Przepraszam, czy Pan jest ojcem mojego dziecka?

Nie wiem, czy nie było błędem danie mojej grupie adresu do smoka. Wchodzę do statystyk i przeżywam mały zonk, bo 130 wejść. Dobrze jak nigdy. Dla informacji – pomijając to, co pisałam we wrześniu, teraz już uważam, że moja klasa jest całkiem spoko. Przyzwyczaiłam się :P.

Udało mi się przekonać tatę do tego, że zawiezienie mnie na zakończenie roku to świetny pomysł. Bo jestem geniuszem – o tym jeszcze nie wspomniałam. Basia wysłała do nas maila, że na grę, która miała się odbyć na zbiórce drużyny każdy zastęp ma wziąć kompas. Pomyślałam sobie – spoko. Przecież kompas wisi przy naszym proporcu. Tak. Proporcu. O o… Proporzec w poprzednią sobotę został u dziadków. Tak więc dzięki podwózce nie musiałam wstawać dużo wcześniej, żeby przed mszą zdążyć wpaść do dziadków po Renia :). Cichutko tylko dodam, że zapomniałam też, że kompas został zdjęty z proporca na czas naszego biwaku w Sulistrowiczkach. Nieważne.

Msza jak to msza. Ogarniałyśmy śpiew, Zosiak znowu grała Witaj Pokarmie, do reszty grała nasza szczepowa, z akompaniamentem Agi i Nati. Zakończenie było w sumie krótkie, przy wałach. Potem chwila na ogarnięcie dokumentów… i tu padł tytuł. Ciekawie było. Bo podszedł do mnie z dokumentami jakiś tata, a ja nie kojarzyłam, żeby był rodzicem którejś z moich dziewczyn. I miałam rację, jego dziecko należy do Koszatki. Aczkolwiek warto analizować, co się mówi :P.

I ładne hasło jednej z mam, wręczającej dokumenty swoich dzieci Basi – “No, tylko grupy krwi nie wpisałam. Bo ja nie wiem, jaką wy macie grupę krwi. Wpiszę swoją, a okaże się, że macie Franka, potem wam będą przetaczać i zamienicie się w jakiegoś mamuta…”. Rodzice są fajni, niektórzy :P.

Basia robiła jeszcze zdjęcia do identyfikatorów na eurojam. Jejku, on się zbliża. Nie mogę się doczekać, a zarazem staję się Sokratesem… Jest tyle do ogarnięcia – a w lipcu będzie jeszcze więcej.

Potem zz zaczął rozkładać punkty na grę, a Basia P. wprowadziła dzieci w fabułę Dziewczynki z zapałkami. Dziewczynka umarła, ale Andersen bardzo chciał zmienić zakończenie bajki, bo stwierdził, że jest zbyt smutna. Nasza drużyna miała jej pomóc.

Po zostawieniu karteczek na właściwych miejscach poszłam na ostatni punkt na jazie, spotykając po drodze Kaję i Nati. Czekając na dziewczyny, które nie chodziły zastępami, tylko w wymieszanych grupkach, pozaliczałam sprawności u Nati. W ogóle trochę to śmieszne – zaczynam być zależna od jednej rodziny, jeśli o nie chodzi. Przepraszam, ale już sobie wyobrażam następny SH i śmiać mi się chce – “Proszę o przyznanie rysowniczki, sportsmenki, animatorki gier zespołowych, higienistki i łączniczki” xD. Dużo trochę, nie?

Potem wróciłam do domu i zaczęłam się trochę ogarniać. Trochę z życiem, a trochę na imprezę. Ale o tym potem, bo teraz mi się nie chce :P.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: