząc, że jest w Reniferze i kończy z nami stroje, a dzięki temu nie zostanie złapana. Cóż… pomyliła się :P. Chwilę później, kiedy do skończenia została tylko bluzka Anki, stwierdziłyśmy, że właściwie możemy do nich dołączyć. Na pierwszy ogień znów poszło łapanie się na ślepo za ręce , a potem odplątywanie się, bez puszczania dłoni. Później 3 kije, choć trzeci zastąpiły 2 plecaki (grupa tworzy kolo, trzymając się za ręce i część ciągnie w swoją stronę innych, co by ustawione w trójnóg proporce przewrócili). Po zabawie Chart skończył zbiórkę, została z nami tylko Patrycja, która czekała na mamę, a przy okazji opowiadania o życiu jej kolegów demoralizowała nasz zastęp xD. Jako geniusz zła zepsuła cenzurę słowa niecenzuralnego, z czego Anka nabijała się co najmniej 3 minuty i to bez przesadyzmu (nie no, to słowo nawet jest w słowniku o.O) :).

Ala, Aga i Karo poszły po coś do jedzenia, a o 12.0o czas nastał, na niezbyt wprawnie przeze mnie poprowadzone Anioł Pański.

Zaczęłyśmy szyć nasze piękne stroje (w fabule króla Artura), w trakcie Aga i Karo znów poszły po coś do jedzenia, bo krakersy się skończyły, a dobrze by było, żeby coś dla Magdy i dla nas jeszcze zostało :). Kiedy wybierały ciastka dołączyła do nas Magda :>. Dziewczynom do koloru materiału zwanego potocznie “zielone jabłuszko” udało się nawet przyzwyczaić ;).

Pati sobie poszła, a my weszłyśmy do przedsionka. Karo, okazując swój nadmiar energii zaczęła bawić się automatem, co Alicja (moja mistrzyni ciętej riposty ;] ) skwitowała krótko “Karolina, daj se siana” xD.

Siedziałyśmy, szyłyśmy, gadałyśmy… Magda z Anką komunikowały się w temacie mi i Ali zgoła nieznanym. Z kontekstu poczułam się zaniepokojona, na co Magda pojechała tytułem, który stał się nim z inicjatywy Ani. Temat ten przeplatał się z innym “Reniferowi do bólu znanym”. Tak pozornie nie na temat, ale na przyszłej zbiórce Zuzka będzie ;]. Później zeszło nam jeszcze na tematy religijne. Nie wiem, w sumie, wtedy pojawia się taki nastrój… Jak masz wątpliwości, po co właściwie jesteś w Zawiszy, to w tym momencie już ich nie masz. Normalnie ludzie nie rozmawiają ze sobą tak bezpośrednio o wierze, pokusach, modlitwie, a… Czyżby po raz kolejny zabrakło mi słów? To jest w pewien sposób piękne, no nie wiem. Czuć więź jeszcze bliższą niż zwykle, zaufanie… Tak, po raz kolejny zabrakło mi słów.

Pierwsza musiała do domu wracać Aga, potem Karolina, a potem Ala z Anką. Ja zaliczyłam ze 2  zadania, przyjęłam Magdalenową naukę o kanonach, podprowadziłam ją pod dom i poszłam na tramwaj. Pojechałam znów 4, z Grunwaldzkiego do dziadków szłam na piechotę. Przywitałam się, zjadłam obiadek, pogadałam, pożegnałam się, wyszłam, wsiadłam w 17 i pojechałam do Renomy kupić kolczyki wypatrywane od miesiąca. Później czekałam kwadrans na 149, dojechałam na moje osiedle i na przystanku ogarnęłam, że jest w okolicach 18.00, czyli teoretycznie Karo śpiewa od 10 minut :). Więc znów piechotką, człapiąc niemiłosiernie sandałkami gnałam na Zemską do MDK. Zdążyłam idealnie na jej solo :).

Bardzo ładny mieli repertuar. Klasyczny no i… no ładny :). Od Anny Marii Jopek, przez Michała Bajora po Gotye, przy którym keyboard się przestawił na inną piosenkę xD.

A kiedy wróciłam wreszcie do domu, podniesiona na duchu kawą chyba bezkofeinową, ale nie wiem, bo mama robiła, stworzyłam, dzięki wenie – w sobotę, powyższy tekścik.

Czuwaj! 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: