Maj, maj :) maj, maj :)

Prawie maj. I kiedy wyszłam dzisiaj ze szkoły ogarnęłam, że właśnie zaczyna się jedna z lepszych majówek mojego życia :).

Po pierwsze: koniec nauki. Najbliższa kartkówka to matma, ale to dopiero we wtorek. A matmę ogarniam. Trochę poćwiczę, ale ogarniam. A poza tym nic. Tak w kontraście do tego tygodnia, czyli wponiedziałekangielskiwewtorekbiologiaawśrodędwiehistorie. A te historie to sprawdziany, żeby było weselej. Duże. I tak naprawdę decydujące o ocenach końcoworocznych. Więc, jak się można domyślić, miałam w tym tygodniu dużo roboty. Dość. KONIEC TEGO :D.

Ale po dzisiejszym sprawdzianie z HH okazało się, że nie jest tak źle. A po sprawdzianie z historii, okazało się, że też nie tak źle. Choć to raczej nie tylko moja zasługa (no, I don’t mean cheating). Okaże się, jak przyjdą oceny :P.

Jutro wyjeżżdżżam do Szklarskiej. Będą 2 dni chodzenia po górach. Tak super :). Tak wow. Such wow. Mamma mia, ja naprawdę nabieram stylu gimbusowego… Wybaczcie mi.

A w sobotę… było dobrze. Zaskakująco. Frekwencja 100%, sesyjka zdjęciowa z Akelą i uro Mery :).
Nie rozumiem, ale im bardziej mam wrażenie, że zbiórka będzie beznadziejna, bo jest nieogarnięta i nic nie wyjdzie, tym jest lepiej. I poczułam zielony powerek i aurę sprzed 2 lat. Aurę, dzięki której zakochałam się w skautingu, a tak mi się jakoś ostatnio rozmywało. No i nie ma silnych, nie ma wątpliwości. Ecce es locus meus en terra.

Poszłyśmy za 11-tkę, zaczęłyśmy tańcem belgijskim :).
Potem warsztaty Mery o liczeniu wysokości drzewa i szerokości rzeki. Nie okazało się to wcale trudne. Z zapałem wyliczyłyśmy wysokość drzewa, kosza i latarni. Na szczęście Zosiak znała długość swojego kroku, bo inaczej byłoby trochę słabo.

Potem przyszedł czas na część Zosiaka. Czyli… <tropicielko, przybywaj!> grę o życiu Maryi. Ciut piekielną <3. Umiłowanie mądrości wręczyło nam Pismo Święte i kazało przygotować co najmniej dwuminutowe przedstawienie. I nie żeby coś sugerowała, ale fajnie było, jak na zimowisku w scenkach każdy miał swoją technikę.

Ostatecznie stanęło na tym, że każda scenka w innej technice. A wyszło tak, że były zwykłe, jedna na bazie robotów, a reszta pantomina (bądź nie całkiem) z podkładem muzycznym. Ale było polewczo. Świetnie się bawiłam. Może dlatego, że sobie na to pozwoliłam? Takie zbiórki mogłyby być zawsze. Ale niestety nie wiem, dlaczego ta aż tak bardzo wyszła :/.

A kiedy już przedstawiłyśmy nasze dzieło (które Zosia nakręciła), Zosian rozkładała swoją grę. A my, żeby nie przeszkadzać, poszłyśmy pograć w ninję na boisko. Zosian musiała swoją grę pokroić, gra była w tortownicy, a ja miałam świeczkę. A Mery, przed ostatnią zbiórką, urodziny.

Smacznie :). I pozytywnie – poszłyśmy się podzielić z Orłem, chociaż to było magiczne, że ja nie miałam żadnych oporów, a dziewczyny tak. No ale nie wszystkie 😛 – w Orle jest brat Zosiaka i kuzyn Natalki :).

Na koniec Salve Regina, w czasie którego wbiły do nas szefowe 2GW. Też dostały ciasto :).

No. Opis nie jest zbyt porywający. Nie skupiłam się. Może. Może tracę talent i lotność (nie jestem helem ani Helą, ba dum tss). A może mi się nie chciało. A może ciągle pokutuje poczucie braku czasu. A może…

nieważne :). Jutro wyjeżdżam. Będzie super :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: