No, już lepiej, ale przysięgam, dzisiaj idę spać wcześnie. Nie budzić (dla bezpieczeństwa nie dzwonić po 21.30).

Coś te tytuły dzisiaj kompletnie z księżyca… W każdym razie Orszak Trzech Króli 2013.

Spotkałyśmy się pod pomnikiem św. Jana Nepomucena – ja przyszłam najpierw, bo autobus mi się spóźnił i podwiózł mnie tata, potem przyszła Julka, potem Emilka i Basia. W pewnym momencie podszedł do nas znikąd  jakiś człowieczek i wręczył po ulotce – o jej treści dziwnie myśleć. Albo to jedna wielka mistyfikacja, prowokacja i wierutna bzdura, albo fakt, ale tego się nie dowiemy. Podobno Bóg obiecał św. Faustynie, że wyróżni Polskę powołując z niej “iskrę”, która przygotuje świat na Jego powtórne przyjście, a ktoś się tą iskrą czuje i przedstawia swoje argumenty http://apokalipsa-iskra.pl/content/o-mnie – treść ulotki kukaj. Nie żebym chciała wzbudzić chorą fascynację tematem, po prostu nie wiadomo co myśleć…

Już w kościele dołączyły Emilka nr 2, Basia nr 2 i Kaja, a po mszy Mery, Nati, Hania i Ania. Przebrałyśmy się za kwiaciarki, dostałyśmy naklejki i cukierki do rozdania. Emilka (hm… jakby tu je rozróżnić, bo numerkami to tak jakoś mało szacunkowo – ten suchar niezamierzony, ale też chyba nie taki oczywisty, więc ok). W każdym razie nasza drużynowa miała nieść dary przed królami (z tego co pamiętam załapał się też Barbara W. 🙂 ). Przykleiłyśmy się do 4DW, szłyśmy przed orszakiem i sypałyśmy konfetti i płatki kwiatów. Wiatr był, wszystko rozumiem, ale że wylatywały mi z włosów jeszcze jak się czesałam wieczorem, a w szkole leciały z kurtki na podłogę, to tego nie pojmuję. Właśnie, może komuś naklejkę? Został mi całkiem spory pliczek ;).

Po walce aniołów z diabłami weszłyśmy na ławkę i razem z Hanką z Bobra usiłowałyśmy zmobilizować tłum do krzyczenia z nami. To było trudne… Krzyczała tylko nasza okupowana ławka (ach, ta metonimia – i znowu mędrkuję, ale co poradzę, że rodzice o sprawach językowych rozmawiają przy śniadaniu…). My 2 robiłyśmy za 1. głos.

“-Vivat Kacper!

-Vivat, Vivat!” to samo z Melchiorem i Baltazarem.

Potem doszło kibicowanie aniołom w walce “Aniołowie, aniołowie”, a na koniec, kiedy włączyłyśmy się do pochodu i w sumie nikt nas nie słyszał było “Diabłom – na pohybel” 😉

Potem rozdając naklejki przepchałyśmy się pod samą scenę (pomysł szatańsko genialny ;P ). Hasło dnia jak dla mnie “Dzieciątko zachowuje się wzorowo, ma na imię Czesław i 2,5 miesiąca”. Kolędowaliśmy, aż znalazła nas Emilka, zebrałyśmy się i opuściły rynek.

Chciałam jechać do dziadków, ale razem z mamą uznałyśmy, że mokro, brzydko, źle, a ja na poniedziałek MUSZĘ być zdrowa, bo zawody z siatki – tak, wiem, że latanie z gołą głową przy deszczu nie sprzyja zdrowiu…

A w poniedziałek od rana zawody – pierwszy mecz ze szkołą sportową przerżnęłyśmy że aż miło, drugi wygrałyśmy, chociaż w tie-breaku. Trochę dałyśmy ciała, ale grunt, że przeszłyśmy dalej (przeszłybyśmy też, gdybyśmy przegrały oba mecze, ale oj tam, oj tam).

Potem czekała mnie dogrywka do ligi humanistycznej i dwie rywalki 😉 udało mi się pokonać całym jednym punktem :P.

Wczoraj pisałam jeszcze felieton na kolejny konkurs… Ej, czy ja mam życie? To mnie ostatnio dość zastanawia.

Dzisiaj natomiast byłam na drugim etapie olimpiady hiszpańskiego, a potem na konkursie matematycznym. Byłam jednak święcie przekonana, że dzisiaj ma miejsce tylko część pisemna – co potrwa do jakiejś 11:00 (o 13.00 zaczynała się matma na Kuźnikach), więc nie przygotowywałam się za bardzo z tematów ustnych, bo i tak nie miałam ambicji ani szans (no nie oszukujmy się) przejść dalej, a gdyby nawet, to myślałam, że będzie czas się przygotować. A tutaj Duduś. Ale że nie miałam pewności (ani szans, no nie oszukujmy się) przejść do ustnego, chyba że bym strzelała wyjątkowo przypadkowo celnie i z tematów ustnych byłam zielona wybrałam matmę. Podganiam bloga. Przeczytam kawałek Quo Vadis i idę spać. Serio, na dzisiaj mam dosyć. Serdecznie dosyć. A zadania były tak chińskie, że w ciągu 2 godzin zrobiła 1/6. Gośka, która zwykle jest z matmy lepsza ode mnie chyba nie zrobiła ani jednego. Juli W. udało się zrobić 4, szacun, chociaż pewna jest 2. Chcecie poziom abstrakcji? Nie odpowiecie, ale zarzucę 😉

Dziadek ma 2 razy tyle lat, ile miała babcia, kiedy dziadek był w wieku babci 15 lat temu. Kiedy babcia będzie w wieku dziadka będą mieli 150 lat. Pozdrawiam.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: