Serdecznie was akceptujemy… ;D

Przed chwilą wywaliłam sporą część początku. Obawiam się, że wenę zużyłam już na pisanie na konkurs o Wrocławiu jako ESK 2056, ale spróbujemy :). Zwłaszcza że przeraża mnie to, że ostatni post był w styczniu :/…

Wyjeżdżałyśmy z Dworca Głównego. W sumie drużyna na bogato – w Charcie absencja jedynie Ani, w Sarnie ewentualnie Soni, jeśli ona w zastępie jeszcze egzystuje, bo zdania są podzielone, w Koszatce brak Oli, u nas Karoliny i sióstr. Wsiadłyśmy w pociąg, około godziny jazdy i wysiadka na stacji Skokowa.

Drogę do przedszkola przebyłyśmy parami, co idealnie pasowało do środowiska przedszkola, w jakim miałyśmy funkcjonować przez najbliższy weekend (w szyku nie wyszło, samochody jeżdżące po drodze i nasz poziom zorganizowania zniweczyły ten plan… :P).

Najpierw jeszcze w ramach starego ceremoniału apel rozpoczynający (Pies leży na moim lewym ramieniu, ach, jakże słodko się pisze… :P). Plecaki już wylądowały w przedszkolu, szczerze mówiąc byłam święcie przekonana, że trzeba mnie będzie stamtąd wynosić, (uwolniłam rękę, zwierzę nieszczęśliwe…, o, siadło. Teraz wygodnie :)), bo wyjdę sepleniąc na czworakach i poziomie wiekowych czterolatka… W każdym razie ogarnęłyśmy sobie miejsce, hasło dnia brzmi: “Nikt nie może siedzieć w kołysce całe życie”.

Później Koszatka miała warsztaty z savoir-vivre’u, muszę przyznać, że zadanie Kai było aż nazbyt ambitne, ale jakoś dałyśmy radę :), trzeba było ułożyć zastawę stołową. Ale nie ma tak łatwo – poza normalnymi sztućcami nóż do ryby, sztućce do przystawek, łyżeczki i widelczyki do ciasta i 3 rodzaje kieliszków. Potem robiłyśmy scenki dot. haseł o dobrym zachowaniu z “Anioła Stróża”. Jak zawsze scenki twórcze, taki na przykład temat “Nie rób głupiej miny jak małpy nad ziemią, bo nie wszyscy ludzie małpi humor cenią” – Marta B. chyba nie zechce dołączyć do naszej szkoły – przywitałyśmy ją za dobrze xD.

Po śpiewograniu miałyśmy chwilkę – przygotowywałyśmy scenkę na świeczysko związane z hasłem dnia. Koszatka nauczyła nas piosenki “Le jour d’amour”, a Sarna wyjechała z Kubusiem Puchatkiem. Co prawda wyszło, że każdy zastęp oprócz nas miał stroje fabularne, więc trochę nieciekawie. Udało nam się nawet coś zaimprowizować, ale że Komenda (jeszcze) zapytała drużynkę, czy wiemy, że świeczysko trwa już od kwadransa, stwierdziłyśmy, że dzisiaj nie, ale jutro już będziemy z nimi w miarę ogarnięte.

W czasie kolacji jeszcze obczajałyśmy imprezę dla Julki. 3 kisiele w 3 różnych smakach wymieszane z jogurtem, mandarynkami i sosem truskawkowym nawet nie smakowały źle, a Kraal dołożył od drużyny kawałek ciasta ;P. Co prawda wbiłyśmy z tą robotą do nich, bo nie obczaiłam, że zrobiły sobie sypialenkę w kuchni i tutaj mój facepalm, ale stwierdziły, że jak impreza dla Julki, to możemy u nich robić. O kartce oczywiście zapomniałam i siedziała w moim śpiewniku do następnego dnia, ale cóż… 😛

Następnego dnia miałyśmy ogarnąć śpiew na mszy. Ależ czadowo – mamy W(w)ielki P(p)ost, więc pieśni wielkopostne by się przydały. Jakie znamy pieśni wielkopostne…? I tutaj pojawił się pierwszy problem.

Po dyskusji z Koszatką, która miała przygotowywać śpiew na następny dzień udało nam się zebrać projekt. Ale że oprócz tego na mszy miałyśmy psalm, to ja stałam grzecznie razem z Hanią pod zakrystią czekając aż przyjdzie proboszcz, żeby obczaić lekcjonarz. No ale zapomniałyśmy o drobnej kwestii: nie poprowadzę próby śpiewu przygotowując się do psalmu… To był pewien problem. Uratowała nas Mery, która poszła śpiewać za mnie :P. Ale, ale, nie ma tak łatwo…

Drużyna nie znała 2/5 naszych pieśni (jedną z tych dwóch ciągnął z nami Kraal). Poza tym jak wróciłyśmy z Julką do ławki zestresowane, to zaczęło się najciekawsze… Cóż, całe szczęście, że ksiądz prowadził części stałe, bo chciałyśmy zamiast Pani zmiłuj się, wejść z Baranku Boży. Co w tym dziwnego, przecież jest też “zmiłuj się”, więc chyba wychodzi na to samo…? I co więcej, gdyby ksiądz nie miał w zwyczaju zaczynać samodzielnie, to w kościele zapanowałaby głucha cisza, bo miałyśmy problem, czy w W(w)ielkim P(p)oście śpiewa się na pewno “Baranku Boży”.

Msza, na której nie mogłyśmy się skoncentrować minęła w pół godziny i całe szczęście… Ludzie jeszcze zostali do Komunii, pieśń się kończy, nie było tej na dziękczynienie. W ogóle z całym szacunkiem dla nas, co to w ogóle było? xD

Ale pozostawiłyśmy to wziąwszy za nauczkę na przyszłość. Dalszym krokiem była Esmereliada – rzucanie zakrętkami do ruszającej się magicznej skarbonki, wyrywanie Esmeraldzie pasków bibuły zza paska, wyścigi rzędów + hit 1,2,3… Esmeralda patrzy! 😛 Po powrocie do przedszkola musiałyśmy jeszcze tylko ułożyć ze swoich ciał katedrę Notre Dame.

Wypiłyśmy sobie herbatkę, posiedziałyśmy w ciepełku i przyszedł czas na przygotowane przez nas wcześniej konkurencje – rzut śnieżkami do celu, 2 ognie (ogień ze śniegu, dziwne połączenie…) i bieg wyznaczoną trasą, z celem nie oberwania śnieżką :).

Co następne, to warsztaty z nowego ceremoniału (od tego czasu mamy Kraala). Polewczo. Zwłaszcza odnośnie sztandaru “No, bo jak wchodzę i jestem taka zestresowana, to mi ten żyrandol wcale nie przeszkadza…” albo “Ale jak widzę, że kolega obraca się przez drugie ramię, to nie będę robić właściwie, żeby mu pokazać, że ja wiem.” Poza tym wymieniałyśmy winy i niedociągnięcia naszego umundurowania (żeby nie było, Kraal też :P). Po warsztatach nastał obiadek…

Tak… no właśnie… Nie wszystkim, delikatnie mówiąc, smakował. Zupka jeszcze przeszła, ale drugie w przypadkach 3/4 skończyło jako jedna wielka ciapka. A potem zostało odgrzane na kolację – uczmy się szacunku do jedzenia, może tyle w temacie. Ale to też była sytuacja dziwna… No bo jak ci nie smakuje, to nie zjesz, a co ma zrobić Kraal z do połowy pełnym/pustym garem?

Później było śpiewogranie, ale jakoś tak wyszło strasznie zmulone, chociaż Chart i Koszatka uczyły nas nowych piosenek: “Ty druha we mnie masz” i “Quasimodo”. Na szczęście potem były warsztaty Sarny, mające wydobyć z nas głęboko ukryty artyzm :D. To rozbudziło towarzystwo, zwłaszcza że się z tego w pewnym momencie zaczęła mała dyskoteka – ruchy z życia codziennego (cegła, cegła i wygładzić szpachelką vel. robimy ciasto, vel. oświadczyny) do lecącej z radia muzyki (Eska, trójka, coś takiego…). A Sarna najpierw przeprowadziła radio – w grupach komentowanie meczu tenisa, a w finale polskie piosenki. W naszym tenisie, gdzie oprócz mnie znalazła się jeszcze Agatka, chyba Basia Chantry i nasza przyboczna jakoś nikt nie mógł odpaść, a rzeczy się takie działy – jeden z tenisistów złamał rakietę, potem nogę, potem grał różową paletką, następnie na boisko weszli klauni, publika domagała się ich zwycięstwa, a sędzia został oskarżony o dyskryminację mniejszości etnicznych 😛

Później tamburyno – tańczenie do wybijanego rytmu na tymże instrumencie.

Podanie o pracę – trzeba było Sarnę przekonać, że się człowiek nadaje :P. Ze względu na brak ochotników zaczęła ichniejsza mała Basia, która miała być naszą Basią. Chyba jej nie przyjęły, potem tę samą posadę usiłowała zdobyć Marta G. O tak, ją przyjęto bez problemu, aż się dziwię, że nie gra po teatrach :P. Ale jednak kwestia wymknęła jej się spod kontroli 🙂 A po przedstawieniu tradycji rodzinnej do trzech pokoleń wstecz było to tak:

-Ale skąd mamy wiedzieć, że nie przestraszy się Pani takiej ilości śmieci na raz?

-No wie pan… Coś trzeba jeść.

Cała salka przedszkolna w śmiech, Marta jak się zorientowała to też :P.

Potem już tylko Kaja starała się o pracę świniopasa, dostała ją, kiedy zaprezentowała znajomość języka ;).

Następna zabawa to czytanie bajki dla dzieci wcielając się w różne postacie. A ostatnie: Karuzela.

Rozpoczynają ją 2 osoby grające na środku. Kiedy dochodzi trzecia, zaczynająca gadać od rzeczy jedna z dwóch musi tak skierować rozmowę, żeby wyjść i gra toczy się dalej z ciągłą wymianą aktorów. Ta zabawa rządzi, naprawdę ;). Kaja kazała mi zrobić perukę na rękę dla jej syna, który w przedstawieniu miał grać Ezawa, ja natomiast usiłowałam obciąć nawiedzonej fryzjerce – Asi włosy, bo do nowego dzieła mi idealnie pasowało :P.

Pod wieczór oczywiście świeczysko gdzie scenki i druga piosenka Charta oraz ta nasza “Już wyruszać czas” z Mojego Brata Niedźwiedzia. Scenkę miał i Kraal, więc Sarna miał troszkę przerąbane z zapowiedzią, zrobiły przeróbkę Anny Jantar “Nic nie może wiecznie trwać”. No i po kolacji zastępowe jak zwykle na radzie, a my miałyśmy wieczór gier 🙂 furorę zrobiło bodajże “zbuduj i zburz” Hani i Nati. Poszłyśmy sobie we 3 pod prysznic, ale Mery ogarnęła, że nie ma klapek. No więc powiedziałyśmy jej, żeby poszła pożyczyć, inne zastępy się już nie myły, więc raczej ktoś by jej pożyczył. Czekamy, czekamy, czekamy, czekamy, czekamy no i stwierdziłam, że po nią pójdę. Patrzę ci ja, Mery siedzi i ustawia klocki, zapomniawszy o Bożym świecie :). Tak, Zbuduj i zburz to była naprawdę bardzo wciągająca gra xD.

Nawet nie do końca zdążyłyśmy zasnąć jak był alarm – latanie po przedszkolu, szukanie gwiazdek, a potem ułożenie ze znalezionych liczb i wylosowanych znaków równania dającego w sumie 51. Zaczęła się Wielka Gra :).

Rano chwila na śniadanie, po nim tajemniczy ktoś (chyba że to był Quasimodo) powiedział, że musimy znaleźć Esmeraldę, która ukrywa się w katedrze przed złym sędzią. Po chwili bezładnego biegania po korytarzu reszta zastępów zdecydowała się szukać na dworze. Oprócz nas – Julka Esmeraldę znalazła w składziku na szczotki :P. Miałyśmy narysować plan Katedry, jednakowoż robiłyśmy to 2 razy, bo nie ogarnęłyśmy, że to metaforyczne i chodzi o przedszkole. Potem już prawie z mapą wychodzimy w teren, a któraś zastępowa dzwoni, czy byśmy nie mogły im otworzyć. Bo jak się drzwi zatrzasną, to się nie wejdzie, czego próbkę miałyśmy po apelu rozpoczynającym… Przed nami pięć punktów, czasu w bród, mapa chińska jak zawsze i co do pierwszego punktu mocno nieproporcjonalna w porównaniu z resztą, ale co tam, metaforycznie brzmiałoby ładniej, ale idziemy po śladach naszej drużynowej. Oto i plusy śniegu :P. 3 punkty znalazłyśmy bardzo szybko, Wiki była niezrównana :). Po ostatnim punkcie z powrotem do przedszkola, zły sędzia [patrz Emilka] uciekając z Esmeraldą, z którą miałyśmy się dogadać niepopolsku, a ostatecznie Nati cierpliwie tłumaczyła hiszpański, został załaskotany. Ach, ta logika gier. Nie mogłyśmy odbić Esmeraldy siłą, bo gwardia dookoła, ale załaskotać sędziego dali. Zamknęłyśmy go w składziku. Oddał klucze, żeby nie było, jeno kazał przekazać Esmeraldzie.

Na mszy były chrzciny, więc ostatecznie Koszatka śpiewu nie prowadziła. Ksiądz przedstawił, zaprezentował, powitał drugiego dnia tytułem. Poza tym chrzcił Kacpera i z tej formy nie chciał zrezygnować :).

Wróciłyśmy, siedzimy i robimy zadania, a ja tak sobie myślę, że będzie ciekawie, jak teraz Emilka wbije z hasłem “hahaha, wygrałem, zaraz wszystkie zginiecie…”. Byłam blisko, skończyło się na “Zemsta jest słodka, wasza Esmeralda płonie”. No to wszyscy szturmem do okien, a potem na dół, próbujemy zgasić ognisko śnieżkami. Potem Esmeraldę ktoś siłą z tego ogniska wyciągnął, ale wyglądało to trochę tak, jakbyśmy jej plany pokrzyżowały. Hasło mnie zabiło “No dobra, wyciągnęłyście mnie, ale ja teraz mdleję”.

Biedactwo było przez nas wnoszone do katedry głową w dół, jak już obczaiłyśmy, że to właśnie należałoby zrobić. Ale żeby odżyła, brakowało Quasimodo. A że Emilka robiła to za niego, to za sędziego, to sędzia został poproszony o przebranie się za Quasimoda… Esmeralda na chwilę odzyskała przytomność, potem bardzo artystycznie umierała, a później kazały nam napisać punkty pierwszej pomocy przy zaczadzeniu (po oparzenia trzeciego stopnia to tam nieważne…) i przygotować plan obrony Katedry.

Po obiedzie wysprzątałyśmy przedszkole, zastępowe poszły na Sąd i po Apelu kończącym, już według nowego ceremoniału, wróciłyśmy do Wrocka. Już drugi raz jedziemy w takim składzie i muszę przyznać, że jest super :).

No właśnie, i tak trochę rychło w czas, ale z okazji wczorajszego DMB życzę wszystkim radości, tego by zawsze postępowali w zgodzie ze sobą i potrafili z radością poświęcać się dla innych z miłości do Pana Jezusa :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: