Ogarnęłam kurna tangens! :D

No. Kurna jest eufemizmem, więc uznałam, że jeszcze wciąż wypada używać go publicznie. A o co chodzi? Chodzi o sprawdzian z fizyki i liczenie paralaksy geo- i heliocentrycznej. Na lekcji robiliśmy to przez jakieś 5-10 minut, a że sprawdzian ma być z podręcznika, to usiłowałam to przez 3/4 weekendu ogarnąć, bo nie wychodziło. Nie miałam bladego pojęcia, jak ten cudowny tangens zamienić na stopnie. A w końcu w niedzielę pojechaliśmy do dziadków i pośród głośnych rozmów na różne tematy “ogarnęłam kurna tangens” co było źródłem mojej radości i jest nim do teraz, jak sobie o tym przypomnę.

A zanim przejdę do soboty, to tylko powiem, że dzisiejszy dzień był dniem spotykania ludzi. Wszelkiej maści i rodzaju. A w ogóle to mam tak od wczoraj. Nie powiem, jest to całkiem przyjemne C;. Wczoraj, wysiadając z autobusu spotkałam Emila (z oazy). Dzisiaj w autobusie Piotrka (również tego pochodzenia) i Celę (z klasy z gimbazy, chociaż teraz dość rzadko się zdarza, żebyśmy jeździły razem). Do szkoły w odwiedziny po raz kolejny przyszedł Daniel z Bartoszem, a w drodze powrotnej okazało się, że wracać również będę z Celą (co już praktycznie w ogóle się nie zdarza, zwłaszcza że biol-chemy kończą tak ze dwie lekcje wcześniej) i z Adelą. Co więcej, na przystanku była również Akela drugiej wrocławskiej, a w czasie drogi powrotnej dosiadło się jeszcze dwoje ludzi z mojej podstawówki. Chyba nikogo nie pominęłam. Ale pozytywnie :).

A w sobotę zbiórkę zrobiłyśmy na 13.00, żeby Zosian nie miała problemów i mogła na niej być. Jak o niej myślę, to ciąglę czuję zamęt i wstyd przed samą sobą, bo chociaż wyszła okej, tak jak i inne, to dawno nie czułam się aż tak nieogarnięta. Czułam się BARDZO nieogarnięta. Mogę to zwalić na to, że w tym tygodniu prawie codziennie mamy jakiś sprawdzian? Chyba mogę. Zwalam.

Zaczęłyśmy bez Zosiana, który dał znać, że się spóźni tak jakieś 40 minut. Przyszła natomiast Mery z Nacią i Wiki. Zaczęłyśmy w takim razie bez 1/3 zastępu. Pomodliłyśmy się jak przystało na członkinie sh, po czym przeszłyśmy do reszty przyjemności C:. Na początku przeczytałyśmy opowiadanie “Anioł zrozumienia”, które przyniosła Mery. Było bardzo fajne i trochę mi się zrobiło sentymentalnie, to się podzieliłam refleksją. Potem napisałyśmy nasz pierwszy list do Czeszek :). W końcu, że tak powiem. Szkoda, że dopiero teraz to ruszyłyśmy. Czekamy na odpowiedź, bo uzyskawszy od Kai maila wysłałam to wczoraj o 22.30.

Cóż jeszcze się stało? Ogólnie to ta zbiórka była krótka. Uzupełniałyśmy kronikę. Kronika miała straszne tyły. Czy ktoś może mi powiedzieć, kto był kronikarką w zeszłym roku? Niech pomyślę – może ja? What a shame po raz drugi. Ostatni wpis ze zbiórki w styczniu 2013. No cóż. Ale każda dostała jakieś wydarzenie i kartkę papieru i tworzyłyśmy.

Na koniec pogadałyśmy o zimowisku, minimalistycznych strojach fabularnych na świeczyska, układzie choreograficznym i paru innych sprawach. I na koniec – what a shame número tres. Mam nadzieję, że autoironia jest zdrowa. No cóż – na pewno zdrowsza niż całkowity brak dystansu do siebie.
Bo co Martusi przeszkadzało ostatnimi czasy? Brak <jej zdaniem> dbałości o modlitwę na rozpoczęcie i zakończenie zbiórki w zastępie. I co było jednym z jej planów na bycie zastępową? Tak, zgadliście, pilnowanie tejże modlitwy. A co Martusia zrobiła? Zastanawiała się, czy się pomodlić na koniec, czy nie. Tak, czy nie? Tak, czy nie? I w końcu stwierdziła, że nie. A Nacia zapytała, jak zbierałyśmy się do wyjścia, czy się nie modlimy na koniec. Bo w sumie to ona była gdzieśtam. I tam gdzieśtam tak było. I poczułam się trochę zawstydzona. Oczywiście. Tak. Miałyśmy się pomodlić na koniec. Tylko Martusia dała ciała. I co z pilnowaniem ideologii i idei i ideału, co?

No, to amen. Jak mówiłam, krótko było w sobotę. Krótko i z mojej strony nieogarnięcie. Co wcale nie znaczy, że mi się nie podobało. Podobało. Tylko to jest jeden z takich dni, które gdybym miała przeżyć jeszcze raz, zrobiłabym to inaczej w paru konkretnych punktach. Ale zbiórek przede mną dużo. Wykorzystam w przyszłości.

Pozdro 6000.

PS Wędrowiec do świtu jest najlepszą z 4 części Narnii jakie przeczytałam. 3 i 4 przeczytałam w ciągu ostatniego tygodnia :P. Aslan rządzi! 😀

PS 2 Ostatnio w wolnych chwilach ogarniam sobie nowe piosenki z takiego jednego śpiewnika. Możecie sobie ogarnąć, bo ładne. Najładniejsza według mnie 3), ale może to dlatego, że nauczyłam się jej dzisiaj i mam aktualnie właśnie na nią największą fazę :).

1) http://www.youtube.com/watch?v=VPl7C-sup4U
w bardziej ozdobionej wersji tu: http://www.youtube.com/watch?v=ZGs6iGyBDRM

2) http://aether.wrzuta.pl/audio/86OSHMPslru/w_kregu_watry

3) http://www.youtube.com/watch?v=OtFzGgJvS3s

PS 3  Syrop z cebuli skisł.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: