Wiki na wieki/ Łupaszka ukradziony!

sobota 08-03-2014

W sumie to nie lubię pieseła, ale dobra, zrobię to… Jej, tak bardzo radość! 😀 No bo… no bo TAK! Żeby było bardziej enigmatycznie to “mam swoje powody”.

A co do dzisiaj, to padam na twarz, chociaż kofeina zawarta w coli chyba działa, skoro piszę teraz. I z chwilowej miłości do muzyki Paweł Bębenek na słuchawkach. Też działa.
Moje wczorajsze podejście do zbiórki powinnam grzecznie pominąć, ze względu na 2. zadanie minimum z zielonego szlaku pionierki. Komu się będzie chciało, ten może sprawdzić, reszta może się domyślić. W każdym razie czułam absolutną beznadzieję i że to się nie może udać. Miałam ochotę wysłać im wszystkim sms-a, że odwołuję i spotykamy się za tydzień. Tak. Ale stwierdziłam, że nie ma opcji, żebym odwołała. Nie ja.

Z misternie uknutego w czwartek planu urwały się Zosian, bo chór i Wiki, bo ogarnęła, co ma zrobić w piątek o 22.30, no więc już by nie zdążyła. W takim razie, żeby nie skończyć o 11.00, tylko może trochę później, zdecydowałam się wykorzystać moją grę o żołnierzach wyklętych sprzed tygodnia.

Ponieważ złapałam trochę wcześniejszy autobus, stwierdziłam, że zdążę rozłożyć punkty przed 09.00. Musiałam jednak zadzwonić do Zosiaka, że niestety I’ll be late i ajm sory. Zastanawiałam się tylko, czy Zosia czasem nie dojeżdża od strony Sępolna i co będzie, jak się miniemy, bo musiałam zostawić jeszcze jeden punkt. Zgarnęli mnie po drodze, więc dojechawszy oznajmiłam reszcie “Mnie tu wcale nie ma” i poszłam pod sklep.

Kiedy zebrali się prawie wszyscy, pomodliłyśmy się na dobry początek, wręczyłam im list i podałam klucz do szyfru. Poszłam na mój punkt osobowy – nad rzekę i wyciągnęłam podręcznik od biologii. 

wtorek 11.03.2014 

Dobra, najwyraźniej Paweł Bębenek nie ma właściwości wybitnie pobudzających, skoro nie dałam rady tego wpisu skończyć. W sumie nie taka jego rola. Grunt, że ładnie pisze… 
A czytanie podręcznika od biologii się opłaciło, pomimo tego, że był za kolejnym razem już masakrycznie nudny, skoro dostałam ze sprawdzianu szósteczkę :). 
A wracając do soboty, to siedziałam i czytałam i siedziałam i jeszcze się nie nudziłam, jak po raz pierwszy zadzwoniła Wiki. Z jakimś pytaniem. Ale jak zaczęła mówić po polsku, to niestety musiałam ją naprostować, że hehe, że no in polish. Bo cykl <3. Dzwoniły jeszcze kilka razy, więc kiedy po 1,5h ciągle nie wyszły, podałam im miejsca, gdzie mają iść, czyli “yyy… skrzyżowanie Powstańców i Mote Cassino near the shop, Smętna – near the river”. Zadzwoniły po dłuższej chwili, że są na Libelta i nie mogą nic znaleźć… Skąd Libelta? Z mapy. No tak… Zostało tam “a”, bo jakoś musiałam w guglach zlokalizować pożądany kawałek miasta… 

Ale w końcu przyszły. I okazało się, że moje dzieci ogarniają musztrę same z siebie. Aż byłam zaskoczona :). Ach, jakże mylne jest przekonanie, że zastęp umie zawsze mniej niż zastępowa… 

Że zostało dużo czasu, to odprowadziłam do domku Basię, wyjadając koszatkową sałatkę owocową. Kiedy wracałam, ogarnęłam, że buchnęli nam jeden punkt –> dowódcę V brygady wileńskiej, czyli niejakiego Łupaszkę… 

Wróciły przed czasem, więc zdążyłyśmy się nauczyć kawałka Salve Regina, zanim przyszedł czas na Angelus Dominus. Po nim jeszcze rada i tworzenie scenariusza na przedstawienie na, jak to można roboczo nazwać “sobotę miłosierdzia”. No bo “sobota przed niedzielą miłosierdzia”, to trochę długa wersja… Ale to już po polsku.  
A wcześniej dostałam kartkę urodzinową :). Też angielską, bo z “najlepszymi życzeniami od reindeera” :). 

No i cóż. Gadanie po angielsku wychodziło moim zdaniem źle. Tzn. ja miałam tego dość i wszystkie tego polskiego trochę używałyśmy, a Zosiak całkiem, bo twierdzi, że nie umie. Więc wizja drugiej zbiórki w tej wersji nie była zbyt miła. A na radzie dowiedziałam się, że wszystkim się to podobało, bo “nie umiem, ale lubię, bo się uczę”. Ok. Odkrywam sens rad… 

A po stworzeniu szkicu scenariusza (takie tam combo – zastęp św. Faustyny w parafii św. Faustyny w sobotę miłosierdzia ustanowionym za pośrednictwem św. Faustyny zrobi przedstawienie o św. Faustynie) się pobawiłyśmy chwilę. Scenariusz napiszemy za tydzień. Rozdzielimy go na role i wgl. 

A po obiedzie u dziadków pojechałam na próbę scholi triduum. Jejku, cieszę się tym C:. Bo mam poczucie, że jestem tam trochę przypadkiem. Tzn. oni gadają o trójdźwiękach, partiach, oddechach, a ja wiem, że to jest wiedza podstawowa dla każdego chociaż trochę muzykującego i się powoli uczę :). W ogóle to w pewnym momencie na tej próbie pomyślałam sobie “ej, nie ma tak, Zosiak, wbijam do Ciebie na korki z muzyki”. I zdałam sobie sprawę, że kurczę połowa mojego zastępu jest muzyczna –> Zosiak + Zosian + Natalia. I Mery też jest muzyczna, ale nie w/po szkole muzycznej. No. 

A co do prób to zrezygnowali z tych w tygodniu, za to przedłużyli sobotnie. Zamiast trwać 3h, będą trwać 3,5. Mam nadzieję, że efekt będzie więcej niż zadowalający. I że uda mi się nie zacząć chrapać do mikrofonu na rezurekcji… 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: