Audycja zawierała lokowanie produktu :)

Powiem szczerze, że strasznie się na to cieszyłam. Była perspektywa opuszczenia trzech dni w szkole, a za to słuchania wykładów, bądź brania udziału w zajęciach polonistycznych w LOXIV we Wrocławiu. To, że nikogo miałam nie znać, czyniło “wyjazd” (no bo bardzo daleki) jeszcze ciekawszym :).

W środę ok 10.30 zjawiłam się w internacie razem z rodzicami, którzy ulotnili się oddawszy mnie pod opiekę. W pokoju byłyśmy w siedem. A właściwie, można powiedzieć, w trzech podpokojach – dwójce, trójce i czwórce (czyt. w efekcie dwóch dwójkach i trójce). 2 dziewczyny z Góry (Ania i Patrycja-nieprzewidywalna) zajęły sobie dwójkę, drugą dwójkę zagarnął Strzegom (Malwina i Jagoda), a my wylądowałyśmy w ekipie Jawor – Bolesławiec – Wrocław (Klaudia, Zuza i ja). Poza nami trójka chłopaków (Wrocław, Kąty i Oborniki – Konrad, Stachu/siu/nisław, Janusz) oraz Urszulanka (rzadziej używane Gosia), Strzelba – Kasia i Julia. A, no i spoza internatu – Szalonooka urszulanka nr 2 i, z tego co pamiętam, to Urszulanka nr 3.

Ok. godziny 11.00 przywitał nas pan wykładowca czternastkowo-uniwersytecki, przyzwyczajony chyba do kwadransa akademickiego ;). Zostało nam przedstawionych 9 tablic z laureatami i finalistami olimpiad przedmiotowych, potem biblioteka (kusi, kusi… wygląda pięknie, nowocześnie i jest naprawdę dosyć duża ), a potem sala, która miała nas przerazić – trochę starsza niż cała, cudnie nowoczesna, reszta, najnormalniej w świecie wyposażona klasa w suterence. Z perkusją, komputerem i projektorem :). Jako ciekawostkę dodam, że przed tą salą był pewnego rodzaju przedsionek, w którym stały pomalowane i połamane krzesła i fotele oraz kilka poustawianych na sobie ławek – w sumie nikt nic nie mówił, ale kilka osób pomyślało, że mamy się przerazić właśnie tego… Z przedsionka można się było wydostać kilkoma drzwiami – przez jedne przeszliśmy, a za drugimi były papugi.(Drugiego dnia zastanawiałam się, czy faktycznie słyszę ptaka, czy mi się tylko wydaje… 🙂 ).

Początek zajęć zajęła jeszcze, oczywiście, LOXIV, potem jednak przez dyskusję o sposobie pisania (Szalonooka, drugoklasistka, dwukrotna laureatka zDolnego Ślązaka z historii, w czasie wolnym napisała kiedyś 40-stronicowe wypracowanie, a aktualnie pisze powieść, której pewnie nigdy nie skończy, o oblężeniu Krakowa w czasie potopu szwedzkiego) przeszliśmy do ks. Hellera (może przez wpis będę podrzucać linki. Było to dosyć ciekawe, więc można się zapoznać 🙂 ) i realcji pomiędzy wiarą a rozumem. Szalonooka (stąd jej imię), która pojawiła się jedynie na tych pierwszych zajęciach (podobnie jak trzecia Urszulanka, jeśli w ogóle istniała) rzucała na wszystkich swoje złowieszcze spojrzenia. Co do tego wszyscy są zgodni, ja jednak nie mogę tego stwierdzić, gdyż siedziałam za nią, a chyba nie opanowała umiejętności odwracania głowy o 180*. Podobała mi się jej argumentacja, szkoda, że się wykruszyła. Pobalansujmy zatem pomieddzy racjonalizmem a fideizmem… Skoro fizyk i ksiądz, to czyż to się nie wyklucza? I co z tego, że św. Augustyn, cytując z lekcji Daniela, która mi się, notabene, bardzo przydała “Wierzę aby zrozumieć, rozumiem aby uwierzyć”. W sumie nasz pan Profesor (jak go nazywał Stachu, nie mogąc się przyzwyczaić do formy istniejącej w świecie realnym) Lubiewicz chyba nie podawał nam stwierdzeń, tylko tezy, co nie zmienia faktu, że dało się z nim nie zgadzać, i dzięki tym jednym zajęciom mam materiały na co najmniej jedno, interesujące dla mnie, kółeczko teologiczno – filozoficzne nr 9 i 3/4. Ach, herezyjki, herezyjki ;). To, co ja tam usłyszałam, to chyba musiałam źle zrozumieć :P. Ale Szalonooka godnie broniła tez doktryny religii katolickiej :).

http://tygodnik.onet.pl/32,0,12178,2,artykul.html

Po Hellerze przyszedł czas na Leśmiana – http://literat.ug.edu.pl/lesman/dziewcz.htm. Ciekawe, czemu próżnia ze mnie nie drwi… Próżnio! Próżnio!… Ojej, chyba nie istniejesz :).
No dobra, wiem, że sens był inny, ale mimo wszystko, mnie to w potocznym rozumieniu śmieszy :).

Dodatkowo Arystoteles i kwestia sporna istnienia drugiej strony ściany, las egzystencji i barokowy Blaise Pascal, któremu z rachunku prawdopodobieństwa wyszło, że lepiej jednak wierzyć (tagi: wiara, rozum).

Dalej przez egzystencjalizm świecki, który dzięki naszej polonistce ogarnialiśmy przez 45 minut. Zresztą polonistka takie nauczanie filozofii nazwała świętokradztwem :P. Wg. p. Lubiewicza bez filozofii nie da się interpretować tekstów, a jego uczniowie tekst, który my rozwalamy przez godzinę, rozgryzają w 2-3 minuty. Zapewne ma rację. Patrz tytuł.

Na obiedzie objawił się temperament twórczy Kucharza – gościu walnięty jak 2*2. Nie przestawał się śmiać, co było trochę dziwne, bo nie dostrzegłam w nim zbyt wiele powagi. Przykład? Wychowawczyni pyta, gdzie jest jeszcze jeden chłopak, bo szedł pierwszy, a czekaliśmy na dwóch. I idzie kucharz. Wychowawczyni pyta gdzie jest. Kucharz mówi – idzie. W: Ale drugi. K: No idzie. W: No ale ten oprócz tego. K (po chwili zastanowienia): Robi kupę. I z dzikim śmiechem wpadł do kuchni…

Kocham ludzi z 14-tki. Pytanie nasze – co to jest supozycja? Odp: Hm… Odmiana presupozycji (chyba że na odwrót). – A co to jest presupozycja – no… rodzaj czegoś na i (czego nawet nie umiem powtórzyć). Pozdrawiam :).

Przed zajęciami popołudniowymi zdecydowaliśmy się zrelaksować ;). Poszłam z Konradem na bilard (o czy moja klasa, dzięki Celi już wie 🙂 ), a Zuzka ze Stachem na ping-ponga – potem się zamieniliśmy. Czadowo się gra jedną ręką, drugą trzymając telefon i tłumacząc, że możesz pozdrowić koleżankę, ale właściwie to kolega… 🙂 Na ping – pongu, już ze Stachem, odbijaliśmy od ściany, zwłaszcza że stół stał bardzo blisko niej. Kolega tworzył przy okazji frazeologię – lepsza ściana w garści niż gołąb na dachu, nie pchaj palca między ściany, lepiej przed ścianą niż za ścianą, darowanej ścianie nie zagląda się w zęby…

Na następnych zajęciach – Rymkiewicz –> http://www.agaludka.republika.pl/rymkiewicz/ogrod.html
Kiedy p. Lubiewicz opuścił na chwilę salę, atmosfera się rozluźniła. Może racja, że jak stan takiego natężenia mózgowo-myślowego mam odczuwać codziennie, to wolę LD IV 🙂

Pierwsza noc bez niespodzianek – “Tabu” Kingi Dunin na dobranoc.

C.d.n.

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: