“Tak jest mało czasu”… :)

Zacznę może od małego podsumowania, chociaż w ten sposób zaspoileruję najważniejsze… Ale z drugiej strony większość czytaczy tego bloga (przynajmniej tak mi się wydaje) i tak już o naszym sukcesie sukcesów wie, więc w sumie… Harce przyniosły Reniferowi:

1 tropicielkę
11 nowych sprawności (2 sportsmenki, jeźdźca, pływaka, hafciarkę, znawczynię życia Kościoła i 5 ekologów)
2 nowe blachy (dom + sztuka zręcznościowa)
wygrany cykl
WYGRANĄ WIELKĄ GRĘ

i (jak na razie) 3 kleszcze.

Stwierdziłam, że będę mogła na hiszpański wejść z podniesioną głową – pokonałyśmy niezwyciężonego długodługodługo Charta :).

Pierwszy dzień harców majowych w tym roku przywitał nas wyjątkowo dobrą pogodą i

jeszcze lepszym nastawieniem. Perspektywa weekendu spędzonego z drużynką gdzieś na

leśnej polance była bardzo przyjemna, tym bardziej że pozwalała w piątek opuścić kilka

ostatnich lekcji…

Chwilę przed 15.00 zebrałyśmy się na dworcu PKP, a jakieś 40 minut później byłyśmy już w

Mrozowie, z którego (już z trochę mniejszą werwą, ze względu na ciążący trochę sprzęt, ale

także radośnie) wyruszyłyśmy szukać wyznaczonego dla nas w lesie terenu. Oczywiście jako

2DW wybrałyśmy trasę „skrótem” i stworzyłyśmy bardzo ładną nową ścieżkę – tuż obok

torów, na skuśkę przez pokrzywy i paprotki .

Miejsce było piękne. Niestety harcerki trochę odstraszają przyrodę – kiedy tylko przyszłyśmy,

zauważyłyśmy uciekającą sarnę, ale i tak bliskość natury była tam niezwykła ;). Na każdej

mszy świętej akompaniowały nam ptaki – zupełnie jak na obozie!

Chwilkę odpoczęłyśmy po męczącej trasie z dworca i wzięłyśmy się za udeptywanie pod nasz

namiot trawy – i to nie byle jakiej, bo sięgającej do pasa.

Po rozstawieniu się przyszedł czas na apel rozpoczynający biwak, a następnie na eucharystię

– w międzyczasie dojechał do nas ksiądz Grzegorz – nasz duszpasterz.

Dzień powoli zaczynał się kończyć. Zjadłyśmy (razem z gośćmi z Kraala) w zastępach

kolację i zaczęłyśmy się przygotowywać do ogniska. Trzeba było jednak najpierw

przygotować miejsce na nie. Cała drużyna, jeśli tylko nie kopała dołka na stosik, chodziła i

zbierała drewno, więc, siłą rzeczy, scenki wyszły średnio ogarnięte ;).

W międzyczasie dołączyła do naszego Kraala jeszcze Monika, szefowa wrocławskiego

ogniska św. Rity (która, notabene, również nam trochę pomagała, powstrzymując z nieba

zbliżający się deszcz 😉 ).

Ognisko wyszło superdługie, więc (pewnie właśnie dlatego) dość szybko poszłyśmy spać.

Zastępowe jeszcze tylko, przy wciąż palącym się ogniu, odbyły jeszcze radę drużyny i

pierwszy na tym wyjeździe sąd honorowy.

Oczywiście każda z nas wiedziała, co nastąpi w sobotę. Od razu po śniadaniu spakowałyśmy plecaczek na WG :). Aha – Renio łamał system. Obudziłyśmy się (a przynajmniej nasza sypialnia, czyli Zosiak, Patka i ja) jakoś pół godziny przed pobudką. Trochę śpiewałyśmy z fletem i ogarniałyśmy pieśni na mszę (czego Kraal nie omieszkał nam potem wytknąć :P). W każdym razie było z duchem i wesoło.

rozgrzewka-Msza Święta-apel-śniadanie

Po śniadaniu – Z – “Mały Książę został porwany. Jest na jednej z planet, niestety nie wiemy, na której”. Zadania na łączce obok obozu. Karteczek 15. Czas do 12.00. Nieco ponad 2 godziny.
No cóż. Znalazłyśmy zadań 14. I nie bardzo się udawało z tym ostatnim. Przy takich okolicznościach przyrody usiadłyśmy i zabrałyśmy się za te, które miałyśmy.

Szło. Nawet bardzo szło :).
Ja zajęłam się pierwszą pomocą i roślinami łąkowymi, Wiktoria znakami patrolowymi i sposobami wyznaczania północy, których zebrałyśmy 11, Zosiak mundurem, Hania odszyfrowywaniem tego, czego zdążyłyśmy ją nauczyć, Mery też pełniła rolę kluczowej sygnalistki i ogarniała ślady zwierząt. Każdy po trochu uzupełniał też mapę Europy i jej stolice. Podobnie zresztą z krajami członkowskimi FSE. Patka zajęła się symboliką krzyża, a potem razem z Zosią szkicem topo.  I, robiąc szkic topo, ZNALAZŁA 15 ZADANIE. I stała się moim bohaterem dnia ;). Chociaż jestem dumna ze wszystkich wszystkich.

Wcześniej (w ramach poszukiwań) wbijałyśmy się w wielkie krzaki pokrzyw, byleby tylko coś znaleźć. Cóż – gra warta świeczki, tyle powiem :P.

Na chwilę przed 12.00 przybiegłyśmy jeszcze po ostatnie zadanie do Kraala i w ciągu 5 minut zaprojektowałyśmy w miarę spójną ze sobą papeterię zastępu. I na dziko, w pędzie, tuż tuż przed aniołem pańskim odszyfrowywałyśmy i rozwiązywałyśmy zadanie 15.

Kiedy oddałyśmy zadania, czekała nas kolejna zabawa. Konkurs kulinarny. Początkowo, kiedy to usłyszałyśmy (nie wiem, czy wszystkie, na pewno ja i Nati) pomyślałyśmy “O nie… znowu?” (tym bardziej że w nocy budziłam się co godzinę mniej więcej, z myślą “ojej, dzisiaj trzeba będzie gotować… nie lubię gotować… na szczęście mogę pospać jeszcze 6/5/4/3/2/1 godzin ;D). Basia zapytała nas, czy w takim razie nie chcemy konkursu. Przegłosowałyśmy na tak :P. Stwierdziłam, że jeśli powiem, że nie chcemy, to mój kuchcik mi tego w życiu nie wybaczy.

Wcześniej jednak dostałyśmy apele ewangeliczne. Miałyśmy na niego określony czas, ale mimo wszystko trochę się zdziwiłam, kiedy Kraal zawołał nas na kulinarny, a my zdążyłyśmy z nieco ponad połową… Pozostał nieskończony. Szkoda.

Ale KK :P.
Zastępowe musiały mieć zawiązane oczy, zastęp za to głosem naprowadzał je na porozkładane na terenie gry składniki. Kiedy znowu pozwolili mi cokolwiek zobaczyć, nie mogłam uwierzyć, że znajdowałyśmy je na tak małym terenie.

Zrobiłyśmy miejsce na drugie ognisko i zaczęłyśmy gotować. Co prawda bez oleju, no ale co to dla nas, prawda? 🙂

Zaserwowałyśmy Kraalowi… Żmiję. Jako lisy (ponieważ byłyśmy lisami), po odejściu Małego Księcia uznałyśmy, że rzeczona jednak go oszukała i zabiła i poprzysięgłyśmy zemstę. Żmija serwowana była w środowisku naturalnym – na piasku pustyni, czyli ryżu z warzywami i kurkumą (piasek to krzem, więc proszę się nie dziwić, jeśli będzie twardy) z dodatkiem potrawki z jej krwi – zemsta musiała być krwawa.

Chart i Koszatka przygotowały mapę podróży Małego Księcia po różnych planetach. Mają to, czego mi zawsze brakuje – kulinarnego zmysłu artystycznego :P.

Kiedy już nasyciłyśmy głód, zebrałyśmy się na śpiewograniu, gdzie Nati uczyła nas sektowej piosenki :P.

A tak poza tematem (chociaż trochę nawiązując – jedna sekta, czy inna – co za różnica?), wiecie, jak dobrze jest znaleźć kogoś, kto ogarnia twoje dylematy? Nie próbuje ich rozwiązać, ale rozumie olbrzymie niezdecydowanie i lekką frustrację, bo w sumie ma podobne? Miło. No, to tyle. A że wciąż nie wiem, co mam zamiar zrobić, to inna kwestia… 😉

Potem (w tak zwanym wolnym czasie wszyscy masowo zaliczali zadania u księdza) kwitło życie towarzyskie (pod postacią gry w ziemniaka) i zaliczanie stopnia.

Następnie – sąd.

I ognisko.

Twórcza scenka Kraala. Ksiądz został wandalem i to jeszcze wandalem – baranem, przegonionym przez Monikę kijem.

Zapowiedź Koszatki też niczego sobie:
“Uwaga, scenka zawiera elementy ironiczne. Jeśli masz skłonność do obrażania się, na czas jej trwania zatkaj uszy.

Na tapczanie siedzi leń.
Nic nie robi cały dzień.
O, wypraszam to sobie!
Jak to? Ja nic nie robię?

A kto jadł z konkursu dania?
Kto wieszał na drzewach ubrania?
Kto rozdawał butle, żebyście miały co pić?

To wszystko nazywa się nic?

Kraal” 😀

A po ognisku przyrzeczenia – te brakujące, czyli sarniane. Klimatycznie. W tym momencie stwierdziłam, że z boku to naprawdę wygląda jak sekta.
Przyrzeczenie. W nocy. Przyrzeczenie wierności Kościołowi. I prawu sekty.
Ale to moja sekta i bardzo, bardzo, bardzo ją lubię :).

Idziemy spać. Szybko, bo czeka nas pobudka o 5.30. O 7.00 jest msza, na którą mamy przyjść spakowane, po śniadaniu, mając złożony namiot… I ogólnie rano musimy się trochę pośpieszyć.
Koszatka zaproponowała na rozesłanie piosenkę Arki Noego – jak w tytule. Ksiądz się uśmiechnął, że niezwykle trafnie.

Apel. Wielka radość :). I rozkaz Królowej Kier o dołączeniu do jej armii 29.06. Zostałyśmy przydzielone do korpusu “Karo”.

W drugą stronę nie musiałyśmy tachać namiotów – zabrała je autem Monika.

Było super :).

Aha prawie zapomniałam. Zastęp nauczył się chyba, że jestem sklerotykiem i jeżeli nie robię tego, o co mnie proszą, to to naprawdę nie ze złej woli. Wykazywały anielską cierpliwość, powtarzały mi wszystko po 5 razy i tłumaczyły łopatologicznie jak pięciolatkowi :).
Poza tym jednak też namiętnie (szczególnie Zosiak) zabraniały mi używać zabronionych wyrażeń i oczekują zapłaty w słodyczach za ich nadużywanie :P.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: