Monthly Archives: September 2013

Pozdrowienia dla kolegi Hiszpana, jeśli tylko wszedł ;)

Radzę nie przejmować się wpisem poniżej. Ma dużo słów ze scoutingu, raczej niedostępnych w większości słowników… 
Interpals jest w porządku – miło uczyć się języka od początku. To znaczy czeski jest na tyle podobny do polskiego, że tylko czytam i liczę na to, że do czerwca czegoś się nauczę :). Może znajdę jeszcze kogoś, kto mnie nauczy jeszcze łaciny (klasa H i nie masz czasu na nic. Ale szkoły muzyczne mają tego jeszcze więcej 😉 ).
Może o nim zrobię prezentację na konwersacje z Jorgito… (znaczy o interpalsie) 😛
Na razie dobranoc, bo zasypiam od obiadu…

///–/.-/–/-.–//-./—/.–/-.–//…/–../-.-././.–.//-.-.–//—…//-.–.-///

A oprócz tego co w tytule, mamy też wyczyn porozumiewania się przez cykl w zastępie tylko morsem :P.

Dzisiaj bez zbiórki, jeno msza hufca, apel i spotkanie z rodzicami. Aha, anuncio dos – Panie i Panowie, od wczoraj rana mam tłumaczkę. Zrobioną, nie przyznaną, ale mam :). A co śmieszne, to to, że moja nauczycielka w pracy od razu przełącza się na język obcy. Nie ma żadnego dzień dobry, jeszcze 5 minut. Żadne takie -> Hola, cinco minutos.
A nowości jest dużo. Co do tytułu, to super – już remisujemy z męskim nurtem. I byłyśmy wszystkie – znaczy pełen Renifer! Co prawda, jeśli chodzi o mszę, to Kaja powierzyła mi aparat Basi, którym zrobiłam może 6 zdjęć, że o jakości nie wspomnę, a miałam chyba robić więcej. A byłam pod Faustyną z prawie półgodzinnym zapasem :P. Mamy nową hufcową i oczywiście asystentki, miałyśmy ciężki problem, czy przy odnawianiu przyrzeczenia też salutujemy… Bo szefowe nie miały problemu, ale jakoś żadna z drużyn się nie kwapiła.

Zastęp gemini mamy z Czechów.

Ej no! Nie lubię takich wpisów z pourywanych zdań…

A cisza w niedzielę wymiotła – choć jeżeli nie ma tam akuratnie waszego ukochanego zespołu, to klub Łykend niezbyt zachęca. Ale może jeszcze wciąż nie moja kategoria wiekowa :P.

Nie będę po raz trzeci zapodawać tego samego Tuwima…

A wczoraj jeszcze rozdanie stypendiów – znaczy się dyplomów – Zawisza reprezentowana godnie, przez co najmniej trzech, czynnych lub wygasłych (patrz: niedoszła członkini naszego zastępu) członków. A tak btw. czy można być laureatem osiągnięcia???

No. Niewiele więcej mam do powiedzenia. Może tylko krótkie:

///–/../.-.././–./—//-/-.–/–./—/-../-./../.-///

Nie wiem…. czk! nie wiem… nie rozumieeem nic…

Oj, zamieszanie było troszkę wczoraj (znaczy się tydzień temu) :P. Ale generalnie zbiórkę uważam za udaną. Po raz pierwszy od bardzo dawna wróciło do mnie harcerstwo – uczucie stale obecne 2 lata temu, na samym początku mojego zawiszowania :P.

Obecni: duchem wszyscy – ciałem, acz nie ze swojej winy trochę, wszyscy -1. Pod Rodziną bowiem zebrałyśmy się w 4 (Zosia K., Wiki, Julka i ja), a że plan pójścia na wały zmieniłyśmy na park, to powiedziałyśmy siostrom, żeby wysiadły wcześniej. Mery, która w końcu odebrała, dowiedziała się, że czekamy pod kościołem, my natomiast, zmieniwszy plany trochę poszłyśmy do parku. Marysia potem nie odbierała telefonu, SMS-a chyba też nie, w każdym razie, jak dowiedziałyśmy się od Nati, była. Nawet nas szukała. Tylko nie wiedziała, gdzie jesteśmy. Głupio wyszło :/.

W parku Kasia i Zosia już czekały (-jesteśmy tam gdzie Marta zemdlała – dobra, chwila, Marta, gdzie ty zemdlałaś?<na potrzeby gry o Królu Arturze>). W sumie z wniesieniem ciasta potajemnie trochę nie wyszło, bo świeczka zgasła -,- i to jak na złość dopiero na skałkach… Ale odśpiewałyśmy wiernie sto lat ;). Hm.. miałam robić mniej emotikonów, coby się wygodniej czytało… Spróbujemy.

Zaczęłyśmy od kwestii organizacyjnych, przydzielenia funkcji, znów pogadania o Eurojamie, wybrania wyczynów na całoroczną grę, a potem, coby się zintegrować – gry integracyjnej :P. Każdy pisze 5 pytań do dowolnej osoby (ale nie konkretnej), a potem każdy losuje pytania.

Kasia musiała urwać się do swojej miłości, bo na Borku była nauka prowadzenia Skodilaka. Szkoda, że nie plusa ;).
Następna gra – “Wiem czego szukam” czyli w skrócie nauka prawa. Ale nie stereotypowo. Coś na kształt memo. Ale żeby w ogóle szukać, trzeba dopowiedzieć do pierwszej części drugą. Zgodnie z nazwą. Wiem, czego szukam ;).

Następnie szybkie zapoznanie z patronami zastępów, bł. ks. Fredlichowskim i św. Agnieszką Rzymianką – patronką harcerek, a potem jeszcze szybsze kraje członkowskie FSE.
A następnie śpiewogranie. I do domku. I już.
Lakonicznie.
Nauczę się, po pewnym czasie… 😉 bo teraz z kolei mniej chaotycznie, za to lakonicznie jak rzadko :D.

A tak btw to niedługo smok przegoni w liczbie wpisów moje dawne dziecko internetowe ;). Cóż Zuarcia miała czas swojej chluby… 😛

– Dlaczego nie spotkałam tam żadnych zombie? – Bo uciekły godzinę temu.

Pierwsza zbiórka w roku harcerskim. Z ilości osób obecnych nie można być dumnym w żaden sposób. Na osiem osób zjawiły się trzy. Ja już nie wiem, czy takie okropnie nudne były te zbiórki, że już się ludziom nie chce… Ale w sumie można by się było jakoś dogadać. W tym roku może być lepiej niż w zeszłym, taki jest chyba zresztą ideał pracy harcerskiej – żeby za każdym razem było coraz lepiej… Bo jesteśmy zastępem. Tak podsumowując. JESTEŚMY ZASTĘPEM.

W każdym razie mogę się streścić. Na początku księgarnia była zamknięta, więc Chart chyba poszedł w teren, albo do Faustyny, Koszatka uciekła na boisko, a jak już przyszła Julka, której tramwaj kategorycznie odmówił przyjechania o czasie, to my już mogłyśmy ją zająć. Najpierw sprawy organizacyjne: wielka gra Eurojam, wyczyny, wyjazdy… Potem moje krótkie zadania o totemie i krótkiej historii zastępu.

Chciałyśmy się potem jeszcze pobawić, bo Koszatka przyszła do kanapy w księgarni – zaczęło się od pif-paf, ale zrobiłyśmy dużo. Lekarza, dyrygenta, ząbki, to takie z piąstkami i o mone mone mone, makarone cziku daj ;).

Zbiórka pierwsza była zbiórką krótką, więc nie bardzo mogę się rozpisywać. Julka musiała się zbierać, my jeszcze chwilę bawiłyśmy się z Koszatką. Osobę “wychodzącą” zamykało się za drzwiami harcówki (tymi w dół do piwnicy) i zwykle żegnano ostrzeżeniem o zombie. Stąd tytuł przy lekarzu wyjsznięty.

A poza tym jeszcze Koszatka napisała bajkę o Kai. Kai, która miała żyrafę, dostała główną rolę w przedstawieniu “Shrek”, zakochała się w kocie, a potem pojechała na żyrafie na zakupy, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Udało się i żyli długo i szczęśliwie, aż do ślubu, z którego Kaja uciekła.

A w piątek, po dłuuuugich namowach księdza, na które Dżastina wciąż nie przystała, przyszłam sobie na oazę. Rok temu, po całej jednej próbie zespołu ich porzuciłam, obiecując, że nie porzucę, ale wróciłam… 😛 I jeej 😀 Wezmą mnie do grupki z kolejnym człowiekiem z serii “nie znam, a lubię”. Znaczy właściwie to ona jest nieco mniej nieznana, niż ci wszyscy inni, bo z nią przynajmniej rozmawiałam. Ale to było takie świetne, że chyba zasłuży sobie na mój pamiętnik papierowy, używany od wielkiego dzwonu. Bo nie ma murów. Bo ludzie są tak po prostu. Tak po prostu, część na pożegnanie, nawet ludziom kompletnie obcym (za jakiego wciąż się uważam) kreśli krzyżyk na czole. Tak po prostu pytają “co masz na szyi” i wyciągają krzyżyk na powierzchnię.
I ksiądz ujeżdżający osła. Tego nie pobije nic xD. Tylko szkoda, że im na dniach wspólnoty lało. Chyba że tam gdzie byli, to nie lało…

“-No, a jak coś się dzieje w nocy, że Szatan atakuje, pojawia się jakaś pokusa. No… to co chrześcijanin robi?” “- Idzie na pielgrzymkę” xD

Drodzy państwo – 100% pewności mam. Jestem przewodniczącą, na czym mi bardzo zależało. Nie bez drobnych “problemów technicznych” – ale najważniejsze to wiedzieć, że zawsze warto głosować na siebie – polecam :D.
Rozpoczęcie roku – w sumie nic szczególnego, może oprócz tego, że oprócz nowej drużynowej mamy jedną nieoczekiwaną przyboczną – przejętą od 4DW. No ale jak one mają 3, no to niech się podzielą :D. Może bez zbędnych szczegółów – było dobrze. Tak po prostu :). Mam nadzieję, że nowa Zofija, bo nie mam pojęcia, jak je rozróżniać, będzie ze zbiórek i z naszej wspólnej pracy zadowolona.
A tak jeszcze opisując wrażenia po pierwszym tygodniu… Hiszpański jak dla mnie świetny :). P.prof. cały czas do nas mówi nie po naszemu, co mi się podoba niezmiernie. Religia… wciąż nieco mieszane uczucia. Ale dzisiaj (tak świat wygląda od mojej strony, więc jeśli według innych inaczej, to trudno) zaczęłam z siostrzyczką trochę dyskutować i lekcja dla mnie nabrała smaku. Czytanie podręcznika to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej, ale rozmowa – a jakże :). Zwłaszcza przy odmiennych stanowiskach :P. Szkoda tylko, że przedmiot się kończy wtedy, kiedy zaczyna mi się podobać (bo w tym tygodniu religii więcej niet).  Angielski – może jak będą podręczniki, to poziom się podniesie, bo na razie nie osiągamy ośmiotysięczników. Ale jest ciekawie – czytanie czasopism po angielsku – dla mnie spoko. Na przedsiębiorczości ludzie śpią. Nie dość, że ostatnie lekcje (w tym jedna w piątek), to na razie materiał niezbyt porywający. Z takich bardziej mocniejszych kwestii, to tyle. Historia w porządku, na poziomie przeciętnym. WOS był jeden, a ostrożność w sądzeniu jest chyba cnotą, więc jeszcze poczekam ;P.
Aaaaa! No i mamy w klasie Basię! Która po tygodniu pogardziła klasą dwujęzyczną w piątce i wróciła w skromne progi Słowackiego :). Przynajmniej nasz izolowany czworokącik się powiększy do pentagonu.
A na razie cóż… Szykuje się wielka gra całoroczna – EUROJAM i inne ambitne plany. Mam naprawdę nadzieję, że uda się pojechać :D. Mam wrażenie, że zachowuję się jak młodociany moher, ale zawsze, z różnych powodów, zostaje nam św. Rita ;).
Idę wieszać pranie i się dokształcać bajką o trzech świnkach w wydaniu braci z bliższego nieco niż dalekiego zachodu. Żegnajcie nam hiszpańskie, bądź nie do końca hiszpańskie ludzie :).

 

Elo, elo, LO ;).

A właściwie to LD, bo dwujęzyczne, a nie ogólnokształcące.
No tak. Przez pierwsze dwa dni, po ośmiu lekcjach mój mózg domagał się dotacji unijnych na odmęczacz, czymkolwiek miałby być. Teraz właściwie jest już w porządku.
Drugiego września oczywiście zaliczyłyśmy załamanie nerwowe, kogo właściwie mamy w klasie. Chłopcy z Bg. Chyba więcej komentować nie muszę. I ich nie polubię. Ale, żeby nie było. Wszystkich nie skreślam, Dymek np. jest całkiem spoko. A co z Sidem, Kapustą <cóż, nazwiska wciąż zmieniać muszę> i całą resztą? Na razie nie zamieniliśmy słowa i chyba nie bardzo mam na to ochotę…

Do dzisiaj nauczycieli zmieniła nam się po gimnazjum chyba maksymalnie piątka. Za dwójką już tęsknię. Nowych nie zdążyłam poznać, ale starzy byli lepsi. Taka np. Lisia. I jej zamazana kolorowymi kredami tablica, wnioski, wnioski i wnioski i wnioski i charakterystyka. I to, że całą lekcję nas prowadziła, ucząc nas po prostu wypowiadania się, a potem gramatyki. Opracowując lektury w genialny sposób, na który wszyscy psioczyliśmy jak jeden mąż.

Szanuj szefa swego, bo nie możesz mieć lepszego. Możesz mieć gorszego nie pasuje, bo to zbyt wartościujące nowych, którzy nie są źli. Są inni. Ale dla mnie nie mogą być lepsi.

A druga to katechetka. Faktycznie, bardzo chciałam mieć z siostrą, co nie zmienia faktu, że ona jest bardziej nauczycielką niż mamuśką. A M.N. była mamuśką. Mamuśką z głową wielkości archiwum, a szafą zawierającą drugie archiwum, stającą dla nas na głowie, żeby katechezę uatrakcyjnić i zrobić tak, żeby to co ciekawe można było nazwać programem. I nie odbierającej za to laurów.
A siostra jeszcze nas nie zna. Co nie zmienia faktu, że myślę, że pytanie “Jakiego mamy papieża?” jak na pierwszą liceum jest trochę za łatwe. I może ja się czepiam, ale lol – jak to możliwe, żeby w sali, gdzie uczy się religii nie było krzyża?!

A, byłabym zapomniała – mamy maila klasy – ktoś przestawił język na chiński, a google wita nas “cześć, tępe chuje”.

Kolejne (dla mnie) ważne info jutro, kiedy będę miała 100% pewności <zapewne> :). Choć znajomi pewnie już tę pewność mają :P.

Przyjmujemy nowego wilczka i nową drużynową. Cieszę się na ten rok. Z łaciną się nie uda, ale może dzięki temu uda się z czym innym… No i JEDZIEMY NA EUROJAM! 😀 Innej wersji nawet nie przyjmuję do wiadomości.

Mam wrażenie, że wszystkie lekcje są humanistyczne. A przynajmniej 70%. I, jak Xenia słusznie zauważyła w programie brakuje już tylko “matematyki Hiszpanii”. Bo i historia jest, i literatura, konwersacje, język sam w sobie… A w pakiecie z historią – geografia. Oczywiście Hiszpanii.

Trochę ten wpis chaotyczny. “Nauczę się, po pewnym czasie” jak to pisał Tuwim w ślicznym wierszyku “Nauka”.
W ogóle znalazłam dużo czadowych wierszyków :D.