“Wybierać wolę Bożą w moim życiu…”

Blog nie umarł. Po prostu trzecia klasa w połączeniu z Hiszpanami i całym wachlarzem nie pozostawia mi dużo czasu wolnego. Chciałam tylko się wybronić – ten post powstał… mniej więcej 20.11. Po prostu trzeba było go tu wpisać. A to nie było takie proste ;).

Ojej, ten dzień był zakręcony, jak rogi muflona… (pozdro dla 1DW :P). Z jednym punktem centralnym – FIAT-em pewnej przewodniczki.

Co? Jak?

Po pełnym emocji (no bo w końcu olimpiada z hiszpańskiego – czekamy na wyniki) dniu szkolnym wsiadłam w tramwaj i ziuuuu! do babci na obiadek! Tam chwila luzu, ale też nie do końca – 0 17.45 z Wyszyńskiego odjeżdżało “Skodillac taxi – najlepsze taxi w mieście”. Co znaczyło, że teraz autem z Renią i Basią ziuuuu! na sparing z uniwerkiem przed sobotnim turniejem. Co prawda nie mogłam być tam długo. Lipa trochę. Po rozgrzewce grałam 2 przejścia i musiałam uciekać. No ale cóż – Bujwida czekało, a ja baaaardzo nie chciałam się spóźnić. Ja się nie spóźniłam. Autobus jednak na przykład nie miał już takich pragnień. Czekałam i czekałam, a on postanowił nie docenić tego, że na przystanku pojawiłam się w ciągu pięciu minut od zejścia z boiska. Więc się na niego obraziłam i pojechałam inną linią. Jak już wspomniałam, ZDĄŻYŁAM! Nawet nie na koniec Mszy, a na ofiarowanie. Uwielbiam zonk w oczach mojego ogniska. Takie bezgłośne i zgodne “O, Marta!” :D. Dla wyjaśnienia – wcześniej było spotkanie ogniska, ale na nim już nie dałam rady być…

Po Mszy dostałam w swoje łapki pochodnię – “polej, Wojtek”… No i dobrym składem polecieliśmy w ogródki, gdzie już razem z Doris, starą HR-ką, zebrała się reszta środowiska.

DROGA!

“Zaufałem drodze
wąskiej
takiej na łeb na szyję
z dziurami po kolana
takiej nie w porę jak w listopadzie spóźnione buraki
i wyszedłem na łąkę stała święta Agnieszka –
nareszcie – powiedziała – martwiłam się już,
że poszedłeś inaczej
prościej
po asfalcie
autostradą do nieba – z nagrodą od ministra
i że cię diabli wzięli”

Oprócz tego, że pochodnie w naszych zalanych naftą rękach gasły, a ciemność wygrywała walkę o władzę, ekspresja była całkiem, całkiem :3. Klimatycznie. A wiersz Twardowskiego tym lepiej pasował, że św. Agnieszka jest patronką harcerek :).

Po podrzucaniu Doris pod nieboskłon (wędrownicy się spisali 😉 ) i moim ukochanym “Żeglujmy”, poszliśmy do salki na kolację. Czułam się łyso bez munduru, ale cóż zrobić… I bez niego było mi wesoło latać z jednego miejsca w drugie :P. Czad, korba i integracja. Fajnie mieć taką rodzinkę ❤ .

Wróciłam naładowana pozytywną motywacją. To było niesamowite. Tak, wiem, to tylko msza środowiska. Co w tym takiego super? Nie wiem. Moje własne przemyślenia i klimat. Tak! 🙂

Dziś? Trening i pieczenie ciasta.

Jutro? Turniej.

Trzymajcie kciuki, a jakby co, to zapraszam do kibicowania. Gim 34, ul. Zemska. Premiera już o 9.30.

No. Tak opisałam ten czwartek sprzed miesiąca miesiąc temu :P. Turniej wygrałyśmy, następny się szykuje na 20.12. Też możecie trzymać kciuki.
A na razie służba czasowa i zimowisko z 2 i 4 gw :).

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: