Na stadionie 5 minut = 15, 30s = 40s, a już znaczy za 2- minut. Czyli dlaczego nie lubię imprez masowych – okłamują ludzi… :P

O, internet siadł :/. No nic. Zrobi się wpis na komputerze, a potem się skopiuje i wrzuci.

Mam trochę radosnych informacji. Pierwsza z nich jest taka, że mam czas na to, żeby pisać wtedy, kiedy mam na to ochotę. Chyba właśnie dlatego wpisy pojawiają się z niezwyczajną częstotliwością.

Śpieszę przedstawić relację z kilku ostatnich dni. Było gorąco <nie zapomnij napisać o tym na fejskiju, hue hue>, było ciekawie… Zabawa niby też była, z tą radością trochę gorzej. Ale dużo się działo :).

We wtorek pozwolono mi olać szkołę, bo jako klasowa siłaczka (której zasięg pchnięcia kulą z zeszłego roku niewiadomym sposobem zmniejszył się o metr) jechałam na stadion przeciągać linę konopną. No więc poszłam tylko na religię [1] , a potem ze Stopiakiem (i dużą bandą innych ludzi od nas ze szkoły) tramwajem na stadion. Nie, nie będę pomijać tego, że przy TGG tramwaje stanęły. Pozdro 6000. Ale spokojnie, nie postały długo.

Nie wiem, czy wolno mi wyrazić swoją opinię. Nie wiem, czy ona kogokolwiek obchodzi. Akcja była z fetą. Np. sygnał do rozpoczęcia dali dwaj spadochroniarze, zlatujący na murawę. Ale wydaje mi się, że dało się to zorganizować lepiej.

Dla niebędących w temacie: na stadionie wrocławskim odbyły się wczoraj zawody sportów dziwnych. Takie tam ergowiosła, korfball, sumo, przeciąganie liny, ultimata frisbee, biegi na orientację, karate, strzelectwo… I to wszystko jednego dnia.

Problem polegał na tym, że lina była bliżej końca niż początku imprezy, więc miałyśmy z Basią trochę problem. Następnego dnia, czyli dzisiaj, miałyśmy iść do przedszkola z drugimi zajęciami z pierwszej pomocy, więc o 14.25 zaczynało się nasze kółko – ostatnia próba przed wyjściem. Przeciąganie liny skończyło się chwilkę po 14.00. A z Pilczyc trzeba było jeszcze dojechać. Spóźniłyśmy się tak z pół godziny. P. Maciusiak nas nie zabiła. Miło z jej strony.

Trening, pewnie ze względu na upał, był w miarę na lajcie. Ale i tak nie zapomnę siostry, mówiącej, że kto nie przyjdzie na mszę na zakończenie roku to „ręka, noga, mózg na ścianie, a oczy na widelcu” po czym dodającą spokojnym, słodkim tonem „No, msza będzie w naszym domu, ksiądz jest już zamówiony…”.

A dzisiaj przedszkolaki :). Nawet lepiej mi się pracowało z dziećmi niż ostatnio, ale słoneczko chyba przegrzało mi czerep, ponieważ po wyjściu byłyśmy z reszty lekcji ZWOLNIONE. A co zrobiła Martusia? Wróciła na pół hiszpańskiego i historię. No bo przecież kocham Wiśniak. Zapomniałam :P.

Aha, dostałyśmy w ramach podziękowania Seraphinusa. No… Kto zgadnie, co jest w środku, przy następnej okazji dostanie ode mnie czekoladę, tylko niech wstawi komentarz. Zdjęcie z zawartością następnym razem. W każdym razie, jakby to określiła Xenia, zawartość jest bardzo barankowa ;).

CAM01292

[1] trzeba się ogarnąć. Ale to we wrześniu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: