Daily Archives: January 2, 2014

C’est le tant…

No to skrótowo, bo mój chwilowy nastrój trwający przez kawałek weekendu nie pozwolił na obiektywną ocenę tej zbiórki… Teraz się postaram :).

Spotkałyśmy się we 3 (Zosiak + Zosian + ja), skąd ja dzwoniłam jeszcze do Mery i Naci. Mery się pomyliło i była przekonana, że mamy zbiórkę normalnie na Biskupinie, a Nacia nie odbierała. Aha. Nie powiem, miałam do nich żal, bo nie robi się tak, że się mówi, że będzie, a potem się nie jest. Przy takim obrocie sytuacji weszłyśmy na halę basenową same. Na początku zajęłyśmy na chwilę mały basen na potrzeby gonitwy rekina za ludźmi. Potem poszłyśmy na duży basen, jak kilturalne ludzie, ale ciężko było jak kulturalne ludzie, bo było po 5 osób na torze… Po kilku długościach wróciłyśmy na mały – taki tam hydromasaż, bicze szkockie, a potem szukanie zaczepki do mojego klucza, która w międzyczasie gdzieś odpadła… Kiedy bicze skończyły bić, pomyślałam sobie, że można by jeszcze popływać popływać. Bohatersko do zimniejszej o 4* wody wrócił ze mną Zosiak, Zosian się nie przemógł, bo zimno. Ale za to właśnie na dużym, gdzie pod koniec godziny byłyśmy na torze same, znalazłam zaczepkę.
W przebieralni zbierałyśmy się pół godziny, a potem, zgodnie z umową zadzwoniłam do Mery. Okazało się, że do nas nie dojedzie.

Spacerkiem przeszłyśmy do mojego domu, gdzie następnym punktem programu było robienie rozmówek. Zeszło na nie bardzo dużo za dużo czasu, ale z efektu końcowego jestem dość zadowolona. A tak btw to przez przypadek nagrało się 40 minut naszego jedzenia obiadu – tylko mały problem, bo gotowałyśmy w kuchni, a nagrywało się u mnie w pokoju :P.

Po obiedzie, czyli koło 15.20 wysłałam dzieci na grę z przykazaniem powrotu za godzinę. Z mojego pieczołowicie przygotowanego i sprawdzonego przez znajomego anglistę tekstu dziewczyny praktycznie nic nie zrozumiały i nie mogły też znaleźć karteczek. Hm… muszę chyba robić bardziej ogarnięte mapy.

W każdym razie jak wróciły, to nie starczyło czasu na świeczysko, bo po Zosiaka przyjechała mama (albo tata? Nie wiem, ktoś przyjechał…). I nie wyszło, a szkoda, bo miałam na nie pomysł i je pieczołowicie przygotowałam, a tutaj generalnie większość zbiórki mi się sypnęła. I dlatego byłam trochę zła…

Wieczorem sprawdziłam jeszcze maila i okazało się, że nie jest tak źle, bo dostałam maila od mamy Natalki. A nie jest źle, bo dała znać, że jej nie będzie, tylko ja nie zdążyłam tego przeczytać. To była bardzo pozytywna niespodzianka :).

Mam nadzieję, że pojutrze będzie lepiej…