Szybkość niejedno ma imię…

…odwołując się do końcówki postu poprzedniego.
Trzeciego dnia, i ostatniego, po pobudce i śniadaniu udałyśmy się na plac apelowy, żeby odbyć ostatnią część WG – w sumie nie miałyśmy szans, ale chodziło o to, żeby się dobrze bawić… 🙂 Punkty rozstawione na całej długości drogi, + bonusowo księdzu w kaplicy (żeby nie było, NASZ księdzu 🙂 ). U każdego krasnoluda 3 pytania/punkty do zrobienia – bardzo różne, od kończenia przysłów, po stolice, najwyższy szczyt Gór Izerskich (dobry ogar, że właśnie tam jesteśmy…) i grę w chusty. Księdza nie znalazłyśmy, czego nie mogłam sobie wybaczyć, ale ta część również poszła nam bardzo dobrze – no, może oprócz wstępu, gdzie dostałyśmy alfabet elficki i miałyśmy ułożyć 2-słowną wiadomość. Wszystko spoko, jeno nie ma wszystkich słów, więc skończyło się na “pozdro, elf” :P.
Potem jakie 2-godziny na demolkę, Hania przyszła do nas, przedstawiłyśmy jej nasz piękny zabandażowany stół, ona zabiła nas jednym, acz celnym pytaniem – czy nie mogłyśmy go zabandażować BANDAŻEM? 😀 Bo naprawiony był, nie wiem, czy wspomniałam, woreczkami foliowymi i sznurkiem… Przewodniczki, które przyszły oceniać pionierkę cisnęły z tego, że mamy nawet instrument muzyczny (sznurki, mocujące “bandaż” do drzewa).
Poszłyśmy następnie pod altankę, czyli do kaplicy – Zosia i Weronika złożyły przyrzeczenie, a potem jeszcze uczestniczyłyśmy w śpiewograniu – Hanka z Bobra uczyła nas radosnej piosenki o murzynach, co szli po pustyni, później był jeszcze nasz kochany osioł (polska wersja this is story of my pony) i weselić się będzie pląsaniem panna :P.
Na dobry koniec msza święta, razem z gromadą rząsińską, prowadzona przez duspasteza Rząsin właśnie. Ale był to kapłan o tyle nietypowy, że podczas kazania oczekiwał odpowiedzi na swoje pytania jak się okazało niekoniecznie retoryczne. Kiedy jej nie otrzymywał kazał nam wstać (co powtórzyło się będzie ze 3 razy) na melodię Oh, my darling, Clementine “Łoby dalej, łoby dalej, łoby dalej tak nam szło, łoby dalej, łoby dalej, łoby dalej tak nam szło”. Kazanie pomogły mu prowadzić wilczki, a potem wyciągnął na środek Akelę i przyboczną gromady, że oto są maturzystki, i że módlmy się za maturzystów :). Na koniec dostałyśmy wizerunki Matki Bożej Krzeszowskiej :).
Część sprzętu przyniosłyśmy przed mszą, część po mszy, wgl to zastępowe zostały na radzie, ale pomogły nam Zosia i Weronika z Koszatki i Marta i Asia z Sarny. Miła gromadka, choć okazało się że w tak licznej liczności niepotrzebna. Marta zaliczyła małe zdziwienie, kiedy dowiedziała się, że to, co było wrzeszczane na pół lasu, to nie było “za 10 minut odchodzi ksiądz” tylko “za 10 minut odchodzi Lord” co znaczyło, że demontują latrynę.
W każdym razie, jak już wszystko było gotowe i zdemontowane, przed wyjazdem nie mogło zabraknąć apelu kończącego – i Wrocław jak zawsze górą 😛 😛  Bo otóż Wielką Grę wygrał Chart, pionierkę i olimpiadę Sarna, a fabułę Bóbr. Kraal otrzymał w prezencie drobne upominki bądź też kwiatki, który to kwiatek przyboczna Olszyny wbiła obok siebie w ziemię. Wyglądało to ślicznie :). My natomiast otrzymałyśmy piękne wstążeczki za udział i po cukierku :).
No ale przyniosłyśmy sprzęt do końca i powoli zaczęłyśmy się ładować do autobusu.
I w niedzielę z tej metaforycznej Hawany zwinęłam się na chrzciny – pozdrowienia dla Zuzanny (Zuzanny Marii?).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: