Na wiosnę będę jeździć na zbiórki rowerem / dinożarły.

No dobrze. Moje podejścia do zbiórek skrajnie się różnią jeśli chodzi o dni. W soboty mi się nie podobają, w niedziele już tak… 😛
Spotkałyśmy się koło 09:10 pod Rodzinką. Praktycznie wszystkie, oprócz Zosiana, któremu uciekło C. Btw to Zosian ma w końcu własny numer! 🙂
Ustaliwszy, że właściwie to w porównaniu do dni poprzednich jest ciepło, poszłyśmy do parku. Tam okazało się, że Zosian właśnie wysiadła na Tramwajowej. No i pojawił się pomysł, żeby się przed nią schować. Pomysł był niezły, ale nie bardzo miałam na to ochotę. Zostałam w każdym razie przegłosowana 4:1, więc stwierdziłam, że pomysł nie taki głupi. Renifer chowa się przed Zosianem Na zdjęciu – Renifer ukrywający się. Kto się postara, dostrzeże czapkę Zosiaka. Ja robiłam zdjęcie, więc osoby ukrywające się są 4.
Ja poszłam bardziej w bok. Trochę nie wiedziałyśmy, z której strony nasz ostatni członek przyczłapie, więc jak ją zauważyłam, a była jeszcze dość daleko, to dałam znać reszcie. I stałyśmy w ukryciu, a Zosian była coraz bliżej…
Jak już doszła, to usłyszałam takie niepewne trochę “Marta?” i po chwili zdecydowałam się wyjść. Zwłaszcza, że zapytała, czy to jakaś zasadzka, co w sumie oznaczało koniec zabawy. Zdradziła mnie… końcówka proporca :(.
Na dobry początek się pomodliłyśmy, a potem rozpoczęłyśmy pracę nad układem choreograficznym. Pierwszą część opanowałyśmy w jakieś 2h, skończymy za 2 tygodnie. Wyszło spoko. Na razie z 20 sekundową przygrywką mamy około minuty.
Potem zaczęłyśmy ogarniać warsztaty na zimowisko. Wyszło nam kilka pomysłów całkiem fajnych gier, przygotujemy je fizycznie również za 2 tygodnie. A tak w ogóle, to zbiórka będzie u Wiktorii :). No no… Dzieci <jakież to protekcjonalne> mi się wyrabiają C: . A potem Nacia musiała iść.
Ja byłam tak troszkę zirytowana, bo czas leciał, a przed nami zostało sporo z planu, a Zosian czasami zamiast myśleć o układzie ślizgała się po lodzie (no bo też prawda, że jak robimy układ 2h, to część się nudzi, ale ludzie mają tyle pomysłów i mówią wszyscy na raz, że nie da się tego zrobić szybciej :P). Powiedziałam dziewczynom co zostało i co z tym robimy dalej. Stwierdziłyśmy, że idziemy do księgarni, po drodze bawiąc się w odpowiedź pytaniem na pytanie.  Gra nie szła, ale kupiłyśmy krakersy. I nie spotkałyśmy też Mangusia :/. Dziwnie, myślałam, że się uda. Bo w sumie wracałyśmy chwilkę po 12.00, a to o 12.00 zdaje się wilczki kończą zbiórkę.
Kiedy wychodziłyśmy z parku Zosian jeszcze uraczyła nas bardzo smutną informacją, że najprawdopodobniej tę wodę, po której chodzimy, piły kiedyś dinozaury. I sikały nią.  Wywiązała się na ten temat niezła dyskusja. I tym sposobem wszyscy przestali pić wodę. I tym sposobem ludzkość wymarła.
Ale temat dla mnie był bardzo abstrakcyjny, więc (w sumie nie wiem dlaczego. Znaczy wiem. Żeby pokazać, że uważam ten temat nie był zbyt inteligentny. Ale nie wiem, czy ludzie na tyle mnie ogarniają, żeby wiedzieć, że to było po to.) stwierdziłam, że w takim razie oddychamy dinozaurzą uryną, bo w powietrzu, tak jak i w moczniku, znajduje się azot.
I tym sposobem wszyscy przestali oddychać. I tym sposobem wymarła ludzkość.
A w okolicy przystanku autobusowego na Monte Cassino czekała nas atrakcja dnia. Ludzie wracali z kuchni charytatywnej. I jeden pan zastąpił nam drogę. Gotuje się trochę we mnie. Nie wiem, staram się go zrozumieć, ale nie udaje się. Zastępowanie ludziom drogi to jest coś, czego bardzo nie lubię. Pech chciał (a może szczęście, a może przypadek, a może los, a może jeszcze coś innego), że na jakieś pół sekundy przed tym, jak ogarnęłam, co jest grane, zaczęłam dzwonić do babci. Więc bezdomny do nas gadał, a ja rozmowę z babcią starałam się maksymalnie skrócić. Została nam reszta z krakersów, więc zanim odłożyłam słuchawkę, dziewczyny się podzieliły. Nie lubię takich akcji. Bo:

1) bardzo nie lubię, jak ktoś zachodzi mi drogę. Z drugiej strony fakt, że inaczej byśmy po prostu przeszły obok niego i poszły dalej. I mógł potrzebować pomocy. Ale nic nie poradzę na to, że nie całkiem podoba mi się to co zrobił, choć cichy, cienki głosik w moim wnętrzu karci mnie, że może nie miał wyjścia.

2) Wyznaję zasadę (utwierdzona przez kilku ludzi, których znam i poważam, jeśli nie wielce, to przynajmniej wystarczająco), że nie daje się pieniędzy ludziom na ulicy. Owszem, można im kupić coś do jedzenia. Można. Jest to nawet chwalebne. Ale pieniędzy nie. I spróbowałabym w ten sposób, gdybym nie wybrała numeru o te pół sekundy za wcześnie.

3) Pomimo tego iż wyznaję ww. zasadę, to nie do końca sama się z nią godzę. Bo jak to? Harcerki uważane za dobro narodu i naczelne socorristas, jeśli tylko są w pobliżu, a tym bardziej harcerki, które katolickie i przysięgać pomagać bliźnim w cada necesidad, mają odmówić? I jak wytłumaczyć to reszcie? Że co? Nie da się ludziom wpoić czegoś, do czego słuszności nie jest się przekonanym, tak jak mam to właśnie ja.

4) Dookoła było tych bezdomnych dużo więcej. Czy ta sytuacja była fair wobec nich? Oni tylko patrzyli. Bardziej z ciekawością niż z solidarnością, ale było to dziwne.

Pan nas trochę przetrzymywał, licząc na to, że dostanie więcej pieniędzy. Zapytałam go, czy był w kuchni charytatywnej. Nie odpowiedział. Albo tak niewyraźnie, że nie wychwyciłam. Może tylko ja trafiam na takich, którzy nie odpowiadają, chociaż poprzedni był <powiedzmy> anglojęzyczny i łatwiej było udawać, że nie rozumie pytań w języku, w którym prosi o datek.
Kiedy już nam podziękował i pożyczył szczęścia in secula seculorum, udało nam się pójść dalej.

W księgarni okazało się, że przed 14.00 będziemy musiały sobie pójść, bo urodziny. No więc pobawiłyśmy się chwilę w pytaniem na pytanie, a potem w odpowiadanie na pytania “czy” bez użycia tak i nie. Narysowałyśmy jeden pomysł na scenę ogniskową i kilka innowacji, mdz. inn. ulepszenie kurtyny. Zosiak musiała sobie iść.
Na dworze uczyłyśmy się ave maria, a potem Zosian wymusiła na nas grę w chusty. Wiki oderwał się pasek od płaszcza, a mi znowu rozdarła spódnica. Myślę, że raczej na pewno zamówię sobie nową. W ostatniej wersji, kiedy grały we 3 na mnie, miałyśmy chusty w kieszeniach. Wylądowałam wtedy na ziemi. Cóż. W takich okolicznościach niestety udało im się wyrwać moją…
Uznawszy straty poszłyśmy do domków.

Za 2 tygodnie – witaj pizzerio. I pozdrawiam zdrowe odżywianie.

Aha, nie będę wiosną jeździć na zbiórki rowerem. Zapomniałam o proporcu.
Chyba, że przeprowadzi się do czołowej, którą już wtedy będę miała, albo będę kursować do dziadków, zabierać symbol jedności zastępu, zostawiać rower i dalej przeprawiać się komunikacją miejską.

Aha 2 – wychodzi na to, że jedziemy na Eurojam całym zastępem. Ogarnijcie to! 😀 Ale czad…CAM00785

Aha 3 – Zosian ze śnieżną lilijką

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: