Tytuł pisany po poście – kawusia nie pomaga…

No, moi drodzy, tak to nie ma. Dzisiaj padam na twarz, może kawusia zrobi swoje, ale po 4 godzinach konkursów mam dość…  Blog nie może mieć takich tyłów. Kiedy w pierwszej klasie nam mówili, że rozumieją, że przez to, że wybraliśmy tę szkołę może nam być ciężko i czasu wolnego nie uświadczymy. Wtedy się z nich śmiałam… Teraz przyznaję rację. Czasami mam wrażenie, że może słusznie nazywają mnie potworkiem, skoro nie mam czasu tak na nic, a sprawdziany piszę na piątki, czytam lektury, jestem za grzeczna i się nie wychylam. No, ale ilu ludzi, tyle typów normalności, a żadna całkowicie pod normę przyjętą nie podlega, tak że pewnie nie mam się o co martwić, jakby się postarać, to każdy byłby potworkiem w jakiejś dziedzinie, a gdyby każdego tak nazywali, to by było nudne ;).

Tyły straszne… No cóż, to co – święta 🙂 minęły będzie 3 tygodnie temu (serio aż tak dawno?), dziadkowie byli u nas, myśmy byli u dziadków,ŚPIEWALIŚMY kolędy i NIE LECIAŁY Z PŁYTY, co uważam za swój osobisty sukces ;D. Byłyśmy z Julką u Weroniki na poświątecznej herbatce, a przy okazji po proporzec i skończyć sprawność…

Przed świętami udało mi się całe 2 razy być na roratach u Dominikanów, a w przyszłym roku będę częściej. Podziwiam, ale i zarazem rozumiem Julkę, te msze są mega :). A śniadanko u Dominika… tak. Zdecydowanie. Niektórzy wiedzą co myślę, reszta niech pozostanie w nieświadomości – podtrzymuję, że czasami dobrze być taką Mery ;P.

Wigilia klasowa się odbyła. Po podstawówce kocham moją klasę, a niektóre życzenia pozostaną mi w głowie długi, długi czas… Jejku jak o nich pomyślę, to mi się ściskają trzewia 🙂 i NIE ze względu na osobę składającą. Na treść moi drodzy, zachwyt nad treścią też się zdarza <3. Co prawda po komentarzu Julii nieco obawiałam się, czy na stół nie trafią “radosne” pierniczki z dodatkiem acodinu (na hiszpańskim rozważali inne dodatki, ale metaamfetaminy nie mają skąd skombinować, mam nadzieję, albo żartowali), ale podobno elitka plan odroczyła do zakończenia roku.

Co do sylwestra to rodzice chcieli olać i szampana otwarli o 22.00, a potem i tak do północy siedzieli. A ja się zbuntowałam i stwierdziłam, że jadę na siódme piętro, bo od nas z parteru, to tyle fajerwerków widać, co kot napłakał… Mama patrzyła na mnie tylko przez chwilę jak na czubka, ale wybrała się ze mną. Głupi pomysł to to nie był, widać było caaałe miasto ;), wkrótce dojechał i tata, babcia stwierdziła, że zostaje w dole, bo na dużych wysokościach źle się czuje.

A po Sylwku trzeba było wrócić do szkoły, co okazało się dość bolesne. Matematyczka pierwszego dnia “nie zapowiedziała” kartkówki (nie zapowiadam, ojej bo będę musiała to sprawdzić). Ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ją lubię – na sprawdzianie komuś w klasie równoległej wyszedł dziwny wynik, a że chodziło o wzrost, odpowiedź napisał takową “Zbyszek jest karłem i ma 0,8m wzrostu”. Komentarz czerwonym długopisem “A nie przyszło ci do głowy, że jednak coś źle liczysz?”. Kiedyś policzyła ukrytych na teście przez Szymona ninja… I podobno chce uczyć w przyszłym roku 1h ;).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: