Imagine, that you’re in England…

Ojej. Dawno po zbiórce nie byłam tak zmęczona, jak w tę sobotę… Nie wiem, czy to dlatego, że praktycznie całość stanowiła gra terenowa, którą obstawiałyśmy z Nacią, czy dlaczego właściwie.

Rano okazało się, że nie wyrobiłabym się na autobus, więc tata mnie podwiózł pod Tramwajową. Zostawiłam tam pierwszy z punktów. Potem na Brata Alberta został drugi, chociaż miałam ciężkie wątpliwości, czy już minęłam tę ulicę, czy ciągle jeszcze nie. Ponieważ liczył się czas, dopomógł mi GPS – miałam rację – jeszcze kawałek musiałam do niej dojść.

O 08.30 spotkałyśmy się z Nacią (Nati i Natka są zajęte, a Natalka nie lubi – jakieś inne pomysły na zdrobnienia? Nacia mi się szczerze mówiąc nieszczególnie podoba :/ ) pod Rodziną. Zostawiłyśmy list na drzewie (“Zapraszamy was na wielki bieg Renifera”) i poszłyśmy tam, gdzie Wiki i Mery miała zaprowadzić pierwsza wskazówka – czyli “punkt jest tam, gdzie mieszka Mang”. Około 09:30 zostawiłam współtwórczynię gry pod domem Wery (dziewczyny do mnie zadzwoniły jakoś 09.13, żeby zapytać kiedy będę. Trochę się zdziwiły, jak im powiedziałam, że mnie nie będzie :P), a sama poszłam do parku, czyli “Słychać “sto lat!” śpiew – rycerz mdlał wśród drzew”. Tam, czekając, zrobiłam zadanie na literaturę. Troszkę mi wszystko odmarzało, ale świadomość własnych rękawiczek, czapki i szalika miałam równie dobrą, jak tę, że Natolino ich nie ma…
Przyszły koło 10.00, męczyły się z szyfrem. Żeby otrzymać kolejną wskazówkę, miały wygrać pojedynek w chusty. Uczciwie, 2:2. Ale ponieważ wygrałyśmy (nigdy nie twierdziłam, że łatwo ze mną wygrać :P), to trzeba było wymyślić inny sposób. Kartkę z podpowiedzią otrzymała sygnalistka. Miała przekazać odszyfrowaną wiadomość do Wiki tak, żeby nikt inny nie mógł odczytać jej treści. Trochę nie mogła sobie poradzić, więc za symboliczną cenę 15 pajacyków Wiki mogła jej pomóc.
“Jeżeli chcecie być dziś zdrowe, idźcie do byłej zastępowej”. Otrzymały deskę do krojenia, butelkę i scyzoryki i ruszyły na Tramwajową. Tam miały 15 minut na zrobienie syropu z cebuli.
Następna podpowiedź brzmiała “Pomagał ubogim całe życie, idźcie więc tam, gdzie jego ulica”.
Dziewczyny sądziły, że chodzi o św. Mikołaja albo św. Franciszka. Szukając, doszły w okolice 9 maja. Zadzwoniły do mnie (w ogóle parę razy dzwoniły :P), więc je przekierowałam na założyciela Albertynów. W międzyczasie rozłożyłyśmy z Natalią drugą część gry – tę obcojęzyczną. Zgodnie z planem po telefonie dziewczyn, że dotarły na czwarty punkt, poszłyśmy pod Faustynę. Łojojoj, ile się tam naczekałyśmy :P. Postanowiłam wykorzystać gąsienicowy w zadaniu dotyczącym umundurowania. Kiedy bardzo długo nie dawały znać, to zadzwoniłyśmy, żeby się dowiedzieć, gdzie są (tzn. ile jeszcze będziemy siedzieć na schodkach :P). Okazało się, że dalej stoją na tym punkcie i go ogarniają -,- . Trochę długo… Ale spotkałyśmy Bobra (w ogóle to przyłącza się do niego (choć co prawda do zielonej na pół roku) moja koleżanka z gimnazjum). I pomyślałam sobie, że Hanka jest bardzo fajną zastępową. I w sumie trochę chciałabym być właśnie taka. Zarażająca pasją, fabułą i energią :). Jak je spotkałyśmy, to niestety nie mogły za długo rozmawiać, bo właśnie tropiły z psem kogoś, kto buchnął ramię św. Wojciecha. No i w końcu Nacia musiała sobie iść, a ja zostałam sama. Ale doczekałam się w końcu dziewczyn. Po punkcie “Dzieci w tym domu jest bardzo wiele, jedno jest naszym przyjacielem” zadzwoniły, żeby zapytać, co to jest za szyfr na kolejnej wskazówce. Trochę zależało mi na czasie (planowałam skończyć o 13.00, była 13.00, a nie skończyłyśmy jeszcze pierwszej części o,O), więc podałam im treść zagadki. Przyszły. Opowiedziały mi co nieco o św. Faustynie – patronce naszego zastępu. Potem ruszyłyśmy do księgarni, nauczyć się części stałych po łacinie.

Okazało się, że ja też znam tę melodię, której uczyła Mery, więc w sumie prześpiewałyśmy to kilka razy, żeby ogarnęła jeszcze Wiki. A potem… kazałam im wyobrazić sobie, że są gdzieś nad morzem. A potem w lesie. A potem jeszcze w innym, ładnym, spokojnym miejscu. A potem… “Wyobraźcie sobie, że jesteście w Anglii, z drużyną angielską. Now you can open your eyes. This flag isn’t important (to drugie wskazując na mundur):P”. I w tej sekundzie magicznie zapomniałam polskiego (chociaż czasami mi to umykało, kiedy odpowiadałam im po angielsku na pytania zadane po polsku). Żeby otrzymać mapę na drugą część gry, Wiki (topo i kuchcik w jednym) miała podać mi propozycję obiadu, a żeby otrzymać słownik, musiały nauczyć mnie zabawy. Ruszyły. Wróciły. Zostały odpytane :).
A potem kwestie organizacyjne. Wszelkie.

No i Mery chciała nam przeczytać opowiadanie o Aniele Zrozumienia, ale w sumie nie starczyło czasu (Mery musiała iść w sumie od razu, jak do niej zadzwonili, więc dlatego się nie udało). Trochę szkoda, ale mam nadzieję, że wyjdzie za tydzień.

No. I potem czułam się trochę wyzuta z wszelkiej energii. I chciałam być jak najszybciej w domu. I w łóżeczku. Oj tak, łóżeczko :).
Jedną z moich trosk było tylko to, co zasadniczo robi się na zbiórkach, jak już nie ma starego cyklu, a jeszcze nie ma nowego. W sumie powinnam zdobyć tę wiedzę, będąc czołową, ale coś nie wyszło. Może dlatego, że nigdy nie było tak, żeby nie było cyklu :P. No ale poszłam spać. I było mi bardzo miło :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: