Przedstawiam Urszulę Julię Kochanowską Nowakowską :)

Ostatki śniegu, woda się z niego robi, szkoda by było nie wykorzystać ;). Zebrałyśmy się, odczekałyśmy chwilkę w oczekiwaniu sióstr i wyszłyśmy na ten jeszcze zaśnieżony trawnik, który widać z okna. Śnieżki ! 🙂 Tak, śnieżki, definitywnie, bez bitwy nie ma zimy :). Rękawiczek tylko Mery nie wzięła, tak że się jakoś wymieniałyśmy. Drużynami, zorganizowanie lub nie, byle jak, śnieg 🙂 o tak, nawalanie w Zosię 🙂 :). Po zmianie rękawiczek wyszło, że bić się chwilowo nie będę, ale ten śnieg tak leży… Toczenie kuli mniej boli, niż każdorazowe formowanie kuli, więc zaczęłam tworzyć bałwana ;).

CAM00041

Oto jest i Orszula Julia. Może niezbyt widać, ale ma nawet rogi (druciane, nie zosine)  i czapkę ;). Na początku została ochrzczona Julią Nowakowską, ale po moim “ulepszaniu” zaczęła się trochę walić, ja zaczęłam ja ratować, a Julka recytować swój tren, tak że i drugie imię się ostało :P.

Potem Kasia odeszła w odosobnienie za róg, robiła poletko do swojej gry o plusach, a Zosia z Mery zaczęły ze śniegu lepić konia (chyba nie został uwieczniony, na pewno nie przeze mnie ;( ). Kiedy skończyła wróciłyśmy w ciepełko, chłonąć wiedzę o plusikach i różnicach pomiędzy nimi, a skodilakami. Piłyśmy czekoladę z automatu, która tym razem smakowała normalnie, topiłyśmy w niej pianki i pochłaniałyśmy pieguski. Rękawiczki i czapki skwierczały niemalże na kaloryferze i było ciepło :). A potem na grę wyszłyśmy znów. Czapki z rękawiczkami nie tyle wyschły, co po prostu zrobiły się ciepłe (no ale czego się spodziewać po kwadransie dostarczania ciepła mokrym rzeczom), więc było miło przez chwilę :P. No ale wróćmy do gry (ostatnio bardzo wzrasta u nas kreatywność 🙂 ). Otóż jesteśmy sobie tramwajami – plusami, a poletko to plan miasta z naniesionym SkyTowerem, Stadionem, zajezdnią i pętlami. Jeździłyśmy sobie nie wchodząc jedna drugiej w paradę, ale był kruczek – kanar (sucho, ale kruczek to nie pochodne od kruka, tylko od rosyjskiego haczyka). Kanar rzucał w tramwaje śnieżkami – nie mógł tylko, gdy były na pętli albo na zadaszonym przystanku przy pl. Grunwaldzkim. Kiedy trafił trzeba było okazać mu bilet – odpowiedzieć na pytanie. Pierwotnie za złą odpowiedź miało się trafiać do zajezdni i tracić jeden z 10 punktów, ale potem chyba z kanarem zamieniało. Nie pamiętam, dowiem się, sprostuję :).

CAM00052

A oto Julka złapana przez kanara…

Zosia musiała uciekać koło 12, po Aniele Pańskim.

Potem wróciłyśmy przed księgarnię, weszłyśmy na miejsce Charta, z którego ten się już zwinął i trochę z gitarą pośpiewałyśmy. Hm… Całe szczęście, że Kasia gra na klasycznej i w miarę umie stroić? 🙂 Co poradzę, w domu, bez wewnętrznej presji stroję, choć fakt, że trochę czasu mi to zajmuje, a w grupie już na początku wystawiam białą flagę, no bo jak średnio mamy czas, to nie będę 10 minut dostrajać ;P.

Kasia zagrała nam i melodię z Piratów z Karaibów :P, a potem jakoś się wyszło do domu :). Po drodze na przystanek miałyśmy z Julką śpiewać kanony. Niby było zimno, ale w sumie wyszło :P.

Hasta la vista, compañeros 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: