Z dedykacją dla (C)Hanki Dó.

Dzięki której udała mi się ta zbiórka. Tzn. trochę dzięki niej. Reszta to oczywiście zasługa moja i mojego zastępu :P. Jak już napisałam zastępowa Bobera wbiła do nas do szkoły w czwartek rano, więc przy okazji zapytałam ją o to, czy one wszystkie zbiórki robią fabularne i dowiedziałam się, że tak. A ponieważ w piątek nie wzięłam stroju na wf, to miałam wolną lekcję i pomyślałam sobie “a czemu by nie spróbować?”.
I jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Jak zwykle byłam pod Rodziną chwilę przed 09.00, więc spróbowałam znaleźć sobie jakąś kryjówkę, z której mogłabym wyjść wtedy, kiedy wszystkie dziewczyny już się zbiorą. Bo jak by było inaczej? Trochę słabo, że na początku rozmawiałabym z nimi bez fabuły, a potem nagle jak wszystkie przyjdą to z. Ale ponieważ po 09.12 była tylko Natalia, a miało nas być 5, to stwierdziłam, że już wyjdę, żeby mi się dziecię nie wystraszyło. Ale żeby nie było, to wyszłam z fabułą. Co prawda na początku miałam problem z ustaleniem własnej płci, ale w końcu zdecydowałam się na żeńską. Póki co nikogo nie ma, ale muszą szybko przyjść. Bo jest problem. Trzeba obudzić śpiącą królewnę. Nacia zauważyła słusznie, że właściwie to powinien to zrobić książę, a ja potwierdziłam, że tak właśnie będzie.

Powoli przychodziły. Mery, kiedy dowiedziała się przez telefon, o co chodzi, to stwierdziła swoim bardzo Meryjnym głosem, że w takim razie się pośpieszy. Wiki też. No więc części powtórzyłam, a części opowiedziałam moją historię.

Powiedziałam, że na pewno znają historię, która miała miejsce w tym zamku nieopodal. Na chrzciny księżniczki zaproszono siedem dobrych wróżek i przygotowano siedem kompletów złotej zastawy. Ale nieoczekiwanie zjawiła się też zła wróżka, której królewska para nie mogła ugościć równie dobrze, jak reszty (kompletów sztućców było tylko 7). Dobre wróżki składały królewnie życzenia, tylko jedna schowała się za kotarą, żeby móc odmienić czar złej. To dzięki niej moja pani żyła. Żyła, ale spała od 100 lat. Wraz z nią zasnęło całe miasto.
Mogły się dziwić, dlaczego ja nie śpię. Otóż mój ojciec i dziad byli poza miastem, kiedy magia zaczęła działać. Znali tę historię, więc nie zbliżali się do zamku. Przekazali ją potem mnie, a ja stwierdziłam, że w końcu trzeba coś z tym zrobić.
Trzeba obudzić królewnę!
Dlatego posłałam po książęta z sąsiednich królestw, żeby przyjechali sprawdzić, czy dadzą radę uratować królewnę. Bardzo potrzebowałam pomocy, żeby odpowiednio ich ugościć.

Żeby jednak dobrze zacząć wyprawę, zaproponowałam, żeby się przed nią pomodlić. W ten sposób zaczęłyśmy zbiórkę. Spotkałyśmy też Koszatkę, ale że się wczułam, to stwierdziły, że nie będą przeszkadzać :P.

Zanim jednak ruszyłyśmy prosto w okolice zamku, udałyśmy się na stragan, żeby kupić jedzenie konieczne do przygotowania uczty dla przybyłych książąt.
Kiedy osiągnęłyśmy Park Szczytnicki, powiedziałam im, że nigdy bym sobie nie wybaczyła, gdyby książęta przyjechali, ale zrezygnowali z prób obudzenia  królewny, ze względu na to, że nie zostali odpowiednio przyjęci. Dlatego warto przygotować jakiś układ choreograficzny, zwłaszcza, że z tego co wiem mają jeden zaczęty. Udoskonalałyśmy go, aż do momentu, kiedy usłyszałam z daleka trąby nadjeżdżających władców. Tylko tutaj pojawił się pewien problem…

Trzeba było przekazać im z daleka wiadomość, gdzie znajduje się królewna. Morsem się nie da. Ja nie znam morsa. A jeśli ja nie znam morsa, żyjąc w tych okolicach od urodzenia, to książęta z pewnością też nie będą go znały. Wszyscy w tej okolicy posługują się semaforem…
Przeprowadziłam warsztaty, myślę, że część ogarnęła. Naci się trochę myliły strony, ale w większości byłam zadowolona z efektów.

Wyszłyśmy na drogę, ponieważ książęta się zbliżali, ja odeszłam kawałek dalej, żeby wskazać im drogę do zamku. Odebrałam od nich semafora. Trochę było z błędami, ale Mery tam ogarniała 🙂 :). Tzn. ktoś pokazywał literkę od czapy, a ona najpierw tłumaczyła, jak ma być, a jak ktoś dalej nie ogarniał, to mu ustawiała ręce :P.

Wróciły na miejsce, a ja poczekałam chwilę i poszłam za nimi.
Stała się rzecz straszna – wszyscy uciekli, pozostał tylko jeden książę. Wierzę, że to musi być ten jedyny, bo skoro los jest tak przychylny, że spotkałam dziewczyny, to cała akcja musi się udać. Ale właśnie na tego jednego księcia, kiedy zbliża się do zamku, zaczyna działać czar i zasypia.
Jedynym ratunkiem jest przygotowanie mu szybko czegoś do jedzenia, żeby się posilił!

Chciałyśmy zrobić sałatkę owocową, ale okazało się, że Wiki nie ogarnęła deski, noża ani nic… 😛 Na szczęście ja miałam 2 scyzoryki, a Zosiak pudełko z bezami. Przełożyłyśmy bezy do reklamówki, a sałatkę robiłyśmy w pudle. Ja wzięłam jedną bezę i pobiegłam przekazać ją księciu (tzn. zjeść za najbliższym niewidocznym drzewem :P), a potem wróciłam do sałatki.
Prowizorka jak nie wiem, no ale w końcu “harcerstwo to hardcore” :P. I wrzuciłam kiwi do błotka… 😦
Zjadłyśmy, ale potem trzeba było zrobić jeszcze jedną rzecz.

Dziewczyny zwróciły uwagę, że z zamku zaczynają wychodzić ludzie. To chyba miasto średnio śpi… No właśnie nie śpi! Książę obudził królewnę, więc i miasto się zbudziło! 😀

W końcu zawsze w bajkach, jak książę budzi królewnę, to potem biorą ślub. A nasz kościół jest zaniedbany, bo od 100 lat nikt go nie sprzątał. Trzeba go odpowiednio udekorować – może makramą?
Tak więc się jej uczyłyśmy i po kilku próbach nawet wyszło. Zosiak i Mery znały trochę inne wersje i Zosiak twierdziła, że źle jej wychodzi. Na to Mery rzuciła zbulwersowana: “no jak? No przecież dobrze ci wyszło!”.
Słusznie. Trzeba słuchać, jak Mery ma rację.

CAM00793 Wiki z makramą 😉CAM00794 i Zosiak z makramą 😉

A że przyszedł czas na wesele i okazało się, że Mery ma na telefonie taniec belgijski, to sobie potańczyłyśmy. Tzn. we 4, bo Wiki robiła na makramie bransoletkę. Śmiesznie było :).

CAM00801

Na koniec dziewczyny wypełniły mi małe ankietki – co lubią na zbiórkach, czego nie, ulubiona technika, takie tam… Może mi to coś pomoże xD.
Umówiłyśmy się, co zdrowego do jedzenia robimy za tydzień i w sumie to zakończyłyśmy zbiórkę. Ja tylko zostałam z Zosiakiem ogarniać, co jeszcze musi zrobić z ochotniczki.

No i niestety nie spotkałyśmy żadnego bohatera tej historii, chociaż Zosiak usiłowała się dowiedzieć, czy księciem będzie jakiś harcerz… 😛  Ale my musiałyśmy być cichymi bohaterami tej historii. Przecież to, że obudziłyśmy królewnę po 100 latach jest wystarczającą nagrodą, a królewna ma ważniejsze sprawy na głowie (taki tam np. ślub), żeby się odwdzięczać anonimowym dobroczyńcom…

Pozdro <3. Dobrej niedzieli.
Czeka mnie jeszcze dzisiaj wizyta u Faustyny, bo muszę się umówić z księdzem, czy będzie nam ktoś mógł otworzyć kościół i wystawić Najświętszy Sakrament, bo chcemy zrobić czuwanie. Chyba że poproszę Wiki – ma te kilkanaście km bliżej :P. Poproszę. Jak tylko oddzwoni :). To jest lepsza ajdija.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: