Monthly Archives: March 2015

Nowa ja

Cześć, to właśnie nowa ja:

Czuję się dziś jak super businesswoman xD.

Koncert charytatywny “Floret za wszystkich – smyczki za jednego” nawet się udał.
Nie lubię nerwów.
Lubię jednak bieganie z telefonem w ręku po szkole,
lubię uczucie satysfakcji,
“lubię to”, że już po wszystkim…

Nie myślę. Śpię. Ale się cieszę, cieszę, cieszę, że to wypaliło, biorąc pod uwagę wszystkie wątpliwości, jakie miałyśmy, tworząc ten projekt.

A Pani nagrodzona słonecznikiem? Jak najbardziej słusznie. Nasza anglistka wniosła w ten projekt tyle energii, zaangażowania, troski i wszystkiego, że to po prostu brak słów.
Wszystko za to wyraża słonecznik :).

Czego mnie nauczył koncert? Nic nie jest końcem świata – jak widać nieuleczalna choroba też nie. Zawsze można żyć. Zawsze można się uśmiechać.

Życzę Wam słońca, słonecznego jak słonecznik :).
Nie poddawajmy się!

O szlochającym psalmiście słów kilka

Jak to napisał nie tak dawno jeden fajny franciszkanin – “ostatnio mało pisze. Może kogoś tym rozczarowałem”. Nie wiem, ilu ludzi czytuje sobie mojego bloga – jeśli choć jeden, to przepraszam za braki, liceum w komplecie z dwiema sektami i siatkówką daje popalić ;).

Dzisiaj jestem bardzo pozytywnie naładowana. Spotkałam się z ludźmi z firmy :P.

A w ramach wyjaśnienia tytułu – tak, śpiewałam psalm.
A potem w kazaniu ksiądz (diakon?) mówił, że dzisiaj słyszymy, jak psalmista nie może śpiewać. Nie może dobyć z siebie głosu, lecz szlocha. Widzimy, jak usycha mu prawica i język przyrasta do gardła. I pytamy, gdzie wtedy był Bóg.

Dobra, wiem, że nie śpiewam pięknie, ale i tak zaliczyłam małą głupawkę ;).

Gwoli ścisłości – psalm był taki:

“Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy i płakali

wspominając Syjon.
Na topolach tamtej krainy
zawiesiliśmy nasze harfy.

Bo ci, którzy nas uprowadzili,
żądali od nas pieśni.
Nasi gnębiciele żądali pieśni radosnej:
„Zaśpiewajcie nam którąś z pieśni syjońskich”.

Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską
w obcej krainie?
Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie,
niech uschnie moja prawica.

Niech mi język przyschnie do gardła,
jeśli nie będę o tobie pamiętał,
jeśli nie wyniosę Jeruzalem
ponad wszystką swą radość.”

Moja naszyta na mundur kucharka wygląda dumnie.
Plany na nowe sprawności są ambitne.
Lalka chce mnie zabić.

Do usłyszenia wkrótce ;).

Floret za wszystkich – smyczki za jednego!

Ja tylko taki mały spamik ;).

Na początek – bardzo dziękuję wszystkim, którzy wykazali dotychczas wolę (i jeszcze wykażą 😉 ) wzięcia udziału w naszym charytatywnym koncercie.

Odbędzie się on w czwartek 26.03 w auli ZSO 3 przy ul. Piotra Skargi 29. fzwszj

Coś więcej o projekcie?

Realizowany w ramach szkolnej lekcji ekonomii i olimpiady “Zwolnieni z teorii”.

Chcemy pokazać, że szermierka jednak ma coś wspólnego z muzyką, bo młodzi muzycy potrafią walczyć, tak samo jak floreciści. I tak samo jak jeden konkretny florecista – p. Jacek Gaworski. To właśnie dla jego fundacji będziemy zbierać pieniądze na koncercie, żeby pomóc chociaż trochę w jego walce ze stwardnieniem rozsianym.

A na koncert serdecznie zapraszamy ;).

Taki tam mały spam.
Właśnie skończyłam :).

OMW!

O moje winogronko!
Ostre mowy wieloznaczne!
Dzisiaj pierwszy mecz – OTWARTYCH MISTRZOSTW WROCŁAWIA!

😀 😀 😀 😀 😀

Było cudownie!
Bardzo miło mi się kibicowało, pomimo tego, że nie weszłam na boisko. Jak będę lepsza, to wejdę. Albo jak nie będzie którejś z naszych głównych środkowych.

Mój zespół jest świetny, wygrały 2:0 i to była gra z wielką klasą – aż przyjemnie było patrzeć ;). Eh, no dobra, sport sam w sobie jest cudowny, o ile to nie jest bieganie…

A zbiórka?

Martusi odwalało, ale że była tylko z Zosią, to nie było zbyt wielu świadków i mogła sobie na to pozwolić.

Trwaj, pogodo, trwaj – jesteś taka piękna (nie ma jak rozgrzewka na dworze przed meczem :P).