“Cześć, mamo! Rozmowa będzie nagrywana…”

Rzadko mam ochotę, żeby od razu w sobotę robić wpis, ale ta zbiórka była naprawdę super. Nie wiem dlaczego. Może po prostu? 😀
Po pierwsze, spotkałyśmy się punktualnie i punktualnie dotarłyśmy do Julki, za co bardzo kocham mój zastęp. Psiakość, właśnie moi rodzice męczą na facebooku dyskusję, że nie kocha się za coś… No dobra, to załóżmy, że byłyśmy punktualnie. Bardzo kocham mój zastęp.
Do odjazdu tramwaju trochę zostało, więc poszłyśmy do galerii. Jak wyszłyśmy, to się odrobinkę ociepliło… Poznałam też nową wersję piosenki o Mikołaju “Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań, a naszego Mikołaja goni FBI, hej!”. Druga wersja, którą znałam wcześniej boli mnie ze względu na fragment o tym, że “renifery to frajery”. Nieprawda.
Zaczęłyśmy tam modlitwą i po chwili zeszłyśmy na dół na drugie śniadanie, z użyciem ukiszonych kilka tygodni wcześniej ogórków. Było smacznie, chociaż zastanawiałyśmy się, czy nie są zepsute. Ale co tam, jak się zatrujemy wszystkie na raz, to będzie wiadomo czym… 😀 Ale nie no, były dobre. Chociaż według Julki jeden z nich smakował jak rzeżucha. Agata potem też go jadła i twierdziła, że smakował normalnie. Ja tam nie wiem. Też go jadłam, ale dawno nie konsumowałam rzeżuchy, więc nie mam porównania…

Następnym punktem programu była gra w Kim’a.  Najpierw klasycznie – 7 przedmiotów, potem 10, 13 i 16. Chyba nawet dalej pamiętam… Czekajcie: zapałki, mydło, brelok, naklejka z Janem Pawłem II, naszywka, gumka, brokat, bransoletka, dzwoneczek, papierek od cukierka, zakrętka od karotki, żółwik, serduszko, kamyczek, pudełko i zegarek.  Hehe :P.
A potem w trochę innej wersji – na planszy jest 9 obrazków, a my mamy je przerysować. Wiki bardzo ładne rzeczy stworzyła :). I tak rysowałyśmy 4 razy, a w końcu Julka i ja zostałyśmy masterami Kim’a mając najwięcej punktów.

W końcu poszłyśmy do kuchni robić pier(d)niczki. Według przepisu robienie ich miało zająć pół godziny. Wyszło trochę dłużej. Odrobinkę. Ale wyszły pyszne. Z lukrem – kakaowym i białym. Chyba nawet był jeden renifer (nieważne, że łoś. TO BYŁ RENIFER!). No, więc one się piekły, a my uzupełniałyśmy słownik o angielskie słówka. Wiecie jak jest beret? Taak, beret.
A koszatka? 😛 Forest dormouse? 🙂
A na miły koniec tłumaczenie symboliki sztandaru ruchu.

Powrót na górę, oczywiście po wsunięciu pierniczków i tworzymy rozmówki dla drużyny. Rozmówki po francusku.
Czy któraś z nas zna francuski? Nieee, po co? A co umiemy powiedzieć po lekcji Zosiana? Nazywam się, mieszkam w… Cześć, dzień dobry, do widzenia… Tylko tyle, że ubrane w dialog to zajęło osiem sekund. No to spisałyśmy kwestie, które chcemy dodać, a Zosiak zadzwoniła do swojej mamy, która studiowała romanistykę. Rozmowa była piękna, tak że wyłyśmy ze śmiechu.
Zaczęła się tytułem, a potem, bez zbędnych wyjaśnień, Zosia przeszła do pytań. Jak jest po francusku “która godzina?”. Dobra, to teraz drugie pytanie: ile masz lat?… Mama zaoferowała się, że może nam to przygotować na następny tydzień “Ale nie, mamo. My to chcemy zrobić teraz! :)”.
A potem nagrywałyśmy… Przy czym miałyśmy w dalszym ciągu głupawkę, więc musiałam się schować za fotel, żeby nie przypominać Wiki śmiesznych sytuacji. O dziwo, jak nie wystawałam zza fotela, to szło im lepiej :P.

A na koniec postanowienie adwentowe każdej harcerki i całego zastępu. Zastęp renifer postanowił na każdej zbiórce modlić się w intencji drużyny o dobre przygotowanie do świąt i do Eurojamu.
Wylosowałyśmy się też na mikołajki. Kurczę, muszę teraz myśleć, co zrobić, bo mamy tydzień…

No, to dobranoc! 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: