“A rano, kiedy jeszcze byliśmy trzeźwi”*- czyli pozdrawiam serdecznie ks.Henryka

Dawno nie miałam tak, jak przy Weronice. Że wbrew logice, wbrew temu, że Wrocław nie jest wielkości Eurazji i że Zawisza też nie stratosfera, stałam i nawet nie hamowałam łez. Ale przy Werze to było o tyle bardziej uzasadnione, że zdążyłam ją poznać i polubić :). A w środę żegnaliśmy jednego z naszych wikarych. I, szczerze, mszy z taką pompą, to chyba żaden dotychczas nie miał… 😀

Nasz kochany ksiądz Eryk, którego Matka Boża Nieustającej Pomocy (posługując się, claro, metonimią) była pierwszą w życiu parafią, gdzie miał diakonat i w ogóle gdzie był, idzie sobie w rzeczoną Eurazję. I to nigdzie indziej, jak do parafii Daniela. Nosz po prostu bardzo zabawne xD. Ale i tam się przyda.

Nigdy wcześniej z własnej woli nie przesiedziałam 2,5 godziny w Kościele. No dobra, przestałam, nie czepiajmy się, bo było warto. Bo jest kochany. I wszyscy mu to mówili. Bo jest kochany.

Jeden obecny stwierdził, że zaczyna szukać mieszkania na Hubach, a bodajże członkini chóru zapowiedziała, że widzimy się w parafii Ducha Świętego w niedzielę o 11.00, na mszy również, ale tym razem powitalnej. I zastanawiam się, czy jej pomysłu z choinki nie zrealizować – z trzech względów. Po pierwsze dlatego, że Eryka lubię i będę po wsze czasy. Po drugie dlatego, że jeśli przypadkiem trafię na dyżur Daniela <patrz LSO>, to bardzo chciałabym ujrzeć jego wyraz twarzy. Po trzecie trochę dla jaj, a trochę dlatego, że ja po prostu lubię odwalać dziwne rzeczy :P.

Życzenia od wszystkich istniejących wspólnot, szkoły i katechetów… Chóru, Żywego Różańca, Oazy, Kręgu Biblijnego, Emmanuela, scholi, ministrantów, ERM-u… Wspominki potem, jak msza była na 18.00, a w tak zwanym międzyczasie zrobiła się 20.00, z czasów diakonatu, współpracy z poprzednim proboszczem (“Nie bój się, Ci, którzy stoją w kolejce do konfesjonału, boją się bardziej”), motyle w brzuchu, z powodu miłości do pierwszej parafii (jak to w kazaniu <takie to było kazanie, że niech mnie :P> wymyślił ks. dziekan)… Ach 😀 😀 😀

Ale jego najbardziej mi żal. Właśnie jego. Choć nikt go nie wyrzuca, ani nic… Ale szkoda. Bo był, właśnie on, dla mnie ważny. Najfajniejszy ze wszystkich :).

I w sumie chętnie bym nawet do niego poszła potem (któryś z księży się śmiał, że po mszy i tak będą jeszcze do Eryka pielgrzymki), ale co bym mu powiedziała? Najchętniej najpierw bym go przytuliła, a potem uczepiła się sutanny i powiedziała “O nie, księdzu, nigdzie nie idziesz! Zrozumiano?”. Choć to mogłoby już podciągnięte pod nękanie xD.

* oczywiście cytat – chodziło o przytomność po wyspaniu się, a nie przed napojami wyskokowymi “ja nie wiem, co niektórzy mieli na myśli”, bo gruchnął śmiechem cały kościół.

P.S. W przypadku Wery, to że jej nigdy więcej nie zobaczę, było skrajnym idiotyzmem. Tu, niestety jest mniejszym. Ale cieszę się – dużo dzięki niemu zyskałam. A przyjdzie nowy ksiądz. Ja i tak już trochę porzuciłam moją parafię, więc dla mnie to nieważne… Ale mimo wszystko.

Aha, i pytanie dnia “Czemu chcesz być w domu przed 18.00?”. Nie zostałam wyśmiana xD ale to było cudowne pożegnanie. 🙂 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: