– Dlaczego nie spotkałam tam żadnych zombie? – Bo uciekły godzinę temu.

Pierwsza zbiórka w roku harcerskim. Z ilości osób obecnych nie można być dumnym w żaden sposób. Na osiem osób zjawiły się trzy. Ja już nie wiem, czy takie okropnie nudne były te zbiórki, że już się ludziom nie chce… Ale w sumie można by się było jakoś dogadać. W tym roku może być lepiej niż w zeszłym, taki jest chyba zresztą ideał pracy harcerskiej – żeby za każdym razem było coraz lepiej… Bo jesteśmy zastępem. Tak podsumowując. JESTEŚMY ZASTĘPEM.

W każdym razie mogę się streścić. Na początku księgarnia była zamknięta, więc Chart chyba poszedł w teren, albo do Faustyny, Koszatka uciekła na boisko, a jak już przyszła Julka, której tramwaj kategorycznie odmówił przyjechania o czasie, to my już mogłyśmy ją zająć. Najpierw sprawy organizacyjne: wielka gra Eurojam, wyczyny, wyjazdy… Potem moje krótkie zadania o totemie i krótkiej historii zastępu.

Chciałyśmy się potem jeszcze pobawić, bo Koszatka przyszła do kanapy w księgarni – zaczęło się od pif-paf, ale zrobiłyśmy dużo. Lekarza, dyrygenta, ząbki, to takie z piąstkami i o mone mone mone, makarone cziku daj ;).

Zbiórka pierwsza była zbiórką krótką, więc nie bardzo mogę się rozpisywać. Julka musiała się zbierać, my jeszcze chwilę bawiłyśmy się z Koszatką. Osobę “wychodzącą” zamykało się za drzwiami harcówki (tymi w dół do piwnicy) i zwykle żegnano ostrzeżeniem o zombie. Stąd tytuł przy lekarzu wyjsznięty.

A poza tym jeszcze Koszatka napisała bajkę o Kai. Kai, która miała żyrafę, dostała główną rolę w przedstawieniu “Shrek”, zakochała się w kocie, a potem pojechała na żyrafie na zakupy, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Udało się i żyli długo i szczęśliwie, aż do ślubu, z którego Kaja uciekła.

A w piątek, po dłuuuugich namowach księdza, na które Dżastina wciąż nie przystała, przyszłam sobie na oazę. Rok temu, po całej jednej próbie zespołu ich porzuciłam, obiecując, że nie porzucę, ale wróciłam… 😛 I jeej 😀 Wezmą mnie do grupki z kolejnym człowiekiem z serii “nie znam, a lubię”. Znaczy właściwie to ona jest nieco mniej nieznana, niż ci wszyscy inni, bo z nią przynajmniej rozmawiałam. Ale to było takie świetne, że chyba zasłuży sobie na mój pamiętnik papierowy, używany od wielkiego dzwonu. Bo nie ma murów. Bo ludzie są tak po prostu. Tak po prostu, część na pożegnanie, nawet ludziom kompletnie obcym (za jakiego wciąż się uważam) kreśli krzyżyk na czole. Tak po prostu pytają “co masz na szyi” i wyciągają krzyżyk na powierzchnię.
I ksiądz ujeżdżający osła. Tego nie pobije nic xD. Tylko szkoda, że im na dniach wspólnoty lało. Chyba że tam gdzie byli, to nie lało…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: