Musicie być ze mną.

Brzmi psychologicznie, jest muzycznie. W kontekście tempa.
Zaczynam ogarniać chorał gregoriański. Tak pomalutku i nie całkiem, ale nie gubię się tak strasznie, jak na początku :). Chociaż cały chór się cieszy, jak robimy chorały… Przechodzimy na str. 22 – o, co za niespodzianka… neumy! pikalongi ❤

Do Dżastinki nie poszłam, bo do mnie zadzwoniła, że nie da rady się ze mną spotkać :(. Trochę byłam zrezygnowana z tego powodu, ale otrzymałam bardzo ładne pocieszenie. Jak wracałam ze szkoły, chodziło mi po głowie, żeby kogoś spotkać. Nie spotkałam, ale po południu była droga krzyżowa ulicami osiedla, którą ogarniała moja oaza. To było super :). Śpiew, deszcz i przyjaciele :). I jeszcze Katarzyna ze Sieny, mówiąca, że cokolwiek się dzieje, jakkolwiek wydawałoby się złe, jest dla nas najlepsze. I  czapla, wróble i deszcz :).

Dzisiaj wpuszczę zzz, ale na razie zbiórka. Bo tak. Wróciłam do domu około 21.00, zrobiłam mamie kawy i położyłam się spać. Potem jeszcze tylko przyszłam w kocu w roli upiora, prosić o wapno z witaminką c. Potrzebowałam bardzo, a teraz potrzebuję trochę mniej, przerwy kondycyjnej. Bo tak tu coś, tam coś innego i w końcu, cytując mojego węgierskiego kolegę Floriana “I feel like a zombie”. A zwróciłam uwagę na to, że jestem w cholerę, za przeproszeniem, zmęczona zwróciłam wtedy, kiedy z dzikim rechotem oznajmiłam, że za tydzień próba 15.30-21.30…

Kiedy rano podjechałam z tatą pod Rodzinę, to się zdziwiłam, bo na miejscu była, praktycznie zawsze spóźniona Zosian. Wow. Ale padało -,- Potem przyszła moja czołowa, a na końcu dojechała Zosiak. Hm… Ale zrobiło się 10 po, a nie było Mery. A ja się poprzedniego dnia gięłam, żeby zrobić galaretkę urodzinową :P. Zadzwoniłam, okazało się, że razem z Natalią są na zbiórce żywności w koronie… Tia, tentego. No to co? Przynajmniej zjemy galaretkę.

Ale księgarnia była jeszcze zamknięta i trzeba było wymyślić, co mamy ze sobą zrobić do jej otwarcia. Poszłyśmy na skrzyżowanie Partyzantów z Monte Cassino. Tam niby pod drzewami, więc miało mniej padać. Pomodliłyśmy się, potem chwilę pograłyśmy w berka (łapiemy “na byka” innymi słowy wbiegamy głową w ofiarę… :P) i ninje – najpierw klasycznie, ale kiedy odpadłam, razem z Zosiakiem grałyśmy na łokcie.

W księgarni Zosian zrobiła swoją grę o przewidywaniu pogody, a kiedy ją skończyłyśmy, zjadłyśmy z Chartem galaretkę pokoju. Hania chyba ma zdjęcia – zrobiłam z niej nożem wielką paćkę, więc jadłyśmy ją rękami. No i… Hania trochę cierpiała, bo Wielki Post i słodyczy niet.

Następnie ciąg dalszy pieśni maryjnej po łacinie. I próba do przedstawienia, które na bank trzeba będzie przesunąć (innymi słowy muszę iść do proboszcza – yummi). No. I Angelus Dominus, który nuntiavit ad Mariae, czy jakoś tak.

Chwilka na zaliczenie zadań – Zosiak mnie zdziebeczko przeraża i motywuje zarazem. Sporo ma z tej tropicielki :). Dobrze. Wkrótce będą 2 pionierki xD. Najpierw ja, potem ona. Przynajmniej ja tak to widzę xD. Może się doczekam. Swoją drogą mieć pionierkę w wieku 12/13 lat? Ambitnie :).

Po zbiórce jeszcze spotkanie ogarniawcze z Wiki. I wieczorek z pikalongami ( ❤ ).
Pozdro.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: