O szlochającym psalmiście słów kilka

Jak to napisał nie tak dawno jeden fajny franciszkanin – “ostatnio mało pisze. Może kogoś tym rozczarowałem”. Nie wiem, ilu ludzi czytuje sobie mojego bloga – jeśli choć jeden, to przepraszam za braki, liceum w komplecie z dwiema sektami i siatkówką daje popalić ;).

Dzisiaj jestem bardzo pozytywnie naładowana. Spotkałam się z ludźmi z firmy :P.

A w ramach wyjaśnienia tytułu – tak, śpiewałam psalm.
A potem w kazaniu ksiądz (diakon?) mówił, że dzisiaj słyszymy, jak psalmista nie może śpiewać. Nie może dobyć z siebie głosu, lecz szlocha. Widzimy, jak usycha mu prawica i język przyrasta do gardła. I pytamy, gdzie wtedy był Bóg.

Dobra, wiem, że nie śpiewam pięknie, ale i tak zaliczyłam małą głupawkę ;).

Gwoli ścisłości – psalm był taki:

“Nad rzekami Babilonu siedzieliśmy i płakali

wspominając Syjon.
Na topolach tamtej krainy
zawiesiliśmy nasze harfy.

Bo ci, którzy nas uprowadzili,
żądali od nas pieśni.
Nasi gnębiciele żądali pieśni radosnej:
„Zaśpiewajcie nam którąś z pieśni syjońskich”.

Jakże możemy śpiewać pieśń Pańską
w obcej krainie?
Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie,
niech uschnie moja prawica.

Niech mi język przyschnie do gardła,
jeśli nie będę o tobie pamiętał,
jeśli nie wyniosę Jeruzalem
ponad wszystką swą radość.”

Moja naszyta na mundur kucharka wygląda dumnie.
Plany na nowe sprawności są ambitne.
Lalka chce mnie zabić.

Do usłyszenia wkrótce ;).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: