Obóz obozów :D

Może tylko na początek małe wyjaśnienie. Nie miałam pomysłu na ten wpis. Dlatego właśnie się nie pojawiał. A dzieło w podobnej formie znalazłam robiąc u siebie porządek i pomyślałam – dlaczego nie? 🙂

Jak ci się podobał eurojam?

 

Szczerze? To zależy. Teraz, kiedy jestem już w domu – umyta, najedzona i wyspana, to myślę, że bardzo mi się podobał (śmiech). Człowiek w lesie myśli inaczej. Tam byłam już zmęczona – jak chyba wszyscy.

Udało ci się spełnić swoje obozowe zamiary?

 

Różnie. Jeden na pewno, bo przeżyłam (śmiech). Chciałam skończyć na obozie stopień, a to trochę nie wyszło. Podobnie z łączniczką. Ale za to udało mi się zdobyć 5 innych sprawności (w tym unikat – reporterkę gazety eurojamowej), więc z tego jestem bardzo zadowolona.

Uważam też za moją wielką radość to, że zrobiłam tablicę ogłoszeń tak, jak planowałam to w domu :). Dziewczynom podobały się kawały, choć przez deszcz nie zmieniałam wystawy codziennie. Chyba nie miałam zbyt wielu planów na ten obóz.

Najcięższa była pionierka?

 

Nie, chyba tym razem nie. Chociaż zależy, o czym mówimy. Wagowo była na pewno cięższa niż w zeszłym roku ;). Bardzo miłe było to, że podczas niej nie padało.

Na początku wszyscy byli źli. Po pierwsze, kiedy z zastępowymi przyszłyśmy wybierać miejsce na platformę, to przywitało nas morze paproci – to jednak nie był duży problem, bo było wiadomo, że za 2 dni będą już udeptane. Gorszy był fakt braku dobrych miejsc na platformę – nie wszyscy znaleźli 4 drzewa, a w końcu i tak trzeba było wkopywać żerdki. Ślę specjalne podziękowania dla Zosiaka, za znalezienie 5 drzew – lepszego miejsca chyba tam nie było ;). No tak… żerdki były drugim hitem… Projekty robiłyśmy na 25 żerdzi = ok. 65m drewna. Na miejscu okazało się, że będzie ich 15. A były w większości na tyle ciężkie, że i tak cieszyłyśmy się, że nie było ich więcej. Dodatkowej wesołości dostarczyło to, że są strasznie krótkie – trzeba było zmieniać projekty i kombinować, jak połączyć 2 żerdki w jedną, żeby to się trzymało. Bez wsparcia świdra, który chyba i tak niewiele by dał, bo 30cm w głąb ziemi zaczynał się beton. Aha, jeszcze a propos wagi i długości – na stosach leżały też dłuższe żerdzie, ale nie pozwalali nam ich brać. Raz wzięłyśmy jedną na maszty dla biwaku. Było ciężko ją unieść w 8 osób…

Czy eurojam bardzo różnił się od zwykłego obozu?

 

Pewnie :). Na zwykłym nie ma tylu ludzi. A tym bardziej tylu obcokrajowców. Na zwykłym obozie na więcej rzeczy jest wpływ (i nie ma warty francuskiej :P). Na zwykłym obozie są warty i ogniska. No i zwykle obóz nie jest we Francji i nie ma tylu kleszczy…

Co cię zaskoczyło?

 

Konkurs kulinarny :P. I wielkie gry. Po pierwsze to, że pytania na eurojamowej były takie łatwe. Po drugie to, że nasza się odbyła – choć była do przewidzenia, to się jej nie spodziewałam. Zaskoczyła mnie pogoda – niby było wiadomo, że Normandia jest deszczowa, ale nie sądziłam, że kalosze będą aż tak potrzebne. Zaskoczyło mnie, że przed naszym wyjazdem dużo rzeczy już było zwiniętych (patrz: mostek, toi toi). I byłam zaskoczona błotem, które raz tak mnie zaatakowało, że usiadłam na mostku xD.

Udało wam się kogoś poznać?

 

Taaaaak! Nasze kochane Wapiti! ❤ ❤ ❤

Poznałyśmy się, kiedy przez ponad godzinę czekałyśmy na inne zastępy w miejscu rozpoczęcia wielkiej gry. Strasznie dużo mają ludzi na „a” – Axelle, Adele, Audrey, Albane, a poza nimi Marie, Blandine i Sybille. Potem w sumie to spotykałyśmy się przy każdej okazji – byłyśmy parą na vincite, adiungite, przyszłyśmy na cognoscite i na naszej WG. Krzyczałyśmy przed jedzeniem ich cześć i chwałę :).

No i oczywiście inne zastępy, z którymi byłyśmy sparowane. Takiego liska na przykład :). Albo (przynajmniej ja czuję integrację) zastępową jednej niemieckiej Gazeli.

Znalazłyśmy też francuskiego Renifera, ale tu integracji wielkiej nie było.

O czym każdemu opowiadasz, kiedy mówisz o eurojamie?

 

O pogodzie, która była zawsze wtedy, kiedy była potrzebna, chociaż przez resztę tygodnia padało. O błotku. O św. Ricie, o której skutecznym orędownictwie dowiedziałam się od Werki i postanowiłam spróbować (przy okazji, dzięki za obiad, bo wydawało się już, że raczej go nie zjemy…) :). No i o Paryżu!

Ile eurojam miał w sobie z normalnego obozu?

 

Chyba sporo. No bo właściwie elementy były podobne – warsztaty, zabawy… Tylko wszystko odbywało się w zupełnie innym klimacie.

Co będziesz wspominać najmilej?

 

Śmiałam się, że bardzo czekałam na obóz, a w sumie najbardziej podobała mi się ceremonia zamknięcia i dni, które były ogarnięte już przez naszego kraala :P. Chyba trochę brakowało mi „normalności” – dlatego spodobał mi się choćby konkurs kulinarny, choć był dość nieoczekiwany (szczególnie, że średnio nam wyszły racuchy na gaudete). W każdym razie najmilsze były dla mnie ostatnie dni :).

Czego wg ciebie nie mówi skaut na eurojamie?

 

Może to, co przychodzi mi na myśl, jest trochę smutne, ale myślę, że nie mówi „Jest super i mógłbym tu zostać do końca wakacji!”. Pomimo tego, że chłopaki w 1944 mieli gorzej, to chyba wszystkim dał w kość klimat Saint Evroult Notre Dame du Bois ;).

Co ci się najbardziej podobało?

 

Ludzie. Zacieśnienie relacji z jednymi i lepsze poznanie się. Odnowienie relacji z innymi (co bardzo przywodziło na myśl stare czasy) :). Poznanie kompletnie nowych osób. Ewentualnie jeszcze ogarnięcie, kto jest kim. No i to, że Renio masowo zaliczał zadania :P.

Czego ci żal?

 

Tego, że w końcu nie mamy kontaktu do Wapiti.

Tego, że od września w ZZ-cie nie będzie Basi, Agi i Doris.

Tego, że nie udało się z pionierką i jeszcze muszę się nad nią pomęczyć (już niedługo :P).

Więcej grzechów nie pamiętam.

Hit eurojamu?

 

Od patrzenia na chłopców zachodzi się w ciążę – zdecydowanie to :D.

Magiczne momenty?

 

Błogosławieństwo na świeczysku.

[Świeczyska były super!]

O czym nie wspomniałaś, a czujesz, że musisz? 😛

 

O tym, że uzupełniłam mój śpiewnik o zyliard nowych rzeczy.

O tym, że hitem obozu było też „To szczęśliwy dzień, dziękuję Bogu za pogodę” śpiewane w ulewie. O tym, że żałuję, że nie było na nic czasu, w tym szczególnie na tempu Verbi. O tym, że mogłam śpiewać z Agą hity oazowe i uczyć się 2. głosów podsłuchując Legnicę. O tym, że gubienie zastępu było dość słabym motywem. O tym, że dziękuję Kraalowi za tachanie jedzenia i herbatki. O tym, że nocna adoracja była super, tylko szkoda, że się spóźniłyśmy potem rano. O tym, że dużo się na tym obozie śpiewało, co też bardzo lubię. O tym, że przyrzeczenia w Paryżu musiały być dla dziewczyn magiczne. O „fajnym” nastawieniu kierowców na początku drogi powrotnej. O tym, że miałam 4-5 pryczy na tym obozie xD. O tym, że nie kminię godzin palenia ognia. A co do zamiarów, to chciałam jeszcze pisać ludziom w libellusach „See you In heaven”, ale zrezygnowałam, a poza tym mało kto miał libellusa. I wszyscy chcieli się wymieniać elementami mundurów. I to, jak wkręcałyśmy Kraala, a on nas. I chipsy – legalnie. +Chipsy i rodzynki na radzie i sądzie. +Tona bagietek i szynki. I kazania – „Odwagi, Bóg cię kocha!”.

No, to chyba tyle moich wynurzeń :D.

Jadę za 10 lat :D.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: