Za darmo, na zawsze :)

Taki tekst jednego księdza, z którym byłam w zeszłym roku na oazie na jedynce. Fajnie to brzmi: “Chcesz jogurt? Daję Ci go. Za darmo. Na zawsze.” :). I stwierdziłam, że będzie to idealnym komentarzem do dnia dzisiejszego. Chociaż padam na nos, to napiszę. A co!

Zebrałyśmy się na pętli, ale stamtąd dalejże, heja, zwiedzać świat B).

Pierwszy przystanek – Hala Stulecia i Wiki bawiąca się w przewodnika. Po wysłuchaniu informacji na temat Iglicy i nie tylko postanowiłyśmy podejść bliżej i spróbować wśliznąć się do środka. Co z tego, że byłyśmy tam już zyliard razy :P. No i… opłaciło się.

Kiedy okazało się, że drzwi są zamknięte, podszedł do nas jeden Pan i powiedział, że można wejść innym wejściem. Zapytał, czy nie chciałybyśmy może wejść z nim na zwiedzanie, bo chciał obejrzeć pokaz świetlny, ale potrzebował zebrać grupę co najmniej 5 osób. Kiedy okazało się, że nie trzeba kupować biletów, z miłą chęcią się zgodziłyśmy.

I wszystko sponio, tylko w środku okazało się, że bilety jednak są :P. Ale Panu na tyle zależało, żeby ten pokaz zobaczyć (specjalnie po to przyjechał), że postanowił nam go zasponsorować ;). I dzięki temu spędziłyśmy w muzeum jakieś 1,5 godziny.
To było bardzo pozytywne.

Co prawda przeczytanie wszystkich wywieszonych informacji było raczej niemożliwe, to trzeba przyznać, że wystawa i tak sprawiała świetne wrażenie. Była interaktywna, a kilka patentów wzięli z muzeum PW.
Tylko była trochę wymieszana – od przejścia w sztuce od historyzmu przez secezję do modernizmu, aż po wystawę ziem odzyskanych.

No ale przynajmniej wiemy, że Halę zaprojektował Max Berg ;).

Dalej obrałyśmy kurs na Ostrów Tumski, po czym po obskoczeniu tam 3 kościołów postanowiłyśmy wybrać się na polish lody ;). Aha – okazało się, że wysyłanie części informacji na maila, a części na facebooka się nie sprawdza… Kto by pomyślał, prawda? 😛

Później na trasie wycieczki został już “tylko” Park Staromiejski. “Tylko”, bowiem, jak się okazało, spędziłyśmy tam najwięcej czasu.

Po zajęciu ładnej, spokojnej ławeczki, zajęłyśmy się malowaniem słoików. W czasie tych twórczych zajęć z rękodzieła dołączyła do nas Hania. Kiedy Patka z Zosiakiem skończyły już swoje, zajęły się rozkładaniem gry sportowej. A maluchy grasujące po parku uparcie zabierały im piłki (jedna dziewczynka nie chciała jej oddać nikomu, a w końcu przyniosła mi) :P.

Kiedy już przywiązałyśmy za karę Patkę do drzewa (za to, że kazała nam biegać parami, ze związanymi nogami, poganiając nas biczem, który właściwie był wędką) wróciłyśmy do naszego tymczasowego gniazda. W ogóle Patka biednym człowiekiem była dzisiaj – w czasie wyścigu z (cabe mencionar, że nieugotowanym) jajkiem na łyżce, jedno postanowiło z wysokości, z dostatecznie dużym przyspieszeniem, zstąpić na jej, leżący na ziemi, sweter…

Kiedy już ustaliłyśmy jadłospis, a ja z prawdziwą przyjemnością złożyłam kilka autografów (o tak, będzie mi tego brakować :P) mogłyśmy poświęcić się bez reszty zabawie na festynie, który równolegle w tymże parku trwał.

Rozdawali za darmo (na zawsze 😉 ) watę cukrową, a na innych stoiskach, po odpowiedzeniu na parę prostych pytań, też można było zgarnąć całkiem fajne rzeczy.

Trafiłyśmy na przyspieszony kurs esperanto i do ratowników medycznych, z których jeden był instruktorem w ZHR (swój swojego rozpozna – wiedział, jak się nazywa proporzec 😉 ).
Patka i Zosiak odbyły też szybki kurs RKO.

To już jest koniec. Jutro marsz na wybory! 😉 CAM02480 CAM02481 CAM02482

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: