No więc gwoli zakończenia :)

Harce w poście następnym.
Integracja trwała – poprzedniego wieczora na grę w bilard i ping-ponga zdecydowała się tylko czwórka z nas, teraz byli wszyscy. Bile słuchały jak się do nich mówiło po niemiecku – na schneller! toczyły się dalej i wpadały do luki, na Nein! się zatrzymywały, a na Nach Berlin! tak wychodziło, że wylatywały ze stołu xD. W pewnym momencie, kiedy zrobiło się już nieznośnie głośno, postawiliśmy na wersję “cisza na morzu”. Wszystko było cudownie. Naprawdę :). Do momentu kiedy Stachu nie postanowił położyć się na ziemi, odepchnąć nogami od ściany i siłą odbicia przejechać pod stołem. Zapomniawszy o poprzecznej belce pod nim, co zakończyło się donośnym, kończącym ciszę i wzbudzającym głośny śmiech kur…. no, powiedzmy, czaczki ;).
Ale, jako że ostatni wieczór mieliśmy spędzić razem, a jak na te 3 dni, to nawet całkiem dobrze się zgraliśmy, to szkoda było kończyć… Więc ok. godziny 22.00 do naszego 9-cio, znaczy 7-osobowego pokoju wbiła ekipa z reszty – Stachu, Konrad, Janusz i Julia. Strzelba, jak ją ochrzczono podczas wspólnego bilardu nie przyszła, co było przedmiotem naszych nocnych dyskusji.
Zaczęło się od butelki. A że jedna z osób lubiła jej wersję z pytaniami wdzierającymi się w sferę, o którą nie powinno się pytać, bo nie, to wcale nie przekonywał mnie komentarz “ale widzimy się pierwszy i ostatni raz w życiu”. Malwina z gry wypisała się od razu, ja chwilę po niej, a do decyzji tej przekonało mnie już pierwsze pytanie. W każdym razie zajęłam się wspaniałym “Tabu” Kingi Dunin. Janusz również chwilkę później wrócił do pokoju spać ;). Ale obserwacja była ciekawa – Konrad czołgał się po korytarzu, wlazł do wanny i w ubraniu oblał się wodą, a Stachu poleciał zrobić sobie ok. 1.30 zdjęcie z mieszkańcami internatu :).
Łoj, teorie spiskowe, które po butelce powstały, to tutaj faktycznie już klękajcie narody. Zaczęliśmy rozmawiać o… Lubiewiczu. I robić z niego jakiegoś wielkiego geniusza, który generalnie od początku robił nas, znów powiedzmy, że w bambuko, i od początku przewidział, że będziemy siedzieć i do 3.00 o tym debatować. Wiedział, że się zorientujemy, chciał nas zmusić do myślenia, a Szalonooka się wykruszyła, bo bała się, że nie znajdzie argumentów w dyskusji z nim. Każde zdanie zaczynała od “rzekomo”, “podobno” i “według”, a nie od własnego zdania. Tak samo sprawa Strzelby – nie ma jej tutaj. Dlaczego? Szukanie odpowiedzi na to pytanie również pochłonęło sporo czasu :D. Generalnie też koło 1.00 wszedł do nas opiekun, z prośbą o ciszę. Co z tego, że po ciszy nocnej dziewczyny są w pokoju z chłopakami – na naszej wycieczce szkolnej groziło za to naganne zachowanie…
W każdym razie powziąwszy plan wygarnięcia Lubiewiczowi, że on sobie “wszystko” – bo co “wszystko” to o tej 3.00 już nikt chyba dokładnie nie wiedział, zaplanował chcieliśmy wrócić do pokojów.
Chłopakom się udało, ale droga do pokoju Julii i Urszulanki biegła przez stołówkę i… zamkniętą kratę… :/ Tak więc dziewczyny nockę spędziły u nas :D.
Następnego dnia czekały nas ostatnie już zajęcia, wizyta telewizji, która przechrzciła mnie na Marię i wyjazd do domu. Potem odsypiałam 13 godzin, ale te 3 dni były genialne 😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: