Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że złamałam styl :/

Tak to zwykle bywa, że dni, które dla jednych nic nie znaczą i są tylko kolejną datą albo czekoladką w kalendarzu, mają niezwykłą wartość dla innych. Dla Natalki piątek był właśnie jednym z nich, pomimo tego jednak, że był trudny, skłamałaby, nazywając go złym.
Szkołę i szkolną wigilię nawet przetrwała. Wychowawczyni była dość negatywnie zaskoczona organizacją czasu, ale nie obnosiła się z tym. Musiało jej być trochę przykro, bo klasa przygotowała mnóstwo słodyczy i owoców, których nie mogła jeść. Natalia czuła się za to trochę bardziej odpowiedzialna i było jej, trochę bardziej niż innym, głupio (w końcu to ona była przewodniczącą i mogłaby to ogarnąć…). Na szczęście organizacją i rozkładaniem jedzenia zajęła się Ala, Anka pozalewała barszcz… Wszyscy ogarniali i nawet zostali, żeby posprzątać. Bardzo dobrze, że Marlenie spodobał się prezent. Nie bardzo miała pomysł, co jej kupić, a poszukiwania ograniczało tylko stwierdzenie “Nie chcę kubka.”. W końcu stanęło na “Kevinie”. Uff… udało się!
1H odwiedził nawet Mikołaj – ten sam, co w poprzednich latach, chociaż teraz uczy się w śląskoznawczej. I Gocha. I p.Wrońska. I taka od PP, którą w sumie wszyscy lubią, bo na wszystko się godzi, ale chyba nikt jej nie traktuje na serio.
Po szkole przyszedł czas na oazę i definitywne pożegnanie z grupką. Natka miała już trochę dosyć, bo duszpasterstwo zabierało jej lwią część czasu i to jeszcze w piątek wieczorem – idealnie przez zbiórką, którą musiała przygotować… A poza tym od września nie zdążyła się tam odnaleźć. To prawda, udzielała się, grzecznie słuchała animatorki, ale nie potrafiła wyobrazić sobie siebie w jej roli (tak jak to wyobrażało sobie siebie jako zastępową 2 lata temu, hehe). Poza tym pozostawał problem rekolekcji, stojących w opozycji do wyjazdów harcerskich.
Kiedy kilka osób już poszło do domu, a dziewczyny grać w makao, Natalka zaczęła mówić: że nie wie, jak będzie. Że czas. Że rekolekcje. Że raczej nie. Że w sumie to. Że wpadnie w gości. Że tak. Jakoś przeszło, ale wcale nie poczuła się szczęśliwsza ani wolniejsza. Zostawiwszy jednak kwestie “tych od foski” postanowiła zająć się swoją Zawiszą. Jakby nie patrzeć był piątek wieczorem, a w sobotę rano miała być próba. Ciągle jeszcze jednak nie dostały od przybocznej tak istotnej informacji jak ta, gdzie ta próba będzie – bo opcje były dwie.
Szybki rzut oka pozwolił stwierdzić brak nowych postów na stronie ZZ-tu. Była za to wiadomość od Doroty z prośbą o wysłanie do mamy Łucji informacji o zbiórce.
No to reszta wspólnoty ogarnia stół, ciasta, ciastka i ciasteczka, barszcz i sałatkę, a Natka stoi z telefonem w ręce w holu, dziękując światu za coś takiego jak internet w komórce i pisze maila. Maila o treści przypominającej “Ja przepraszam, ja Sokrates, ja wiem, że nic nie wiem, jak się dowiem, to napiszę albo zadzwonię, a generalnie to z radością czekamy jutro na Łucję.”. Ale ponieważ wigilia wciąż się nie zaczęła, postanowiła zadzwonić w końcu do Basi sama. Uznała po prostu, że do jasnej ciasnej zaczyna się robić trochę późno. Dowiedziała się. Że nie ma próby. I najprawdopodobniej nie ma też akcji zarobkowej. A sms o tym poszedł jeszcze do Anki, a nie już do niej samej. Hempf… Ok. Czyli że ma przygotowaną jakąś godzinę zbiórki, a na godzinę dziewczyn ściągać nie ma sensu. No ale zbiórka musi być! 🙂 Moment. Nowy mail do mamy Łucji, tym razem już z godzinami – wysłany. Zosiak – odebrała telefon, zaoferowała się ogarnąć trochę francuskiego. Cud dziewczyna. Wiki odebrała – będzie. Numer Zosiana nie istnieje. To znaczy “przepraszamy, nie ma takiego numeru”.
“Nie przepraszajcie, nie wasza wina” – myśli Natka – “co nie zmienia faktu, że chciałabym się do niej dodzwonić… Napiszę do Kasi na fb. Ona go sprawdza dość późno, więc ogarnie.”. Przypominam tylko dla porządku, że reszta w tym czasie już zajęta przy stole.
Następne 45 minut było cudowne -,-. Serio. Jeżeli się decyduje odejść ze wspólnoty, a co czwarta osoba przy łamaniu się opłatkiem życzy ci, żebyś w niej wytrwała i odnalazła swoje miejsce, to a las mil maravillas, nie? Natalka najlepiej się chyba czuła rozmawiając z własną animatorką. Bo było spokojnie. Bo doszła do wniosku, że się zastanowi przez święta. Bo tak. Bo za każdym razem, kiedy chce odejść, to dostaje silny powerek, żeby jednak tego nie robić.
Zerwała się wcześniej. Nie było wyjścia, czekała zbiórka. Magicznym sposobem gra, którą sama sobie wyznaczyła w czwartek, ciągle nie była zrobiona i Natalia zadawała sobie pytanie, co ona sobie właściwie myślała, nie robiąc jej wcześniej. Trzeba było przeorganizować życie. Panika. Mała. Chaos. Lekki. Chaosik. STOP! Pod prysznic. Prysznic to najlepszy stop.
Dobra. Plan. Modlitwa – kartki z Prawem i Słowem Odwiecznym dla Łucji. Gry integracyjne. Mery nie będzie, bo wyjeżdża. Włóczka. I kartki. Amen. Nie zrobię teraz tej gry, ale mamy się nauczyć piosenki. Znam piosenkę. Gitara. Śpiewnik. A właściwie, to dwa śpiewniki. Francuski Zosiaka. Tego nie ruszam. Gra Wiki. Tego też nie ruszam. No. I organizacja. Dużo tego. No. Autobus. 08.03. Dobrze. Łucja wie (mama ma przekazać).  Zosiak wie. Wiki wie. Ja wiem. Zosian nie istnieje. Napisała do Kasi. Przeczyta. Ale Zosian raczej chory. A Mery nie będzie. Ok. To można iść spać. Mundur? Niech to szlag – spódnica rozpruta od tygodnia… Ma czarną, jutro wyprasuję. No – to dobranoc…

Rano Natalka obudziła się chwilkę przed budzikiem. Kilkanaście minut, więc nie było sensu już spać. Po śniadaniu czas na prasowanie spódnicy. Babcia spała w pokoju, więc Natalia najciszej jak umiała rozłożyła deskę i wyjęła z balkonu żelazko. Nagrzała je. Przyłożyła do czarnej spódnicy i już po sekundzie wpatrywała się w piękną, wypaloną w niej dziurę. Wychodzi na to, że temperatura prasowania jednak ma całkiem duże znaczenie. Większe niż Natalia jej do tej pory przypisywała. Z bólem serca włożyła dżinsową, lamentując w duchu, że będzie umundurowana najgorzej, od kiedy w ogóle ma mundur. No trudno. Spakowała pokrowiec i wyszła. Autobus chwilę się spóźnił, ale i tak na miejscu była dużo przed czasem. Po drodze rozmawiała jeszcze z Łucją, której mama jednak najwyraźniej nie przekazała treści maila. Kasi ani Zosiana nie będzie. Kasi najprawdopodobniej już nigdy.
Zebrały się szybko. Zaraz po Natalce przyszła Łucja, wcześniej przepraszając sms-ami za spóźnienie. Powiedziała, że Mery trochę się spóźni. Ups… Czyli Mery jednak będzie. No dobra…
Zosiak się trząsł z zimna, a księgarnia była zamknięta, więc poszły (jak zwykle w ostatnich tygodniach) się w coś pobawić i trochę ogrzać. Zaczęły modlitwą, potem ninje i działy. A potem, jak już wyszedł kawałek słońca, przyszedł czas na zabawy integracyjne z włóczką. I w końcu otwarli księgarnię, więc dziewczyny mogły już wejść do środka. Skuszone grudniową promocją, trwającą nieprzerwanie od co najmniej dwóch lat, kupiły sobie czekoladę, która smakowała jak mleko… I przeprowadziły grę Wiki o wywabianiu wigilijnych (i nie tylko) plam. Natalce całkiem się spodobała, chociaż te sposoby były dosyć pokrętne i dziwne, a wcześniej znała łatwiejsze :P. Dobra, wiedzy nigdy dość! Z kolei na warsztatach Zosiaka z francuskiego (W sumie okazało się, że to nie są rozmówki, tylko słówka, więc z rozmówkami trzeba będzie się sprężyć. Pozdrawiam 1 na miesiąc.) dorabiały do wszystkiego bardzo pomocne skojarzenia – np. widelcem nakłada się farsz, więc widelec to /le furszet/ (fonetycznie, oczywiście), miska to prawie kuweta, więc /la kuwet/, kolacja to obiad, więc /le dine/…
Jedną z rzeczy, których Natalia usiłuje uniknąć za wszelką cenę, jest wnerwianie ludzi, którzy póki co na coś pozwalają, więc ze śpiewaniem i gitarą zdecydowała się wyjść na dwór. Odstawiwszy proporzec w róg oddała gitarę Zosiakowi, który wzbudzając ogólną zazdrość śliczne zagrał jedną kolędę. A potem do dziewczyn zaczął coś wołać ksiądz. Że czujnik światła tam jest. I zrobiły noc. Cóż, po przestawieniu proporca w inne miejsce problem zniknął :P.
Nauczyły się nowej piosenki, pośpiewały parę innych. Okazało się, że Łucja, która tego dnia zaskakiwała nową zastępową bardzo pozytywnie (przyszła w mundurze (!), zadzwoniła rano, żeby zapytać o tę zbiórkę), kilka piosenek już zna, bo sobie śpiewały z Mery.
Potem postanowiły wrócić do księgarni, w niej zrobiły coś na kształt rady, bo rady nie można było z trzech osobowych powodów. Ustaliły nowe funkcje, nowy system alarmowy i plan na najbliższe dwa tygodnie, w których wydarzeń wszelakich było naciapane jak maćka paćka xD. A wcześniej jeszcze Natalia, kiedy już wychodziły z terenów trawiastych, z hasłem “cholera, proporzec!” musiała się po niego wrócić. I trochę sentymentalnie przypomniała jej się sarniana Basia, która na obozie stwierdziła, że chyba nigdy się do niego nie przyzwyczai (bo właśnie te dwa zastępy po przyjacielsku prowadziły na obozie zawody, kto komu więcej razy przyniesie opuszczony obiekt ogólnego poszanowania :P).
No właśnie. Po nibyradzie jeszcze tylko modlitwa w intencji adwentowej zastępu i umówienie się na pomoc w kuchni charytatywnej podczas wigilii dla samotnych.

Potem tylko jeszcze jazda z tatą po odbiór sprzętu. Po drodze, za Mostem Pokoju, zgarnęli jeszcze Ankę. U niej razem z obydwoma ojcami ładowali skrzynie i torby do auta. W sumie to Natalka nawet cyknęła fotkę, jak wyglądał jej pokój po przyniesieniu tam całego stuffu, ale zdjęcie nie oddaje w całości tego, co się działo :P. To znaczy na zdjęciach wygląda to ładniej niż w rzeczywistości :P.
(Łamanie stylu również za stan munduru na krześle… Teraz już ładnie wisi w szafie, jak przystało.)

CAM00503

I pozwoliła sobie przekazać podsumowanie Zosiaka z nibyrady “Nie podobało mi się to, że Anki nie było. Podobało mi się to, że Natka jest zastępową.” :D.

I generalnie dziewczyny jesteście super! 🙂 Już mamy na pewno kilka osób do wigilii. Chce wam się iść do innych 24.12. W Wigilię. Ogarnąć trochę czasu, żeby pomóc. Wow. I wow, serio w ostatnich dniach dzięki wam ogarniało mi się dosyć dobrze. I przed zbiórką dotarło do mnie, że wiem, kto na niej będzie :D! No, prawie :). Ale takie dodatnie niespodzianki są dużo lepsze, niż ujemne…

Pozdrawiam z kopyta,
Natalia Jurasz

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: