“Mi corazón palpita, como patata frita.”

Czyli walentynki u nas w szkole, part 1 – hiszpański.

Tytuł w wolnym tłumaczeniu znaczy tyle co “moje serce bije jak frytka” i Adam wysunął się z nim na hiszpańskim. Cały hiszpański w ogóle był bezbłędny – pani zapytała mnie, jaki mamy dzisiaj dzień. Ja stwierdziłam, że dziwne, ale może jakaś powtórka dat i dni tygodnia z pierwszej klasy i po chwili zastanowienia stwierdziłam, że czwartek. Po chwili dopiero załapałam, czemu właściwie wszyscy się śmieją…

Poza tym oczywiście i to na pierwszym planie urodziny Julki. Cóż, zwykle do szafki idzie z jednej strony, nie z tej, gdzie stali czatownicy mający dać znać, co by świeczkę na mufinkach zapalić. Ale pozwoliła nam się pobawić, odwróciła się od nas i dyplomatycznie nic nie widziała, a my rechocząc niekoniecznie w duchu dopełnialiśmy pożaru kontrolowanego ;).

Daalej, kilka dni później na tablicy ogłoszeń zawisła kartka: “Szukam (dajmy na to) Tomka, który wysłał mi walentynkę” i podpis “Słoneczko z 2e”…

Tak, walentynki u nas w szkole nie mogą być nudne. Ba! w naszej szkole nie może być nudno :D.

A i powiem tyle: niektórzy ludzie pomimo powierzchownego wrażenia się nie zmieniają – i myślę tu o pozytywnym sensie :). I drugie zdanie – jak coś się wydaje nudne, należy poczekać. Potem końcówka wynagrodzi wszystko :P.

A teraz się buahahaha ludzie domyślajcie :P.

 

 

 

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: