Potrzebuję warsztatów z solenia! / “Bo bardzo nam się chciało lodów” :)

Naprawdę nie pisałam jeszcze o hamaku? O.o

No, mamy hamak :). Robiłyśmy go dzielnie na zbiórce. Czułam się świetnie, kiedy w sklepie z budowlanką kupowałam 50 m liny… A jeszcze lepiej, kiedy musiałam kupić zapalniczkę, bo skończył nam się ogień, potrzebny do tego, żeby poprzypalać sznurki. Moje dobre imię ratował mundur :P.

Ale nawet da się na nim huśtać. Serio.
I, zanim przejdę do zeszłego tygodnia, pozwolę sobie na jedną anegdotkę.

Kiedy hamak był już zrobiony, postanowiłyśmy go wypróbować. Każda po kolei. A potem jeszcze raz. No i Patka była trochę zestresowana, że nam ten hamak spadnie :P. Rozkołysałyśmy ją, zabawa była przednia, ale potem Zosiak też się chciała pobujać. A Patka wcale nie chciała zejść.
Na co Zosiak, ze wzrokiem skierowanym na punkt wiązania naszego hamaku do bramki w krzyk “Puszcza! Puszcza!”. Po czym, patrząc triumfalnie i szatańsko na Patkę, która w pośpiechu i z krzykiem opuściła nasze huśtadełko, ze śmiechem zajęła jej miejsce :P.

A w tygodniu poprzednim miałyśmy wizytę/ację Basi, a ja cierpiałam na chaotitis muy-potentis.

Ponieważ miałyśmy się zebrać o 12.00, tego dnia miałam teoretycznie jeszcze mieć czas, żeby na 10.00 pojechać na celebrację na Gaj. Teoretycznie. Bo kiedy o 23.00 zdałam sobie sprawę, że żeby rozłożyć grę, wszystko przygotować i spakować, tak żeby być wrócić (brakuje mi w polskim futuro compuesto, wiecie? 😦 ) do domu przed 9.00, musiałabym w okolicach 5.30 wstać. Najpóźniej. Więc pomimo tego, że jeszcze tego samego wieczoru umawiałam się z Olą na wspólny dojazd, musiałam uznać, że mutantem nie jestem i rady, niestety, nie dam.

W związku z tym wstałam trochę później i mogłam robić wszystko trochę spokojniej…

Wyjechałam rowerkiem z domu, porozkładałam punkty, narysowałam i ułożyłam x strzałek, przygotowałam rzeczy do gotowania (2 kociołki), malowania słoiczków, jedzenie, babeczki, świeczki na babeczki i świeczkę zastępu i w sumie nie pamiętam, co jeszcze…
A, jeszcze rzeczy z carricka, apel ewangeliczny, książeczkę sprawności i kronikę. I piórnik. I farbki do słoiczków.
A potem usiłowałam wcisnąć to do sakwy xD.
Niestety gitary nie udało mi się ze sobą wziąć :P.

Kiedy zebrałyśmy się wszystkie przy przystanku w ruch poszły babeczki i obchodzenie urodzin Mery. Co prawda bez świeczek, bo chaotitis muy-potentis spowodowało nieogarnięcie i gdybym szukała świeczek, to by to nie wyszło, więc nie szukałam.

Dzieci wyszły na grę, a my z Basią na jej punkt końcowy.
W międzyczasie okazało się, że chaotitis muy-potentis zaatakował również nasz obiad, ponieważ zapomniałam, że przydzieliłam sobie do wzięcia kurczaka. W konsekwencji na chwilę ją opuściłam, zostawiając ją na straży naszych rzeczy i wybyłam do taty, po gitarę i kurczaka. Ale trochę nie ogarnęłam tras i wyszłam z parku w miejscu, gdzie zamiast parkingu był wjazd na obwodnicę, a drogą, którą chciałam na parking dojechać, poruszały się tiry… 😉

Po zakończeniu zmagań szyfrowych przystąpiłyśmy do AE. Po nim Mery (z której wyrównywania mojego poziomu nieogarniania jestem dumna C: Ogólnie dziewczyny ogarnęły. Znalazły dla niej podkolanówki 😛 ) uciekła na urodziny brata, a my przystąpiłyśmy do gotowania obiadu.

I wszystko byłoby cud-miód i orzeszki, gdyby nie 2 rzeczy.
Po pierwsze, trochę nie przewidziałam, że 1,5 litra wody, to może być trochę mało na mycie wszystkiego, gotowanie i picie. Zapomniałam, że mam dodatkowe 0,7 (brawa dla tej Pani).

Po drugie, kiedy gotowałyśmy, do ogniska przybyła grupa młodych, która pragnęła urządzić sobie tam imprezę. Nie było to fajne. Tym bardziej że była tam też moja znajoma. I gotujące coś niebieskie ludki (spaliłam ryż) trochę przeszkadzały (i nie posoliłam ryżu).

Tak. Ale stwierdzam, że mamy superzdolnego kuchcika, bo zrobiłyśmy pyszną marynatę do kury i pyszną sałatkę i w ogóle. Możemy przestać żywić się mizerią i spaghetti ;).

Mówiłam już, że robiłam wczoraj obiad, rozgotowałam ryż, przesoliłam mizerię i nie dopiekłam żeberek? I że mam sprawność kucharki, też wspominałam? xD Ej, ale umiem zrobić pączki przecież :P.

Próbowałyśmy tego kurczaka faszerowanego upiec na kamieniu, ale nie miałyśmy papieru, kamień był trochę za mały i trochę bardzo brudny, za to olej w kociołku zaczął płonąć i (chwała Panu) w pobliżu nie było żadnej wody, którą mogłabym go ugasić…

A właśnie. Olej.

Na początku smażyłyśmy bez niego, bo zapomniałam, że go mam… 😀

Ugotowałyśmy. Zjadłyśmy. Co prawda trochę na dziko, bo dziewczyny nie wzięły sztućców xD. Ale ryż za to przyjął formę dość zwartych grudek, więc zjeść się go dało(by), gdyby nie był niesłony.

Ale kura była przeeeeepyszna :).

Stwierdziłam, że bez sensu robić słoiczki (w sensie malować), bo jeśli je pomalujemy, to nie będzie jak ich wziąć do domu. Do sakwy ich nie wsadzę, bo jakoś nie marzę o tym (a mój tata, którego rower wzięłam, zapewne tampoco [podwójnego zaprzeczenia w jednym słowie też mi brakuje…]), żeby mieć ją tęczową od środka…

Więc zaczęłyśmy ognisko. Nie wiedziałam, że z żaru da się tak łatwo rozpalić je z powrotem. I byłam z siebie nieziemsko dumna, bo rozpalać ognia nie cierpię (szczególnie od eurojamu, kiedy cholernik pojawić się nie chciał) i wiąże się to u mnie z traumą, że powinnam umieć, a jakoś, kurczę, chyba nie bardzo. A rozpaliłam. I to od pierwszego kopa. Nie wiedziałam, że tak się da :P.

A po ognisku, spragnione również nieziemsko, bo od obiadu wody nie było, zebrałyśmy nasze szmatki i lalki, zagasiły ogień wodą z pobliskiej rzeki i udałyśmy się pod Maca, gdzie czekał tata Patki.
Z dziką radością zamówiłam sobie dużą colę. Z jeszcze dzikszą ją wypiłam.
A potem z wypchanymi sakwami, gitarą i proporcem na plecach oraz torbą na ramieniu, <na rowerze> wróciłam do domku.

Aha – dziewczyny mi się przyznały, że na grze lekko zboczyły z trasy. Bo tytuł :P. Ten drugi.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: