Bo wpisu osiemnastkowego nie mogło nie być.

A że miesiąc później… Ojtamojtam.

18-tka? Cóż, cud, miód i orzeszki. Dosłownie. Zacznę od tego, że kiedy moim rodzicom mówi się, że hm… w sumie to nie, no… chyba nie będzie się robiło imprezy, bo jakoś tak nie do końca… <jakoś tak jestem sierotą, jak ja to zorganizuję, w ogóle co to będzie, że ludzi zaproszę, a przecież nie wszyscy są moimi bff, no i wyjdzie dziwnie, no i może nie, nie umiem, nie>, to na tym się nie skończy… 🙂

Ustalilyśmy, że prezentem będzie (w swoim czasie) kurs na prawko. W sobotę rano miałam dostać dobble i tyle. Taki tam rodzinny, spokojny dzień.

Tyle zaczęło się wczesnym popołudniem, kiedy z pewnych źródeł (#potwierdzoneinfo) byłam pewna, że COŚ się kroi, ale CO konkretnie, to nie wiedziałam. Wczesnym popołudniem dowiedziałam się, że jedziemy do babci. Myślę sobie ,, tak, jaaaaaasne”, ale cóż zrobić, jadę. Porywamy babcię i jedziemy dalej. Na basen. Tak, jaaaaaasne, przecież wiem, że nie. Nie pomaga to, że rodzice upewniają się, czy wzięli kostium. To nie to. Nie pasuje babcia i to, że nie przepadam za pływaniem. No i to po prostu nie to. Zresztą jeśli moja odprzedszkolna przyjaciółka też ma iść na basen, to ona nie umie pływać.

Po drodze ,,na basen” mijamy radosną grupę ludzi. W tym Werkę, Bożenę i Kubę. Aha, oni też idą na basen, tak? 😀

A kiedy już dojechaliśmy na basen, stał tam ciszobus. Podobno miałam minę pół-wściekłą, pół-zachwyconą. Nie widziałam, ale było to dość prawdopodobne.

A teraz troszkę wyjaśnienia.
Parę tygodni przed 27.02 weszłam sobie na stronę ciszy, żeby zobaczyć, kiedy będą grali najbliższy koncert we Wrocławiu. Hm… 27.02 we WROCŁAWIU (przypadek? nie sądzę) wisiał na stronie ,, koncert prywatny”. Pomyślałam sobie: nieeeee no, co za kosmos. Trochę za bardzo kosmos. Tak, zdecydowanie za bardzo kosmos. Nieeeeee. Zapytałam dla pewności Mamusi. Nie zdradziła się.

W sobotę rano napisałam do mojego informatora, czy wie o czymś, o czym ja też powinnam. Oznajmił, że wie, ale nie powie. No okej. Ale już przynajmniej miałam pewność.

Zawiszogrupa przyszła chwilę później. Wow. Werka <3. Renio! A potem… Oazogrupa! Jeju, jak cudownie, że byli!

Zaprosiłabym jeszcze parę osób, których nie było. Paru osób nie było, bo Rita miała wędrówkę. Basia[nieW] była chora (perfidny kłamca, który jak normalnie kłamać nie umie, tak teraz mu się udało) . Co z moim ogniskiem, to w sumie nie wiem. Justyna, Julka.

Wiedziona instynktopewnością wzięłam ze sobą ranodostane dobble. Piotrek karty. Po koncercie sobie graliśmy, przy czym mafia była wybitnie zakręcona. Towarzystwo się zgrało, przynajmniej trochę.

Mama mówiła, że zaczęła się trochę stresować, bo za dużo mi pasowało. Pytałam, czy ten koncert (chociaż kosmos) to aby przypadkiem nie mój. Pytałam, czy będzie może ciasto michałkowe, bo chętnie bym zjadła (to był tort). Prosiłam, żeby rodzinka nie kupowała mi w prezencie alko, bo jakoś tak jest dużo fajniejszych rzeczy do roboty, niż picie. Dostałam porto, kupione przy okazji moich narodzin…

Poza tym cudownie się bawiła, nie kłamiąc. Nie skłamała ani razu. Koło naszej salki stała hala sportowa. Był basen? Był.

Było cudownie! 🙂 Wszystkim zaangażowanym w knucie i knującym dziękuuuuuuuję z całego serduszka!

Aha, wiem, że ten wpis jest mocno zakręcony, bo jak teraz go czytam, to sama muszę łapać wątek. Ale ekspresja jest ponad estetyką! Więc pozdro. I alleluja! 😀

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: