Halo, psychiatryk!

Czyli krótki (chociaż tego nie jestem pewna) opis olimpiady pierwszej pomocy 2013. Plan proponuję następujący.
1.opis punktu
2.opis zachowania naszej grupy
3.anegdoty z punktu <z różnych źródeł>
4.co należało zrobić

Na początku może jednak parę słów o samej organizacji, o której, do momentu przyjścia na punkt, tak naprawdę niewiele było wiadomo. Drużyna składała się z 5 osób – 2 do części praktycznej i 3 do części teoretycznej. Na początku miało być tak, że część teoretyczną piszą wszyscy, a do praktycznej chodzi wybrana para. Przy rejestracji okazało się, że praktyczne faktycznie, ale teorię piszą tylko 3 osoby. Jak było naprawdę? Teorię wszyscy, ale 2 różne testy.

Poza tym wszystkich podzielili na 3 tury – tyle tylko, że pierwsza siedziała, kiedy działała druga i trzecia, druga kiedy pierwsza i trzecia, a trzecia siedziała ok. 3h zanim pozwolono jej cokolwiek zrobić. I nie można było wychodzić. Za wyjście z hali sportowej zdyskwalifikowano jedną drużynę, “bo Kasia niestety poszła tam, gdzie był punkt”. Bardzo przepraszam, że muszę do łazienki -,-

Reszta parodii wyjdzie w trakcie. Zadania były świetne. Organizacja i komunikacja nie.
Grupa teoretyczna mogła z nami chodzić, ale miała być cicho i się uczyć.

PUNKT 1.
1. Najklasyczniejsze RKO na fantomie. Jedna osoba z pary zostaje w sali, druga wychodzi, ale jest gdzieś na korytarzu, za uchylonymi drzwiami.

2. Ja zostałam, Julka wyszła. Jakiś geniusz zamknął drzwi. Zawołałam Julkę 2 razy, przy okazji komentując, że drzwi miały być uchylone. Jak nie słyszała, to stwierdziłam, że bardzo mi przykro, ale na pogotowie zadzwoniłam sama i zaczęłam masaż. Ratownik poszedł po Julkę, więc poprosiłam ją, żeby za chwilę mnie zmieniła. Okazało się jednak, że miała równolegle ze mną robić masaż na drugim fantomie. W pewnym momencie stwierdziłam, że nie udaje mi się zrobić wdechów. Umiem je robić, więc coś nie grało. Nie miał nic w ustach, chociaż dziwne mi się wydało, że fantom ma zęby. Próbowałam je wyjąć <jako sztuczną szczękę>, ale się nie udało, więc zostałam przy samym masażu.

3. W pewnej grupie fantomowi odpadła głowa. Dziewczyna się zorientowała, kiedy okazało się, że nie ma gdzie wdmuchiwać.
Poza tym moim faworytem jest telefon na pogotowie: “jest tu ok. 40-letni mężczyzna, nie żyje, przystępujemy do resuscytacji”.

4. Tutaj chyba nie ma za wiele do tłumaczenia. Nie wiem, co miałam zrobić z tymi wdechami, których się nie dało zrobić, bo nie jestem pewna, czy tak miało być, czy fantom się zepsuł. Ale chyba tak miało być.

PUNKT 2.
1. Dwoje nastolatków, niedaleko od nich leży pałka do palanta. Wokół dziewczyny, która trzyma się za nos, mnóstwo krwi. Chłopak leży na materacu.

2. Podchodzimy, zakładając rękawiczki. Julka zajmuje się dziewczyną, ja chłopakiem. Chłopak pamięta, co się stało – grali w palanta. Jest słaby i leży, tylko co jakiś czas się podnosi, żeby zobaczyć, co z dziewczyną, a potem opada z sił i znowu się kładzie. Ma zaczerwienione nadgarstki.
Dziewczynie się leje z nosa, poza tym boli ją głowa <siłą rzeczy, choć bardzo przepraszam, informacje o tym, co robiła Julianna, będą bardziej skąpe>.
Julka pochyla dziewczynie głowę do przodu, przygotowuje chłodny okład na kark. Chociaż chłopak twierdzi, że go nie boli, przygotowuję zimny opatrunek na ręce. Dzwonimy na pogotowie.

3. Dziewczyny, z którymi chodziła nasza nauczycielka, nie wpadły na to, żeby zadzwonić na pogotowie. Przy wkładaniu rękawiczek jednej z nich jedna pękła, więc zaczęła się męczyć z drugą. Ratownik już nie wytrzymał i zapytał w pewnym momencie, czy jej w czymś może nie pomóc :P.

Poza tym inna grupa, na widok pałki do palanta stwierdziła “do chłopaka nie podchodzimy, może być agresywny”. Mówiłam już, że na mało co miał siłę?

4. Zamroczonego chłopaka należało ułożyć w pozycji przeciwwstrząsowej, u dziewczyny podejrzewać wstrząśnienie mózgu, oprócz ewidentnego krwotoku.

PUNKT 3.
1. Należy ułożyć pozoranta w pozycji bocznej ustalonej.

2. Julka jest moim pozorantem. No to układam, mówiąc przy okazji “ufam ci, że nie jesteś w ciąży, ale lewy bok zawsze lepszy”. Potem, na pytanie CO JESZCZE, okrywam ją bluzą. Ratownik pyta, co jeszcze mogłabym zrobić, gdyby miała tu leżeć dłużej. Nie słyszę pytania, proszę, żeby powtórzył. Powtarza pierwszą część, a mianowicie CO JESZCZE? Ja, myśląc o bieżącej sytuacji, mówię, że już nic.
Potem Julka otrzymuje kilka pytań teoretycznych – kiedy nie układamy w pozycji bezpiecznej i co robimy, przed jej zastosowaniem. Z drugim pytaniem nie ma problemów, w pierwszym ma podać 2 urazy. Nie wiem, czy zaliczył oba. Zależy czy głowa to to samo co czaszka…

3. Brak. Nawet grupie p.Szyszy udało się je zrobić. Cienko, jak niektórzy mają możliwość robienia tylko teorii…

4. Po 30 minutach należałoby zmienić bok, na którym leży.
Bocznej bezpiecznej nie stosujemy przy urazach kręgosłupa i czaszki.

PUNKT 4.
1. Mamy 5 minut. 2 dziewczyny ćwiczą na stepach. Nagle jedna z nich upada, a druga dostaje szajby. Jak chcemy pomóc, biega z bandażem i krzyczy, że chcemy ją zabić.

2.Na wejściu ryczę, że uspokój się, umiemy jej pomóc. Dziewczyna nie przestaje, więc Julka zajmuje się wariatką <przepraszam, spanikowaną przyjaciółką>, a ja tą, co płacze, że ją boli. Podejrzewam złamanie ręki i zwykłe otarcie na nodze. Julka próbuje poprosić wariatkę, żeby nam pomogła, podała bandaż… ale nie, bo my chcemy ją zabić i nic nie umiemy. Nie ma do czego tej ręki ustawić, więc decyduję się zrobić sam temblak. Nie mam jednak agrafki, żeby go spiąć. Na nogę naklejam zwykły plaster, przy okazji mówiąc pół do siebie, pół do świata, że plasterek na wszystko i plasterek nigdy nie zaszkodzi. Decydujemy się zadzwonić na pogotowie. Zanim kończę rozmowę, czas mija.

3. Chyba również nie stwierdzono.

4. Nie było do czego usztywnić… A bandaży tam było co niemiara. Można było usztywnić do nich. CAŁĄ kość i 2 sąsiadujące stawy. O wariatce nic nie powiedzieli, ale działania Juleczki uważam za wcale pomysłowe i jak najbardziej poprawne.

PUNKT 5.
1. Mamy sobie wyobrazić, że akcja rozgrywa się na 10. piętrze. Tzn. już praktycznie wiemy, co zastaniemy za drzwiami… Zastajemy chłopaka stojącego na parapecie, a przy nim grupę znajomych z sziszą i piwem, którzy krzyczą, żeby skoczył. Jedna z dziewczyn tam obecnych jest z nim w ciąży.

2. Na początku proszę Julkę, żeby natychmiast wezwała pogotowie. Kazali nam zostawić wszystko w szatni, więc telefony też. Julka swój oddała p. Szyszy do robienia zdjęć, więc zaczęła dzwonić z ręki. Ratownik odebrał “halo, psychiatryk!” i kazał jej dzownić z normalnego telefonu. Ja w tym czasie stałam przy oknie, ale zachowując od chłopaka pewien dystans, próbując z nim rozmawiać. Okazuje się, że telefon mamy włączyć, więc zamieniam się z Julką, teraz ona stoi przy oknie, a ja dzwonię. Wezwałam pomoc. Chłopak w międzyczasie wyskoczył z okna. O ile się nie mylę, to Julka chyba do niego podeszła i go dotknęła, wbrew jego woli.

3. Jedne dziewczyny zaczęły panikować, że jak to akcja ma się dziać na 10-tym piętrze. One nie wejdą na 10. piętro, bo nie mają drabiny. Rozkminiły po dłuższej chwili.
Pan ratownik podziękował nam, za egzotyczne rozwiązanie problemu.
Innym na zabicie go wystarczyły 3 sekundy. Stwierdził, że bardzo dobrze, już przynajmniej nie ma problemu.
Na “dzień dobry” odpowiedział “zobaczymy, oceni się wieczorem”.

4. Wezwać służby, gadać z chłopakiem nie zbliżając się do niego. Uspokoić towarzystwo. Czym, piątą stopą, czy 12. paznokciem?

PUNKT 6.
Teoria. Praktycy piszą 30-pytaniowy test wielokrotnego wyboru, teoretycy 16-pytaniowy, jednokrotnego. Jak zwykle, mamy 5 minut. Dużo, nie?
Maria myślała, że będzie więcej czasu, więc nie wzięła okularów. Poza tym pani nie powiedziała wyraźnie, że teoretycy mają test 1-krotnego wyboru, a nam powiedziała głośno, że mamy wielokrotnego. Kiedy liczył się czas zrobił się chaos z wpisaniem numeru szkoły i grupy. Organizacja była zła.
Poza tym w pytaniu nie było ani słowa o wypadku drogowym, a odpowiedzi wyraźnie go sugerowały. I co teraz? Jedna odpowiedź poprawna, czy 2? Bo jak się ktoś w kuchni urżnie nożem, to nie będę rozstawiać trójkąta ostrzegawczego.
Julka myślała, że żartowali z tymi 5 minutami i doszła do jakiegoś 9-go pytania. Mi się udało do 17.

PUNKT 7.

1. Są 2 dziewczyny. Jedna jest przytomna, ale nagle słabnie i się osuwa. Druga, pędząc na pomoc, potyka się o ławkę.

2. Julka zabiera słaniającą się, ja kostkę. Chcę zdjąć but, ale nie pozwalają, więc tylko bandażuję, z podłożoną pod bandaż gazą.
Dziewczyna Julki jest cukrzyczką, szukamy czegoś słodkiego, ale nic nie ma. Dzwonimy po pogotowie, ale każda z nas osobno. Sytuacja kostki nie jest poważna, ale nie mamy jak jej zawieźć same. Pogotowie każe sprawdzić, czy jest pielęgniarka – jest zajęta krwotokiem z nosa.

3. Cukrzyczka osunęła się na ścianę, a jedne dziewczyny zaczęły krzyczeć “ściana, ściana, uciekać!”
4. Należało usztywnić czymś kostkę, a dziewczyny z cukrzycą zapytać, co robi, jak jej się dzieje tak, jak teraz. Ona by nas pokierowała dalej. Nie należało unieruchamiać kostki ostrymi bierkami leżącymi obok, bo włożenie dwóch ostrych kijków do buta na wysokości podudzia, niewiele kostce pomoże.

PUNKT 8. – punkt niespodzianka

1. Kazali nam poczekać na korytarzu. Nic się nie działo. Julia K. po chwili ogarnęła, że jest to punkt niespodzianka, bo dziewczyna siedziała obok piłkarzyków i kaszlała, a portierki patrzyły na nas i się śmiały.

2. Julka stwierdziła, że już koniec i załamana naszą twórczością usiadła na ławce. Jak zaczęłam ją ciągnąć do zadania, to stwierdziła, że nie, to nie punkt, no bo w końcu już koniec. Podeszłyśmy. Okazało się, że dostała w brzuch kijem od piłkarzyków. Wezwałyśmy pogotowie.

3. W pewnym momencie przyszedł sędzia, aczkolwiek nie ubrany tak jaskrawo, jak reszta i powiedział, że “załóżmy, że jestem kimś ważnym”. “Jak bardzo ważnym?” “Tak, że mogę wam dać punkty, albo nie.”
Na podsumowaniu mówili też, że jak poszkodowany jest przytomny, to nie należy go przekonywać, że pozycja boczna ustalona jest dla niego zdecydowanie najlepsza. Poza tym, to, że ktoś kaszle, nie znaczy, że się krztusi albo jest przeziębiony…

4. Nie wiem. Oprócz wezwania pogotowia, to chyba tylko pozwolić jej się napić. Chciała, ale zabroniłyśmy.

PODSUMOWANIE; Mamy X miejsce na 18 drużyn. Okazało się, że grupa teoretyczna mogła nam pomagać. Szkoda, że tego nie wykorzystaliśmy. Na pytanie jak miała nam pomagać, nie odzywając się, człowiek nie znalazł zajmującego wyjaśnienia. Mogła przecież zadzwonić na pogotowie… A byłoby łatwiej. I przy wariatce i przy sziszy…

Zadania super, chcemy teraz coś podobnego przeprowadzić w szkole, pomiędzy klasami. Organizacja leży. Ale zadania super. Wiemy już, czego spodziewać się za rok.

W zeszłych latach też zadania były niezłe:

1. ranny chłopak i kibole – reakcja ratowników – to ja idę do niego, a ty się zajmij kibolami

2. dziewczyna kopnięta przez konia. A konia przyprowadzili, żeby było bardziej realistycznie.

3. niewidoma z psem przewodnikiem. Najpierw trzeba było wyprowadzić psa, bo jako opiekun nie pozwalał się do tej kobiety zbliżyć.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: