Przepraszamy, tytuł został usunięty przez użytkownika, ze względu na tajemnicę sądu honorowego.

Tak. No bo sąd honorowy jest zawsze taki poważny,  że trzeba czasem przełamać rutynę ;).

Wróciła. Oczywiście niewyspana, ale nie wiem, czy na wyjazdach harcerskich da radę inaczej :P. I tak nie przebije Basi, która położyła się o 4.00…

Temat zlotu 2014: Witold Pilecki
miejsce: Bolesławiec, szkoła zakonu pijarów i okolice
czas: 7-9.11.2014
obecni: 2DW (Chart, Renifer, Sarna, Koszatka), 4DW (Bóbr, Żaba, Foka), 6DW (Drozd, Wilk), 2DOl (Pszczoła, Wiewiórka), 2DRz (Rudzik, Skowronek, Czapla, Mewa), bluSZcz dolnośląski (Sowa, Łoś, Jaskółka)
szefowie: dużo, jak zawsze 😉
wyjazd: 19:58
zbiórka: 19:30…

No właśnie, to może od tej zbiórki zacznę. Bo to ciekawa historia.

Kiedy wracałam ze szkoły, utknęłam w megakorku. Ktoś mądry postanowił zamknąć nasz przejazd na 20 minut przed przejazdem pociągu i tak sobie staliśmy, czekając na zbawienie. Kiedy się otworzył, okazało się, że korek zaczyna się jeszcze wcześniej, więc urządziłam sobie spacer do domu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że chciałam zdążyć na grupkę.
Formujemy się we 2 + animatorka, a że Kasi miało nie być, to umówiłam się z Olą nie na 17.00, ale na 17.20 (dopiero 5 po byłam w domu – niedopakowana, bez obiadu, nieumyta z wizją 2 dni bez prysznica). Skończyło się to tak, że przyszłam do naszej salki, powiedziałam Oli, żeby mnie nie zabijała, bo zasadniczo, to muszę już iść…
Powtórka z poprzedniego tygodnia – tylko wtedy to Oli nie było, bo ona utknęła w korku i ona odwołała grupkę… Słabo wyszło.

Więc z perspektywą stania w korku (który nieco krótszy ustawił się w czasie mojej drogi do domu w stronę centrum) wyjechałam na dworzec godzinę przed czasem. Dojechałam w 20 minut. Niby fajnie, a jednak to znaczyło, że z grupką byśmy zdążyły. No ale prorokiem nie jestem, żeby takie rzeczy wiedzieć :(. W każdym razie mogłam się spotkać z częścią czwartej i Chanką Dónajską, poczekać z nimi na resztę i porapować o Basi (Ola ma bardzo fajną aplikację :P).

Ale dobrze, zebrałyśmy się i pojechały. I to w dodatku z przyboczną.
Jechałyśmy późno, więc i dojechałyśmy późno – w szkole byłyśmy jakoś przed 22.00. Po drodze grając w kalambury (już-nie-wilczki okazały się lepsze niż moja grupa obozowa z 6-tej klasy – zgadły “Być jedną nogą w grobie”, co wcale nie jest najłatwiejsze). Trzeba przyznać, że Weronika <patrz: nasza przyboczna> chyba bardziej nadaje się do gromady. Nawet studiuje coś takiego, że potem będzie pracować jako przedszkolanka albo nauczycielka w klasach 1-3.

Długo nie bardzo wiedziałyśmy, co ze sobą zrobić, aż w końcu wybrałyśmy się z tym problemem do Basi :P. Wysłałyśmy ludzi spać koło północy, a same poszłyśmy na sąd z podsumowaniem cyklu. Trzeba było widzieć Nati skaczącą z hasłem “Ja chcę sąd, ja chcę sąd, ja chcę sąd” i mnie z miną “Chyba zwariowałaś, ja chcę spać, ja chcę spać, ja chcę spać…” :). Przekonało mnie to, że mamy do wyboru: sąd tej nocy albo następnej, więc nie było zbyt dużej różnicy. W końcu wyszło tak, że był w obie :P.

Następny dzień zaczęłyśmy mszą świętą. Po niej – wielka gra! Jak mogłoby być inaczej? 🙂
Choć najpierw wprowadzenie przez Agę. Potem zastępowe chodziły i usiłowały zebrać informację od reszty, żeby poskładać je w poukładaną całość. No bo: “czytajcie punkty od razu! jak dostaniecie kartkę, to robicie stopklatkę w grze. Ale jak dostaniecie punkt na przykład ósmy, a wcześniej był pierwszy, to go nie czytajcie od razu, bo bez sensu”. “Ale to mamy czytać od razu, czy nie?” I generalnie odpowiedź ostateczna, po zamotaniu i odmotaniu miała sens “tak, ale nie”. To była tylko rada, żeby nam się było łatwiej ogarnąć. Bo przecież możemy robić co chcemy – jesteśmy wolne, nie zauważyłyśmy? 🙂  Poza tym miałyśmy dostawać jeszcze czarne koperty – ale punktów na ziemi nie ma. To jak je dostaniemy? No… jakoś dostaniemy. Wszystkiego się teraz nie dowiemy. Może samolot nam zrzuci.
Więc z lekkim zamętem w głowie, ale z nastawieniem, że, tak jak powiedziała Aga, punkty nas poprowadzą, wyszłyśmy na grę.
Zaczęło się od pani Zosi – pozdro Doro 😉 – jej mama miała kiedyś genialnego ucznia – Witolda Pileckiego. Niezwykły człowiek. Wiadomo o nim niewiele, ale możemy znaleźć informacji więcej.
Odszyfrujmy, weźmy mapę i lećmy.

No to odszyfrowujemy, bierzemy mapę i lecimy – tuż za Chartem. Prosto do Hani. Znaczy Witolda – malarza i przyjaciela rotmistrza.
Po odszyfrowaniu i odczytaniu kolejnych informacji o Pileckim, zrobieniu projektu masztów, ułożenia puzzli i odpowiedzeniu na pytanie, ruszyłyśmy na ćwiczenia rezerwy.

Tam czekały już 2 osoby – Basia i Marta – szefowa SZ z Jeleniej. Najpierw zostałyśmy wygonione dobitnym i głośnym rozkazem z kręgu placu zabaw. Potem czekała nas odpytka z tego, co wiemy o TAP, następna część życiorysu Pileckiego do odszyfrowania, wyścigi z piłką między nogami, podanie propozycji zabawy propagującej sprawność fizyczną i robienie kajdanek z tego, co mamy. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że Zosia stwierdziła, że ona umie, niedawno robiła. Kto normalny robi w wolnym czasie kajdanki?  Chociaż dobra, nie mam rodzeństwa, mogę pewnych rzeczy nie rozumieć :P.

Czas się powoli kurczy – lecimy na TAP. Tam z kolei czekają Ola z Agatą – postawiły nas pod ścianą z zamiarem rozstrzelania. Kiedy jednak odpowiedziałyśmy, po co bohaterowi naszej gry było dobrowolne dostanie się do Auschwitz, wypuściły nas i przedstawiły zadanie z sygnalizacji.
sznurek, menażka, kora – co nie pasuje? To było proste.
scyzoryk, zapałki, patyczki – co nie pasuje? No cóż… podobno zapałki. Wciąż nie rozumiem dlaczego… Najpierw trzeba było nadać tę niepasującą rzecz drugiej połowie zastępu, a następnie zabrać obie i schować przy sobie, tak, żeby przy przeszukaniu nie dało się go znaleźć. Jak się później okazało, schowałyśmy dokładnie w tych samych miejscach co Chart. Sznurek można było ładnie wwinąć w chustę, gdyby nie to, że był za długi (to by się dało obejść) i gdyby nie to, że Ola widziała, jak się z tą chustą męczę. Ze scyzorykiem było gorzej…

Na następny punkt już raczej byśmy nie zdążyły. Szkoda. Trochę się ze sobą biłam. Jakbyśmy poszły od razu, można by było spróbować. Ale zostało za mało czasu.

Po powrocie – konferencja duszpasterza 6DW. Genialna, zwłaszcza że jest pasjonatem tego tematu. Konferencja o… żołnierzach wyklętych – konkretniej o (tu bez zaskoczenia) Pileckim i Ince.
Przygotował bardzo ciekawą prezentację przeplataną filmikami z YT z rockiem historycznym.
Naprawdę ciekawie mówił.
Gdzieś kiedyś słyszałam, że jak wykonywali egzekucję na Ince, to z 2 metrów żaden z 5 egzekutorów nie trafił. No i nie wpadłam na to (brawa dla tej pani), że to było celowo…
Niektóre prezentacje są spoko, ale jak się człowieka o coś zapyta, to nie wie, bo przeczytał i nauczył się tylko tego, co ma powiedzieć. A ten księdzu na temat religijności niektórych wyklętych (między innymi tych przedstawionych nam) pisze pracę. Nie było opcji, żeby nie wiedział.
W nagrodę dostał wielki bukiet liści i jakiś upominek.

Po obiedzie przyszedł czas na warsztaty. Już wtedy nastrój był wybitnie śpiący i ludzi się nie dało ogarnąć. Aga podawała kategorię, ludzie łączyli się w siódemki i siódemkami wchodzili do sali, żeby się zapisać na warsztaty. Miałam niby iść na kucharzenie. Nie wiedziałam, na co chcę :P. Poszłam na liturgiczne. Poszłam? Nie, w zasadzie pojechałam :P. Warsztaty były w jakimś kościele. Po drodze dowiedziałyśmy się na przykład, że Agatę po Eurojamie brat przywitał w domu bagietką…

Marta z Żaby się śmiała, że znów zanudziła księdza, bo włączyła tryb “100 pytań do” :).

No tak – przed warsztatami był czas dla drużyny. Zagrałyśmy sobie w banderki i nauczyłyśmy się piosenki Charta.

Wieczorem odbyło się jeszcze wspólne śpiewogranie.  Mój nowy śpiewnik (stary skończyłam, nowy ma 160 kartek) jest szczęśliwy – ma w sobie 6 nowych tekstów.
Zostałyśmy z Mery jedną ze zwycięskich par w czołgach! 😀
A potem poszłam poszukać Patki, bo mi zniknęła. Uderzyła się w głowę, bo ktoś ją popchnął. Czołgi to trochę brutalna gra. Basia to chyba na nagrane – na początku bitwa o chusty w środku wyglądała jak walka stada piranii o mięso. Oj, kotłowało się… 😉

W każdym razie Marta ją wzięła do kuchni na zimny okład. Przy okazji (bo Zosia od początku zlotu wierciła mi dziurę w brzuchu) upomniałam się o pierwszą część kroniki :P. Istnieje. Mam się upominać.
Wróciłyśmy na końcówkę belgijki.

Potem znów nie było wiadomo, co się dzieje. Kraal czekał na jakiegoś gościa, więc Basia do nas przyszła na śpiewogranie. Podczas niego – niespodzianka – alarm!
I znów Agata z karabinem – “Macie 2 minuty, żeby przynieść tu czarne teczki. I TYLKO czarne teczki”.
Potem okazało się, że zrobiłyśmy bardzo rozsądnie, oddając je w ręce u b e c j i … No nieciekawie. Ale skoro tak im ufamy, to możemy za nimi iść do piwnicy. Miałyśmy też być cicho. Do ludzi to nie dotarło za bardzo. Pani Zosia, która zmieniła się w ubeka musiała zacząć na nas wrzeszczeć. Dziwny był nastrój.
Wprowadzili jakiegoś faceta z workiem na głowie. Zaczęło się przesłuchanie. Bicie. No, rzeczywiście, bardzo śmieszne. A ludzie się śmiali. Taki głupi nastrój był. Chociaż racja, że pierwsza myśl wszystkich brzmiała “Skąd one wzięły faceta?!”, a potem hitem stało się hasło “Wiem, kim jest Pilecki”. Akelą. Nie wiem, której gromady, ale Akelą.
Wydaliśmy go. Oddając czarne teczki. Że niby chciałyśmy go wskrzesić… Wskrzesić to się może sam Lenin albo Stalin. Ale Pilecki?! Więc generalnie jest przegrany. Jest zerem. Jest nikim. Nikt na niego nie czeka. Jest zdrajcą. ZDRAJCĄ NARODU POLSKIEGO.
Został nawet oblany wodą. Tak na serio. Tak chlustem z miski. I walnięty teczką, choć przypominało to bardziej ostrzegawcze pacnięcie. No i oczywiście Dorotka i Aga mogły się trochę powydzierać.
Zakończyło się to chyba nakazem rozstrzelania.
Potem prawie cały kraal (cały, jaki występował) wstał, mówiąc:

Chciałbym, żebyś swoim życiem żył trochę za mnie. Wolę to od twoich łez. 

Po czym zaśpiewaliśmy “Iż będziem trwać”.

Podobało mi się. Refleksyjne. Nie powiem, że mocne. Nie było jakieś mega brutalne (nie chodziło o to, żeby zabić Akelę :P), ale zostało w pamięci.
Tak zakończyła się wielka gra.

Nas czekał jeszcze drugi sąd. Tym razem z przyrzeczeniami.
Takie rozmowy z wilczkami pozwalają spojrzeć na własne przyrzeczenie jeszcze raz.

Jestem dumna z moich ludzi – Zosia ma prawie tropicielkę – będzie ją mieć, jak zaliczy zadania z księdzem. Patka przy najbliższej okazji złoży przyrzeczenie. Na zlocie nie było księdza, żeby mógł udzielić wilczkom błogosławieństwa.

Gry nocnej (na szczęście/ szkoda) już nie było. Chociaż podobno (ja tam spałam i nic nie słyszałam) 4DW urządziła otrzęsiny drużynowej. Wzięły Agę, związały i wysłały do kraala list, żeby ją wykupiły, po czym związały też przybyłą na ratunek Martę. I było głośno. Ja nie wiem. Spałam. Grzecznie :).

A na apelu – niespodzianka! Basia już nas uprzedziła, że jest z nas dumna. Na 18 zastępów pierwsze 4 miejsca zajęła 2DW! 😀 Wymiatamy!

Ciekawy był też motyw z baranami – kto się spóźnił na apel, musiał robić barany. Wyglądało śmiesznie – taki zresztą był tego cel.

Na dworcu bawiłyśmy się jeszcze w ninje i chusty na koniach. Stworzyłyśmy z Agą zgrany duet. Nikt nam nie zabrał chusty! Nikt :).

ninje

Współczuję ludziom, którzy musieli z nami dzielić dworzec xD.

No, to chyba tyle ze zlotu.
Pozdrawiam, Atram Trebusz.

Aha, chciałam jeszcze policzyć kraala :P. Spróbujmy:

2DW: Basia, Weronika, względnie Basia, Ola i Hania
4DW: Aga, Marta
6DW: Dominika
Olszyna: Emilka
Rząsiny: Agata
BluSZcz: Dorota, Marta
ale były też: Monika, przez chwilę Dorota [poprzednia drużynowa Rząsin] i nie jestem tego pewna w żadnym procencie, bo mogło mi się przyśnić, ale chyba gdzieś mi kiedyś mignęła Lidka. Ah, no i oczywiście był Akela ;).

W sumie: 14-16 ludu. Mówiłam, że dużo :P.

I jeszcze dla wtajemniczonych: “I co?” :D.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: