Dali mi mleczko :), na szczęście…

“Na brzegu błękitnej rzeczki
Mieszkają małe smuteczki.

Ten pierwszy jest z tego powodu,
Że nie wolno wchodzić do ogrodu.
Drugi – że woda nie chce być sucha.
Trzeci – że mucha wleciała do ucha.
A jeszcze, że kot musi drapać,
Że kura nie daje się złapać.
Ze nie można gryźć w nogę sąsiada
I że z nieba kiełbasa nie spada.
A ostatni smuteczek jest o to,
Ze człowiek jedzie, a pies musi biec piechotą.

Lecz wystarczy pieskowi dać mleczko
I już nie ma smuteczków nad rzeczką.”

No więc tak. Jak zwykle będzie chronologicznie. Sens umieszczenia tu wierszyka zostanie podany w trakcie.
Zebrałyśmy się pod kościołem św. Rodziny, wszystkie oprócz Wiktorii, u której miała być zbiórka. Jak już się zebrałyśmy, to poszłyśmy. I trafiłyśmy :).

Chociaż trzeba było być cicho, bo spała mama i brat Wiki, to po szturmie na łazienkę nastąpił szturm na kuchnię. Tam się pomodliłyśmy, a potem przystąpiłyśmy do tworzenia grzanek z masłem czosnkowym. Wyszły pyszne 🙂 :).

No więc brudne rzeczy wsadziłyśmy do zmywarki i poszłyśmy robić rozmówki. Ponieważ gonił nas ustalony z księdzem czas czuwania, to się musiałyśmy streszczać (mam nadzieję, że mój komputer wyciągnie dźwięk, bo to się nagrało masakrycznie cicho…). No ale w każdym razie potem (na 11.00) udałyśmy się do Faustyny. Wiktoria tak się umówiła z proboszczem, więc ok.
Jeśli chodzi o to czuwanie, to się stresowałam. NIGDY w życiu nie robiła czuwania. NIGDY w życiu na żadnym nie byłam. A z powodu sprawdzianów przygotowywałam je dopiero w piątek po południu. Kwestie praktyczne skonsultowałam z moją animatorką (oczywiście najlepszą na świecie, której się chciało o wpół do jedenastej pomagać nierozgarniętej młodej zastępowej). Ale ej, NIGDY wcześniej nie przeprowadzałam czuwania.

Tak. Proboszcz poszedł wystawić nam Najświętszy Sakrament, ale ja się z nim chciałam dogadać, co będzie, jak skończymy. Cóż. Zaczął cośtam mamrotać, że jak to pół godziny… Ale poszedł. I przyszedł. Zaintonowałam “Przed tak wielkim”. Nie wziął klucza do monstrancji, więc postawił kustodię na krawędzi okna i po niego poszedł. Ale że mamrotał, że pół godziny, to nie wiedziałam za bardzo, czy wróci, czy do tak pozostawionego Jezusa mamy się modlić… Wrócił. Wystawił.
Przeprowadziłam to czuwanie, które dla mnie nie było zbyt wiele warte, bo nie umiałam się skupić. Mam nadzieję, że chociaż coś we mnie zostanie ze względu na to, że je przygotowywałam.
Na koniec, po fragmencie Ewangelii i rozważaniu, pieśń uwielbienia (zgodnie z radą Oli – mojej <oczywiście najlepszej na świecie, której się chciało o wpół do jedenastej pomagać nierozgarniętej, młodej zastępowej> animatorki), ale że nie było to równoznaczne z procesem “wstawiania”, to stwierdziłam, że równie dobrze jak “Upadnij na kolana” i “Niechaj będzie pochwalony” nada się “Uwielbiajcie Pana”, które będzie zdecydowanie bardziej nasze.
Podeszłyśmy na plebanię, do proboszcza, żeby powiedzieć, że w sumie to skończyłyśmy i czy mógłby schować Najświętszy Sakrament. Ksiądz rzucił fochem, że jak to czuwanie trwające kwadrans i w takim razie to jak to on wystawiał Najświętszy Sakrament, a my na 15 minut. Sprawił mi tym trochę przykrość, bo żeby jeszcze chociaż porozmawiał i wyjaśnił, dlaczego uważa, że coś zrobiłyśmy źle. Zastanawiałam się, czy mówi ironicznie, czy serio, ale mojego pytania już nie usłyszał. Nie wiem, czy udawał, czy nie usłyszał naprawdę… W każdym razie miałam problem, czy rozpłakanie się przy zastępie będzie bardzo niepolityczne, czy nie. Histeryzować nie miałam zamiaru ani zanosić się łzami, więc uznałam, że mi wolno. Bo było mi przykro…

To prawda, że Wiki nie sprecyzowała, że to czuwanie ma być krótkie. I ta sytuacja wynikła ze wzajemnego niezrozumienia. Nie była zbyt przyjemna.

Poszłyśmy na plac zabaw gdzie, dla chwili wytchnienia, pograłyśmy w chusty. I w ninję. I skończyłyśmy układ choreograficzny. A potem wróciłyśmy na chwilę do domu Wiki, żeby Zosian mogła wziąć swoją grę o kulturze Francji i ją rozłożyć. Była bardzo fajna. My znajdowałyśmy hasła po francusku np. fettes, a ona nam o nich opowiadała.

Potem jeszcze trzeba było odbyć ostatni punkt, którym były warsztaty. Dziewczyny pomogły mi je ogarnąć, chociaż już były rozproszone. Ogarniały ze mną Wiki i Zosiak, Zosian ogarniała kronikę, a Mery i Nacia może też ogarniały, ale równolegle rysowały też komiks, więc niezbyt to było produktywne…

A potem pizza. Taak, pizza :). A na pizzy spotkanie z Julką :D. Oczywiście najbardziej wieszała się na niej Zosian. Ale wyszło bardzo miło.

Obiecałam im maila wieczorem, za którego się zaraz wezmę. Zaraz. Po ZUPEŁNYM resecie pod prysznicem. Może zostawię sobie PESEL i osobowość i jeszcze parę drobiazgów, ale muszę odpocząć. Mam nadzieję, że zimo zresetuje mnie bardziej. Bardziej dogłębnie :). Lepiej :). Będzie dobrze :). Jak to ostatnio już komuś mówiłam, ja w to nie wierzę. Ja to WIEM. Chociaż mam mniejsze podstawy do tego, żeby o tym mówić w ten sposób.

I mam nadzieję, że uda mi się jutro zabrać od Kasi chustę. Bardziej chodzi o fakt zaakceptowania straty niż o kwestie techniczne, ale mam nadzieję, że się uda. Chusty szczepu są potrzebne w szczepie <3. A szczególnie potrzebne na zimowisku, kiedy przysięg nowych członkiń będzie chyba ponad 4…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: