“Masz komara. O tu, w tym miejscu”.

Hasło autorstwa Mery. Mery, która bez problemów stworzonko boże mogła pozbawić życia, czyli zatłuc, ale wybrała poinformowanie i wskazanie lokalizacji napastnika ofierze :).

Niedziela była niewątpliwie ciekawym dniem :). Czekały nas odwiedziny rodziców i pielgrzymka do Tomisławia – a poza tym dla Renifera był to dzień niewidzialnej zastępowej. Brzmi zabawnie, takie zresztą było zamierzenie, ale brrr… do wieczora było fajnie :P.
Wyruszyłyśmy ze śpiewem na ustach, choć urwał się on za Legnicą i nie było mu łatwo zmartwychwstać. Tak w myśl zasady, że 2 DW nie chce śpiewać.
Na początku szłyśmy z Kwisą po prawej stronie, potem megastrome podejście, wzdłuż siatki, za którą kiełkujący las. Dookoła, jak to w dziczy, drzewka, trawki, roślinki… I tak sobie doczłapałyśmy. Całkiem fajnie się z Hanką ogarniało śpiew 😉 chociaż znała dużo ciekawych piosenek, o których ja w życiu nie słyszałam. Ale szło cienko, bo 2 drużyny tworzyły łańcuch jednak dosyć rozciągnięty i jak śpiewał tył, to przód się gubił i vice versa. , po drodze zatrzymując się ze 2 razy. Na pierwszym postoju Kraal zawołał zastępowe + mnie xD. Czułam się śmiesznie trochę, jak Emilka cały dzień gwizdała “z”, a potem dokrzykiwała “i Marta”… Chętne zastępy mogły wziąć udział w quizie, w którym nagrodą było coś :). Coś, co zastęp będzie mógł sobie wybrać, jak Kraal pojedzie do sklepu. Wiadomo, że nie cola i nie chipsy, ale taki na przykład arbuz :). Toteż z chęcią zabrałyśmy się do działania, zwłaszcza że, jak się okazało, część zadań dotyczyła czytań mszalnych, a Mery wzięła ze sobą Oremusa.  Polecenia do wykonania można było jednak zbierać dopiero w drodze – miałyśmy je bowiem losować z beretu Agapy mnie (suche, wiem, ale zróbcie sobie mianownik, połączcie w jedno słowo i nieco inaczej rozdzielcie 🙂 ), a póki wrzucałyśmy do niego intencje na różaniec. Jedną z nich było bezpieczeństwo obozowiska, bo, niestety, zostało ono samo.
Reniferowi dostała się tajemnica Wniebowzięcia NMP – trzeba było tylko wymyślić krótkie rozważanie, scenkę lub piosenkę :). Na drugim postoju, z lubością, po zjedzeniu princessy, zabrałyśmy się za zadanka rysowane “jak mogłaby wyglądać kaplica, żeby było widać, że zrobiły ją harcerki (nie harcerze) – kolejny ból Kraala :P. Spoko, na drugiej mszy już były kwiatki ;).  No, ale doczłapałyśmy.
Na miejscu czekała już Juleczka, podwieziona wcześniej przez kogoś, która zdążyła już przestudiować wszystkie tablice z ogłoszeniami, zwłaszcza, że wisiała tam tylko jedna kartka… I moi rodzice z pieskiem, który dzielnie towarzyszył nam we mszy swoim beaglim wokalem. I jeszcze  paru nieswoich, znaczy nie moich rodziców C:. Weszłyśmy do kościoła (wiedzieliście, że może być parafia pw. stygmatów? Ja nie, a ta była…), na początku było coś na kształt adoracji, ale na kształt. W sumie sztandary już weszły, a tutaj chupa-surprise : jeszcze klękamy – chociaż z 5-minutową adoracją się jeszcze nie spotkałam. Ale tam wszystko było chyba w trybie ekspres, a spowiedź, szczerze mówiąc, przypominała mi bardziej speed-dating. Chociaż, jak podpowiada ciocia wikipedia, taka “krótka randka” trwa 3-8 minut, a średni czas na penitenta wynosił grubo poniżej minuty. Serio, zabawnie się na to patrzyło – ktoś podchodzi, klęka, za 30 sekund odchodzi. Nie wiem, jak wyglądało, że tak powiem, od wewnątrz, ale nie chciałabym sprawdzać. :/

Wracałyśmy z rodzicami samochodem. Najlepszy był mój rodziciel, który z lwią częścią Renia trafił do Bolesławca. Po drodze pytał dziewczyn, czy tu skręcić, czy jak jechać, czy jak – one nie odpowiadały, myśląc, że on żartuje i wie, że nie wiedzą… On z kolei myślał, że są zmęczone i nie słyszą, albo nie ogarniają xD. Potem wrócił jeszcze po mnie i po mamę, a w tym czasie Julianna, Wiki, Mery i Karo zrobiły sporą część zadań.
Moi zmyli się dosyć szybko, ale zostawiając mi cenne surowce i GITARĘ :). Co prawda Hania z Łasicy mogła mi pożyczyć, ale ze swoją jakoś tak lepiej. Przekonała mnie Basia W., jednym zdaniem – “Spoko, ja też nie umiem grać na flecie, a gram na mszy” :).
Jakoś nie byłyśmy głodne, więc nie zjadłyśmy obiadu… Julka i Agatka pojechały z rodzicami do Kliczkowa, więc wkrótce rozległo się kolejne “z i Marta” – 2DW poszła na boisko ogarnięte przez 4DW na zbijaka, ringo, 2 ognie (to NIE jest to samo co zbijak 😉 )… Niestety propozycja Kraala, żeby się wymieszać, została odrzucona i grałyśmy druga na czwartą, ale co tam. Przy ringo i tak się podzieliłyśmy, bo Bóbr i Żaba tego nie znały. A potem część została na zbijaku, a reszta poszła sobie porzucać w kółeczku ringami :3. Karo została w namiocie, bo źle się czuła. W sumie ciężko było ogarnąć, co jej jest, bo na zadane pytanie mruczała coś niewyraźnie, głosikiem półtrupa, ale przystawała po prostu na odpoczynek.
Chyba było ognisko? Tak, było. Przeszło przecie z soboty. Emilka nawet mówiła, że czekała na moment, za który mogła się wkurzyć, ale nie bardzo znalazła. Spodobała mi się chwila na podziękowania lub przeprosiny. Emilka miała trochę doła, że jej nie wychodzi, że nie widzi, że nas coś boli, źle się czujemy i w ogóle (tego dnia wyjechała Wiktoria K.). Nie sądziłam, że da się do niej przytulić. Może inaczej – nie sądziłam, że kiedyś to doświadczenie zdobędę. Ale zdobyłam 😛 (w sęsie że do Emilii). Wieczorem, po kolacji zrobiłyśmy jeszcze radę zastępu. Julka o czymś nam chciała powiedzieć, ale w sumie może lepiej zostawić to na explo… Mój grzeczny głosik stwierdził, że może jak to ma zmienić pracę zastępu, to po co czekać? Oj tak, miało zmienić… Chciałabym zobaczyć moją minę, kiedy gapiłam się na Julkę tę małą wieczność. Kolejna rzecz, której się dowiedziałam, to to, że można przez tak długi czas nie mrugać. I co to znaczy mieć oczy jak spodki. Byłam podręcznikowym przykładem, o ile istnieje taki podręcznik. A Julka oznajmiła nam, że planuje odejść. Że sobie nie radzi, za to że poradzę sobie ja. Bo mam większe zdolności przywódcze, ogarniacze i w ogóle. Dziwiło mnie trochę, że Wiki i Mery (bo Karo chyba dalej leżała w namiocie) zaczęły się zastanawiać, kto będzie zastępową – która z nich, a może Zosia? Julka mnie wtedy jeszcze nie wymieniła – a mnie w tej ich wyliczance nie było. I może bym się tym bardziej przejęła. Ale zdałam sobie sprawę, jak obie schrzaniłyśmy pracę w tym roku. I psułyśmy ją sobie nawzajem. Ja w niemalże każdej możliwej chwili dając do zrozumienia, że chcę być zastępową, że pewne rzeczy zrobiłabym lepiej i zaznaczając, tak mimochodem, jak źle robi je Julianna, albo jak ich nie robi. Ona z kolei przez to nie chciała dać mi nic do roboty i wkurzała na mnie, przez co ja nakręcałam się jeszcze bardziej i odreagowywałam, przez co jeszcze bardziej nakręcała się ona. I tak w stare dobre koło Macieju. I bardzo dobrze, że tę atmosferę oczyściłyśmy. Dziewczyny powiedziały, że w nowym roku pomogą. Julka jednak myślała nad tym od siedmiu miesięcy i wydawało się, że klamka zapadła.
Przed radą drużyny Karolina zadzwoniła jeszcze do rodziców, żeby dowiedzieć się, co ma zrobić, jak od kilku dni ją boli brzuch. Oni wsiedli w samochód i huzia do Przejęsławia.
Do Kraala poszłam z Julką, odnieść mój kochany instrument z późnych lat 90-tych. Nati, na początku stojąca przy nas, potem dyplomatycznie się odsunęła. A ja Julce płakałam w ramię, przyklejona do niej – bo chyba dla nas obu to było ciężkie – z poczucia winy, strachu i szoku…
Ponieważ Wiki i Mery opuściły godzinę warty miały pójść tej nocy po raz drugi. Jeszcze rano o tym rozmawiałyśmy, potem jednak zapomniałyśmy, wieczorem było w nieświadomości – dziewczyny miały pierwszą wartę, Julka wróciła z rady może na kwadrans przed północą. I zaczęła je budzić. Reakcja Wiktorii była prosta “NIENAWIDZĘ WAS”. Cisnęłyśmy z tego wszystkie, do końca, jak i z paru innych haseł, te jednak kiedy indziej :). W końcu wstały i poszły grzecznie z Anią W. . Wiki miała tylko przerwę na spotkanie z ciocią (mamą Karo).
Rodzice Karo mieli przyjechać koło 01.00 – została godzina – Julka i tak chciała na nich poczekać, a mi jakoś nie było do spania, jej chyba zresztą też – przeglądałyśmy zdjęcia na jej telefonie, śmiałyśmy się, jak dawno nie… Fajnie było…
A czekając na nią pozwoliłam sobie obejrzeć komiks autorstwa Xeni, dotyczący obozu :P. Genialny – jak wszystkie :). I ja nawet do siebie pasowałam :P.
Rano czekało nas wyjście na explo.

Niedziela na 1300 słów? Nieźle, nieźle. Chyba najwięcej się działo… No to będą 4 posty, a nie 3, jak myślałam… Śpijcie dobrze – w końcu okaże się, że wszystkie żyjemy długo i szczęśliwie :). Nawet niedługo :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: