Z Ewą Chodakowską na tropie snickersożerców

Ojej, aż mi głupio, tak dawno nic tu nie było konstruktywnego… Zacznijmy od tego, że ja naprawdę bardzo lubię mój telefon za to, że znosi dzielnie moje wszystkie dziwne aplikacje i nawet specjalnie nie protestuje, ale za ten numer, który mi wywinął w piątek, to już go nie lubię. Otóż ze względu na pogodę, która jaka jest, każdy widzi, chciałam przełożyć zbiórkę o godzinę, żebyśmy się mogły grzać w księgarni. W sobotę budzę się jakoś chwilę przed 7.00 – za oknem piękne słoneczko. Patrzę sobie przez przezorność na raport dostarczenia sms-a, żeby potem nie było niespodzianek, że ktoś o 9.00 dzwoni, gdzie jestem. Hm… telefon twierdzi, że nie doszło do nikogo… Po zrestartowaniu dostaję 2 nowe sms-y, wysłane do mnie bynajmniej nie o 7.00. No to dobra – skoro jest ładnie, a dziewczyny nie wiedzą, że na 10.00, to zostawmy 9.00 – następny sms ze sprostowaniem. Pod Rodziną okazuje się, że moją wiadomość dostały wszystkie. A właściwie wszystkie dostały wszystkie 3 moje wiadomości… No cóż. Zaczęłyśmy rozgrzewką ;). Ewa trzymała za nas kciuki i była dumna – my też trzymałyśmy się bardzo dzielnie! W czasie rozgrzewki też się (prawie) skompletowałyśmy i zaczęłyśmy zbiórkę już bardziej oficjalnie. Po części sportowej przyszedł czas na… “Eko-show Ren 2015!” – czyli quiz wiedzy ekologicznej. W nagrodę – autograf prowadzącego. Musiałyśmy jednak przenieść się gdzieś pod dach, ponieważ kapryśna pogoda okazała się wyjątkowo kapryśna ;). Niestety musiałyśmy odrzucić 2 bardzo kuszące propozycje robienia palm. Pierwszą od Sarny, drugą… w sumie to nie była propozycja :P. Panie w przedsionku księgarni robiły rzeczone, więc pomyślałyśmy, żeby im pomóc. Ale Martusia woli wygrywać cykle xD. Tym bardziej że palmy to miałam robić z oazą po południu, w cyklu zostały 2 zbiórki, a zadań 1 500 100 900… Następny punkt programu – “Jaka to melodia?” – miałyśmy dzień na teleturnieje ;). W każdym razie odgadując teksty piosenek dziewczyny skompletowały nuty Modlitwy Harcerskiej, które musiały poskładać w całość. W międzyczasie przyszły wilczki z Mangiem. Jedna dziewczynka sobie z nami siedziała i stwierdziła, że w sumie jest zielona. Zosiak próbowała przestraszyć ją semaforem… Bez skutku. Kocham to dziecko :D. Właściwie oba dziecka… 😉 Aż szkoda, że z wilczkiem nie będziemy współpracować. Chociaż może jak już będę tą przyboczną… 😛 Po wymyśleniu mniej więcej naszego przedstawienia pacynkowego na obóz (świat paszczaków pozdrawia) byłam bardzo wdzięczna moim ludziom za motywację. Mnie jej bardzo zabrakło i chciałam odłożyć akcję sprzątania świata na kiedy indziej, byle tylko nie teraz. Ale poszłyśmy. Jak widać. Zosia – ukradłam zdjęcie – wybaczasz, nie? 😛

Aha – znalazłyśmy podejrzanie dużo opakowań po snickersach… Piłę też. Ale najciekawszym znaleziskiem według mnie była psia kupa, wyrzucona w krzaki w zamkniętym worku… Czy ktoś chce pomóc mi to zrozumieć? Bo chyba nie jestem w stanie…śmieci!A że w sumie to już było bardzo na koniec, to po wyrzuceniu śmieci i umyciu rąk w kiosku (Patka – Ciebie też kocham, bo ja takich rzeczy załatwiać nie umiem xD) poszłyśmy na plac zabaw. Takie tam podpisywanie zadań i niestylowe jedzenie chipsów w mundurze. Ale było bardzo reniowato. I baaardzo fajnie :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: