Daily Archives: March 22, 2014

Dzień, którego nie spędziłam :)

Dziś nie wstałam o 05.45, nie poszłam na przystanek o 06.45, a o 7.45 nie wsiadłam do autokaru. Nie przysypiałam w nim przez 1,5h, czyli dokładnie do 09.30. To co zrobiłam o 09.30 było nieco inne, bowiem o 09.30 wstałam. Tak. Potem zjadłam śniadanie i zaczęłam intensywny dzień.
Nie pokonywałam kilometrów trasy po Wzgórzach Strzelińskich – najpierw jednak pokonałam w myślach cały tydzień i wypisałam wszystkie kroki, które w ciągu następnych 7 dni będę musiała postawić.
Nie było mnie też w kościele, choć przeszłam przez jego teren, idąc zanieść Dżastince lekcje. Wróciłam smutna, choć na pielgrzymce, pośród przyjaciół zapewne rozpierałaby mnie radość. Nie wiedziałam, jak bym wiedziała, co mam zrobić, dlaczego i po co jestem tam, gdzie jestem…
Przyszedł też jednak czas na małe radości. Radością mogą stać się różne rzeczy…  Wędrówka, śpiewanie… W tym momencie dnie, w którym bym śpiewała, nie śpiewałam, chyba że liczy się “Libre soy”. Ale wędrowałam. Nie była to mozolna wędrówka, bo cel zdobyłam szybko. Zamiast nieść plecak z wodą i wszystkimi potrzebnymi rzeczami kupiłam nowy. Do szkoły. Zamiast też wypróbowywać wciąż w miarę nowe buty na niepoznanym dotychczas terenie, kupiłam nowe adidasy.
Obiadu wcale nie zjadłam w gronie przyjaciół, poprzedziwszy go piosenką, ale ten rodzinny był naprawdę w porządku. Zamiast w drodze zjeść jabłko, do obiadu zjadłam trochę musu jabłkowego…
Można powiedzieć, że moje zajęcia, choć zapewne odbiegały tematyką od pielgrzymkowych, to były dość harcerskie, udało mi się bowiem komuś pomóc. Co prawda na pielgrzymce nie byłoby dużo czasu, żeby usiąść, tak się jednak zdarzyło, że jechałam tramwajem. Usiąść chciał pewien starszy pan, ale nie mógł, bo miejsce zajął mały, różowy plecaczek. Podróżując do Henrykowa nastawiałybyśmy się raczej na wzajemną integrację, ja poznałam kogoś nieznajomego. O 17.00 zajęcia jeszcze trwały, kiedy ja już swoje kończyłam. Za zostanie bohaterem dnia dostałam czekoladę :).

Nie stawiłam się na apelu o 17.30, natomiast chwilę po 17.00 stawiłam się w refektarzu. Nie wzbudzałam okrzyku, ale w inny sposób poruszałam struny głosowe. Śpiewałam aż do 20.30. Można powiedzieć, że ze świata muzyki powróciłam do Wrocławia trochę później, niż moi z pielgrzymki, ale znów nie była to podróż autobusem…

I tylko trochę zdziwiłam się, że Ania Pi. zdołała połączyć 2 moje dni, ten, który przeżyłam i ten, którego nie, w jeden. No cóż, ona nie kupowała plecaka i butów, bo gdybym nie zrobiła tego dzisiaj, to książki zaczęłyby mi wypadać dziurą. A poza tym nie czuję się jak zombie.

Czucie się jak zombie, jak się domyślacie, również było częścią dnia, którego (ale w tym wypadku na szczęście) nie przeżyłam :).

Pozdro!