Daily Archives: June 29, 2013

“A rano, kiedy jeszcze byliśmy trzeźwi”*- czyli pozdrawiam serdecznie ks.Henryka

Dawno nie miałam tak, jak przy Weronice. Że wbrew logice, wbrew temu, że Wrocław nie jest wielkości Eurazji i że Zawisza też nie stratosfera, stałam i nawet nie hamowałam łez. Ale przy Werze to było o tyle bardziej uzasadnione, że zdążyłam ją poznać i polubić :). A w środę żegnaliśmy jednego z naszych wikarych. I, szczerze, mszy z taką pompą, to chyba żaden dotychczas nie miał… 😀

Nasz kochany ksiądz Eryk, którego Matka Boża Nieustającej Pomocy (posługując się, claro, metonimią) była pierwszą w życiu parafią, gdzie miał diakonat i w ogóle gdzie był, idzie sobie w rzeczoną Eurazję. I to nigdzie indziej, jak do parafii Daniela. Nosz po prostu bardzo zabawne xD. Ale i tam się przyda.

Nigdy wcześniej z własnej woli nie przesiedziałam 2,5 godziny w Kościele. No dobra, przestałam, nie czepiajmy się, bo było warto. Bo jest kochany. I wszyscy mu to mówili. Bo jest kochany.

Jeden obecny stwierdził, że zaczyna szukać mieszkania na Hubach, a bodajże członkini chóru zapowiedziała, że widzimy się w parafii Ducha Świętego w niedzielę o 11.00, na mszy również, ale tym razem powitalnej. I zastanawiam się, czy jej pomysłu z choinki nie zrealizować – z trzech względów. Po pierwsze dlatego, że Eryka lubię i będę po wsze czasy. Po drugie dlatego, że jeśli przypadkiem trafię na dyżur Daniela <patrz LSO>, to bardzo chciałabym ujrzeć jego wyraz twarzy. Po trzecie trochę dla jaj, a trochę dlatego, że ja po prostu lubię odwalać dziwne rzeczy :P.

Życzenia od wszystkich istniejących wspólnot, szkoły i katechetów… Chóru, Żywego Różańca, Oazy, Kręgu Biblijnego, Emmanuela, scholi, ministrantów, ERM-u… Wspominki potem, jak msza była na 18.00, a w tak zwanym międzyczasie zrobiła się 20.00, z czasów diakonatu, współpracy z poprzednim proboszczem (“Nie bój się, Ci, którzy stoją w kolejce do konfesjonału, boją się bardziej”), motyle w brzuchu, z powodu miłości do pierwszej parafii (jak to w kazaniu <takie to było kazanie, że niech mnie :P> wymyślił ks. dziekan)… Ach 😀 😀 😀

Ale jego najbardziej mi żal. Właśnie jego. Choć nikt go nie wyrzuca, ani nic… Ale szkoda. Bo był, właśnie on, dla mnie ważny. Najfajniejszy ze wszystkich :).

I w sumie chętnie bym nawet do niego poszła potem (któryś z księży się śmiał, że po mszy i tak będą jeszcze do Eryka pielgrzymki), ale co bym mu powiedziała? Najchętniej najpierw bym go przytuliła, a potem uczepiła się sutanny i powiedziała “O nie, księdzu, nigdzie nie idziesz! Zrozumiano?”. Choć to mogłoby już podciągnięte pod nękanie xD.

* oczywiście cytat – chodziło o przytomność po wyspaniu się, a nie przed napojami wyskokowymi “ja nie wiem, co niektórzy mieli na myśli”, bo gruchnął śmiechem cały kościół.

P.S. W przypadku Wery, to że jej nigdy więcej nie zobaczę, było skrajnym idiotyzmem. Tu, niestety jest mniejszym. Ale cieszę się – dużo dzięki niemu zyskałam. A przyjdzie nowy ksiądz. Ja i tak już trochę porzuciłam moją parafię, więc dla mnie to nieważne… Ale mimo wszystko.

Aha, i pytanie dnia “Czemu chcesz być w domu przed 18.00?”. Nie zostałam wyśmiana xD ale to było cudowne pożegnanie. 🙂 🙂

Gdzie jest czysta?

Ach, ostatnie dni szkoły, warte zapamiętania na zawsze xD. W sumie w każdej klasie tworzą się jakieś grupki, ale w poniedziałek i wtorek, żeby nie było baardzo nudno, reprezentanci grupek musieli się zintegrować :). I jak dla mnie te trzy lata mogłyby wyglądać właśnie tak.
Wiadomo, raz było lepiej, raz było gorzej. Momentami miałam ochotę zabić parę osób, momentami one miały ochotę zabić mnie, ale w podsumie, pomimo przeróżnych aberracji był to bardzo dobry czas. Czas okropnie wielkich zmian w moim charakterze… xD No ale w sumie taki okres życia :P. Jedno wiem, że gimbazę wspominać będę strasznie, okrutnie miło ;).
Ostatnie lekcje bezwzględnie “hopsa hopsa trata tata” <znaczy wymiatają C: ). Weźmy na przykład taką religię w poniedziałek, na której zostało może z 8 osób. Atmosfera była czadowa, najchętniej usiadłabym na ławce i dyndała nóżkami, ale ponieważ wszyscy siedzieli sztywno w ławkach, niestety się nie zdecydowałam. W każdym razie Daniel coś wspomniał, że w Radiu Rodzina słyszał niedawno szanowną połowicę (o mężczyznach też tak można? No bo raczej o mężczyznę mi chodzi 🙂 ) naszej katechetki. Przy okazji dodał też, że sam tam niedawno był. I że zapewne będzie częściej. I tutaj objawiła się Xenia. Xenia, która na Danielu wypróbowuje stalking (jakkolwiek nieszkodliwy) w każdej możliwej formie. Bardzo lubi mu machać na dzień dobry 5 razy dziennie z częstotliwością rezprezentującą dosyć dużą szybkość ruchu. Bardzo lubi również witać się z nim, 10 razy dziennie mówiąc “cześć, Daniel” i czynić inne cuda wianki ;). W każdym razie tym razem zapytała, czy do tego radia można dzwonić. I Daniel nieopatrznie stwierdził, że można. Ale potem okazało się, że “wiesz, Xenia… to jest jednak bardzo drogie…”. Może poskutkuje :). Aczkolwiek cała klasa cisnęła, a biedna p.profesor nie do końca wiedziała z czego… Sama zresztą chętnie posłucham jego wypocin 😉 – co drugi poniedziałek miesiąca, audycja KSM-u.
Kolejna kwestia to poprawianie błędów językowych – czyli o hiperpoprawności Xeni Mileny G., która p. (powiedzmy) Relsyn uświadomiła niepoprawność użytkowanych przez nią form – Gocha z kolei powiedziała, że ona też poprawia swojego ojca, a D. się zdziwił, że on takowe popełnia.
“Gosia, a kim jest twój tata?”
I znów cała klasa w śmiech. Bo tatuś Gosi jest aktorem. Powiedziałabym nawet, że z tych bardziej znanych i pokazywanych w telewizji :).
A tytuł odnosi się z kolei do wtorkowego hiszpańskiego, na którym czytałam sobie przewodnik po Wrocławiu. A na ulicy Czystej znajduje się pomniczek upamiętniający wygnanie z Kresów. Chwilkę mi zajęło dojście do tego, co tak rozśmieszyło chłopaków, kiedy z rozradowaną twarzą zapytałam klasy, “gdzie jest czysta?” :D. Potem wszyscy gadaliśmy o wszystkim, parę ciekawostek weszło do mojej jaźni C: …
A zakończenie roku – bez szału. Bez płaczu (prawie) jak się tego spodziewałam… Chociaż jak zaczynałam się z kimkolwiek żegnać, to faktycznie próbowałam produkować wodę i roztwory wodne xD. Bo to była fajna klasa. I już. I tyle. I jak ktoś się chce ze mną pokłócić, to zapraszam. Ale musiałby być mną, żeby wiedzieć co czuję do tych wszystkich ludzi… On sobie ich może nie lubić. Ja lubię. I już. 🙂