Chełmsko Śląskie – nic dodać, nic ująć; A najsmutniej jest wtedy, kiedy ktoś jest niezaopiekowany

No i pojechaliśmy sobie na Wielkanoc. Mniej więcej 2 godziny jazdy od Wrocławia znajduje się Chełmsko Śląskie – jak to określił miły pan napotkany w kościele “ni to miasto, ni to wieś, ani wypić, ani zjeść”. Znajomi moich rodziców mają tam gospodarstwo agroturystyczne, więc postanowiliśmy spędzić święta właśnie tu, babcię pozostawiwszy pod skrzydłami wujka, który przyjechał z rodziną na kilka dni z Danii.
Miejscowość sprawia wrażenie wyraźnie zaniedbanej, ulice są brudne, krawężniki poobijane… Trzeba jednak przyznać, że ma ona swój urok – otóż moi kochani, zagina się tu niepoznawalna empirycznie czasoprzestrzeń faktyczna – spacerując dzisiaj napotkaliśmy na ciekawy pomnik. Tabliczka pod nim głosiła: “renowację pomnika NMP (św. Anna) przeprowadzono dzięki…”.

Wyszło, że święconkę postanowiliśmy uczynić poświęconką w miejscowym kościele pw. Świętej Rodziny. Na jednej ze ścian stały (wisiały?) 3 figury – Maryi, Pana Jezusa i Św. Józefa z… małym Panem Jezusem. No dobra… Osobliwy rodzaj nadwyżki…

Ale skoro już było od środka, to rozpiszmy teraz początek i tło ogólne.
Otóż domek znajomych – niech im będzie Płaskowie – mieści się na końcu miejscowości, z jednej strony jest las, z drugiej ogród, a z trzeciej droga do wsi. W środku biegają sobie dwa psy – bernardyn i berneński pies pasterski – innymi słowy wielkie kobyły. Nasze zwierzę beagle, więc mniejsze.

Dalej psy miejscowe zwane – Nantan i Itan, potworki, miśki, niańki

nasz pies zwany – Figiel/Figluś, pies/piesek, zwierzę, ew. bydlę (w domu się jakoś przyzwyczaił, pieszczotliwie mówimy do niego jeszcze idioto, kretynie, pacanku długouchy, generalnie jak bądź :D).

Kiedy wjechaliśmy za bramę, Figiel oczywiście siedział jeszcze w aucie. Miejscowe psy teoretycznie miśki, co przemocy nie znają, ale i tak nigdy nie wiadomo. Nasz zwierzak już na smyczy, ale ciągle w aucie, a tu mi się ładuje na kolana wielka psia morda.

I tutaj cudo… otóż przypomniało mi się… tak, teraz. Nie, nie mogło wcześniej – że ze 3 lata temu duży pies mnie ugryzł, i że ja się zasadniczo dużych psów boję. Dosyć bardzo boję.
Figiel obwąchiwany przez kolegów stoi jak sparaliżowany. Nantan ma przysposobienie takiej mamuśki podobno, w każdym razie nad naszym stoi i go doszczętnie wylizuje. Itan przygląda się z boku, czasem obwącha. Figiel jest zestresowany jak jasny piorun. Przesuwa się o metr – dwa potworki przesuwają się za nim. Co ciekawsze Nantan usiłuje pokazać, kto tu dominuje, innymi słowami przymierza się do Figla od strony pseuodoseksualnej. Psu się nie podoba. Podchodzi pod drzwi. Za bardzo nie może wejść, bo wiadomo, że pójdą za nim potworki. Odgryza się, potworki odskakują na ćwierć sekundy i znów wracają, stojąc 0,5 cm od niego. Pies znowu się odgryza, usiłując wejść. Mama widząc jego genialne próby chce go wziąć za obrożę i wciągnąć do mieszkania. Też dostaje zębami. Od naszego.

Rana zaopatrzona, raczej nie do szycia, ale też nie wygląda najciekawiej. Nasze zwierzę, więc jesteśmy nawzajem uodpornieni.Dla wyjaśnienia – nasz nie gryzie, więc mamy capnąć na pewno nie chciał, tylko zestresowany na full. Podobnie jak ja. Tata chwilowo jeszcze uważa, że trzeba je zostawić same sobie i nie ingerować, mama nic nie uważa, przynajmniej nie na głos, tylko chłodzi rękę.

W każdym razie pan Płasek zaproponował wspólny spacer, co by się zwierzęta na neutralnym terenie spotkały. Puszczone samopas poleciały w las. Można było mieć nadzieję, że jak Figluś będzie miał 2 niańki, to nie zwieje. He. He he. He. Tak, tak. Mówiłam już, że w tym lesie jest dużo saren?

Zwierzę wyszło na spacer ok. 18.00, znalazło się o 21.00. I nie znalazłoby się, gdyby nie to, że doskonale wiemy jak szczeka. Tatuś dostał latarkę i maczetkę i poszedł w las, ale że psa usłyszał 2km dalej w stronę granicy czeskiej, to zdecydował się na auto.
Że tak sobie pozwolę – oficjalne podziękowania do św. Franciszka i św. Antoniego :D.

Dzisiaj rano, nawet po spacerze, pies domagał się wypuszczenia. Nie idzie go zrozumieć – przed potworkami zwiewa, choć mu się nie udaje, ale za drzwi, to on bardzo chętnie. No i poszedł. Godzinę później była podobna akcja jak dnia poprzedniego, ale już nikt się nie mieszał, więc nikt nie ucierpiał. Całą tę godzinę Nantan dominował. A kiedy zwierzak był już w domku, to leżał przed drzwiami. O 11.00 mieli święcić pokarmy w kapliczce, więc planowaliśmy wyjść z domu. He. He he. Piesek chciał wyjść z nami. Chciał też z nami pojechać. A Nantan koooooniecznie chciał pojechać z pieskiem. Więc skoro już Figiel zwiał z mieszkania, uznaliśmy, że możemy go wziąć, bo odprowadzać go z wtykajacymi wszędzie nosy potworkami, które nasz ma ochotę kłapnąć zębami, to byłoby pół godziny. Płasek młody, znaczy pewnie już pełnoletni syn trzymał potworki, które wypadły za naszym za furtkę i Figiel załadował się do auta.

Z rozdpędu minęliśmy kapliczkę i trafiliśmy do ww. kościoła, gdzie święcenie o 12.00. W takim wypadku postanowiliśmy, że tata odwiezie psa i dokonane zakupy, a my się z mamą przejdziemy (stąd właśnie nasza wiedza o NAP) Oprócz rzeźb, wrażenie sprawiały palmy. Konkurs na najwyższą palmę. Jedna sięgała sufitu, a kościół dość wysoki 🙂 i barokowe organy.

Potem pojechaliśmy do Lubawki do apteki po plastry i coś do odkażania. Kiedy wróciliśmy, piesek wyleciał do nas na dworze. Ok, może jesteśmy walnięci i przewrażliwieni, ale przepraszam, nie jesteśmy! Zwierzę leciało do nas, jakby chciało, żebyśmy je jak najszybciej wzięli od potworków.

A po południu, na odstresowanie jazda konna :D.

Ostatni raz siedziałam na koniu 5 lat temu i to na lonży. Teraz pojechaliśmy sobie nawet do lasu. Co prawda Luba jechała za Soplem, więc nie musiałam praktycznie nic robić, ale jazda na oklep rządzi :). Za nami jeszcze Jantar i Szabo :). Pojeździliśmy sobie po lesie, nawet widzieliśmy z bliska sarny. No nie powiem, że nauczyłam się dzisiaj jeździć konno, bo to by była wierutna bzdura, ale udało mi się nie spaść, nawet skręcę, ruszę, zahamuję… Faajnie. Jutro druga tura, bo Płaskowie sami chyba lubią jeździć.

Mama zabrała teraz zwierza na dwór. Jakimś cudem Nantan (co w jakimś narzeczu Indian znaczy wódz) i Itan (mądry/piękny… coś w tym stylu) nie poleciały za nim, chociaż mama wzięła ojca z głupawką za obstawę. Kto ze mną nie mieszka, nie wie, co to znaczy ojciec z głupawką. Rano bawił się z potworkami w Kaczora Donalda, a jak Nantan leżał naprzeciwko naszych drzwi (są przeszklone, takie jak balkonowe), to położył się obok kominka naprzeciwko niego.

Ajajaj, kominek. Udało się go wczoraj rozpalić i zrobiło się tak superciepło :). Wystarczyło postraszyć mocą czołowej. Julianna to wymyśliła te prawie 2 lata temu, ale bardzo mi się podoba ten twór – grunt, że działa. A może wystarczy po prostu zrobić coś po raz kolejny z rzędu w końcu z głową? 😛

Zobaczymy, jak się dalej sprawy potoczą. Mam nadzieję, że uda się psy izolować, bo inaczej może być po prostu przykro. No bo sorka, ale jednak nie jest przyjemnie patrzeć na to, jak zwierzak się boi…

A tak dopisek po genialnej kolacji – cóż, emocje na pewno robią swoje, bo my jesteśmy wszyscy koszmarnie zeschizowani… Pies się rzuca z gryzieniem na duże. Dlatego mamy problem, żeby z nim wyjść. Pan Płasek pokazywał zdjęcia z ich wspólnego spaceru, na który wziął zwierzaki, jak byliśmy w Lubawce i wyglądają super. Obok siebie. Nikt nikogo nie nęka… No nie wiem. Bo z naszego punktu widzenia to wygląda zupełnie inaczej, a trochę racji pewnie mamy.
Bardzo bym chciała, żeby się ułożyło. Jak my będziemy spokojni, to może uspokoi się Figiel. Miśki… Itan odpuścił, może i Nantanowi w końcu się odechce.

A jutro rano na mszę… Znaczy rano jak rano, bo na 12.00. Chcieliśmy pójść na rezurekcję, ale w sumie jak byliśmy rok temu w naszym kościele, to było strasznie długo… A ja o tym zapomniałam i szczerze mówiąc, jakbym miała pójść tam teraz (zaczyna się za godzinkę) to bym na 100% zasnęła, a przynajmniej byłabym tego bardzo bliska. W sumie Ania z Martą mogłyby mnie wziąć, ale wolę iść z tatą. Nie, wolę iść jutro. A na rezurekcje pójdziemy może w zeszłym (uhm… no i dowód na to, że jestem śpiąca 🙂 ) przyszłym roku…

Pachnę koniem. Wciąż. 😀

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: