Hahaha, odespałam 18-tkę. Po tygodniu…

No więc tak: pierwsza 18-tka w moim życiu była udana. Bardzo :).
Impreza teoretycznie startowała o 19.00 w Sulistrowicach, ale z Ulą umówiłyśmy się na 19.00. W końcu wyszło tak, że wyjechałyśmy o 19.30, ale nieważne. W każdym razie zaliczyłyśmy mały zonk, kiedy podjechało na stację ich auto. Byłyśmy przekonane, że zabiera je któryś z rodziców – kierowała Ula. Jak wyjeżdżałyśmy z miasta (to tak w ramach dygresji, jakby się ktoś pytał) trochę padało i na niebie się zrobiły 2 super tęcze. Jedna megawyraźna, jakiej nie widziałam chyba nigdy wcześniej, a druga trochę słabsza, ale za to z odwróconymi kolorami. Nie wiedziałam, że tak się da…

Dotarłyśmy po mniej więcej godzinie jazdy i przydało się to, że z Julką jechałyśmy do Sulistrowiczek 2 tygodnie wcześniej. Mogłyśmy utwierdzać Ulę w przekonaniu, że jedziemy dobrze.

To może teraz mała charakterystyka gości. Jakby to określiła Xenia, towarzystwo raczej barankowe. Większość, albo prawie większość, z Zawiszy, spora część z muzycznej + grupa ze scholi. I pewnie inni, nie wiem, raczej wszystkich nie znałam. Było nas dużo, generalnie :P. No i sporą grupę stanowili szefowie, lat dwadzieściakilka. Najstarszy był brat Wery – niby 29 lat, a proszę, jak się wpasował.

Impreza w sumie przenosiła się z miejsca na miejsce – część wybrała na stałe miejsce przebywania kuchnię, a były to m.in. Basia i Julka, a część przenosiła się od salonu (chyba… parkietu?… miejsca do tańca w każdym razie) do ogniska. Spoko się gadało, Julianna otrzymała podwójne zaproszenie do ogniska młodych przewodniczek ;).

Hehe, możecie się dziwić, wiecie? Jak nas było moim zdaniem dobrze ponad 30 osób, tak były 2 butelki szampana i w sumie jeszcze jakieś piwo. I było fajnie. Dużo zależy od ludzi, to na pewno. Ale ej – to tak tylko moje wrażenia przeciwko twierdzeniu, że się nie da bawić bez alkoholu… Ale bez belgijki i skrzypka już się nie da, a i macarena pomaga…

Rzadko mi się  zdarza tak, żebym zazdrościła sobie samej. A tak stałam nad ogniskiem, śpiewaliśmy coś (no bo Witek, jak przystało na Witka wziął gitarę i robił z niej użytek). W ogóle to nie wiem, czy wszyscy prowadzący scholi są tacy sami? Bo Witek bardzo pasuje charakterem do Czesia… Identyczni nie są, ale zdecydowanie podobni. Gitara, ognisko, śpiew – generalnie klimat. To trzeba poczuć :D.
A hity leciały z jednej strony w stylu “będzie zabawa” – ale to tylko refren i tylko raz, “Morskie opowieści” – poznałam zwrotki, o których nie miałam pojęcia. Taka na przykład o rowerze wodnym, ewentualnie “Trzymaj mnie bo będę rzygał x3, Trzymaj mnie, bo rzygam!”. Albo o drzewie. Tak, to też było dobre.
No i Kaczmarski – “Sen Katarzyny II” i “Obława” :).
Na samym początku siedzieliśmy przy ognisku i jedliśmy kiełbachy i tosty, ale w sumie część wróciła, a potem zaczęło padać. Jak zaczęło padać, to wrócili już wszyscy. Ale można było zrobić użytek z laptopa, głośników i pendrive’ów. W sumie jak już włączyliśmy w domku muzykę, to parkiet zdominowały pary (taka tam hufcowa, szefowa Rity, drużynowa 6. …) Ale w końcu wszystkim udało się potańczyć. Niby się nie tańczy w kółeczkach. Ale jak to nie, jak tak? 😛

I przyjeżdżając o tej 20.30 przegapiłyśmy 1. pokaz filmu z życzeniami, który montowała firma Akela i spółka. Spoko, puścili nam potem jeszcze raz. Wow, niektóre były naprawdę kreatywne. Taka tam Aga (dla niewtajemniczonych – gra, bądź grywa w Sztampie, a moim zdaniem talent ma zdecydowanie, co objawiła będąc duchem woźnej na zlocie) ucharakteryzowała się na dziecko i nagrała życzenia razem ze swoim misiem, na koniec proponując, żeby Weronika wchodząc w dorosłość oddała im np. swoje zabawki :). Albo Witek z Gosią nagrali życzenia śpiewane w czterogłosie na melodię “Raduj się ziemio”. I dzięki temu dostali szansę nagrania się w studiu, bo komuś na imprezie się spodobało.

Czadowo się też wychodziło i patrzyło w gwiazdy – nie możesz znaleźć Małego Wozu? Spoko, namiestniczka pomoże :P.

No tak… W sumie to pierwsza duża ekipa zebrała się chyba koło 01.00. Ja miałam zamiar nocować. Największy kryzys miałam chyba o 02.00, kiedy zastanawiałam się, czy aby na pewno nikt nie wraca wcześniej i nie mogłabym się z nim zabrać, ewentualnie “spać, spać, pozwólcie mi spać, ja będę grzeczna”. No ale Akeli (tak, ja wiem, że Akela też ma imię. Jednak będzie Akelą. Sorka.) udało się mnie dość skutecznie obudzić, pytając czy mam łaskotki i zaczynając je stosować :P.

A koło 03.00 z głośników zaczęło lecieć “Jest już ciemno” – no ale stwierdziliśmy, że coś trochę nie pasuje, bo właśnie zaczynało świtać… I wróciliśmy do ogniska. Tam dość wiernie trzymaliśmy się czasu. Teraz leciały głównie hity SDM-u, ale na “Czarnego bluesa o czwartej nad ranem” faktycznie czekaliśmy do 04.00. Potem już ciurkiem – “Każdy wschód słońca” – Martusia approves, bo znałam do tej pory refren, a tak się nauczyłam zwrotek. Ale to też trochę charakteryzuje grupę, jaka tam była obecna – śpiewamy piosenkę religijną na dzień dobry – a spoko :).  No i “Opadły mgły, wstaje nowy dzień”, ewentualnie “Czas wieczorny” – żeby było też coś ze śpiewnika żółtej gałęzi.

No i Akela wzięła aparat i robiła sesyjkę płomieniom. Miałyśmy trochę bekę, bo zrobiła portret Ducha Świętego. Ogarniałyśmy, w co się układają płomienie, a jeden wyglądał perfidnie jak gołębica w koronie. Potem już takich super nie było – tylko rekin młot, ewentualnie syrenka :P.

W końcu poszliśmy spać chyba koło 5.00. Przynajmniej ja, bo siedząc z Basią w fotelach przedstawiałyśmy obraz nędzy i rozpaczy. No. Ja wymiękłam, trochę później chociaż chwilkę pospać przyszła Akela, a Natka nam się władowała na trzeciego. Spałam może z 1,5h.

Rano w sumie zdecydowałam, że byłoby fajnie być w domu o jakiejś ludzkiej godzinie, więc poprosiłam tatę, żeby mnie jednak wziął. Trochę się nie mogliśmy znaleźć, ale w końcu się udało. Wróciłam.

A jeszcze tylko wspomnę, jaki był czad wieczorem na mszy – było nas… uwaga (niech policzę… Czesiu, Piotrek, Karol, Dominik, Wiktoria, Ewelina, Ola, Ania, Julianna, Aga i ja)- 11! – kiedy zwykle ledwo dobijamy do 4. I dlatego “Wierzę w Ciebie, Panie” mogliśmy śpiewać w dwugłosie sopran-bas :D. I dzisiaj mnie ten bas męczył.

Cuuudnie :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: