Krótko. Tym razem.

Znalazłam już mój problem. Jeśli każdy wyjazd chce się opisać na 7 stron, to nic dziwnego, że średnio wychodzi. Albo nie ma weny, albo nie ma czasu (brak czasu w wakacje, hę? xD), albo nie ma ochoty na siedzenie przez cały dzień przed komputerem.

Dlatego /z bólem serca/ wakacyjny bilans będzie krótki, acz intensywny. A jak się dalej blog pokręci, zobaczymy. W sumie to trochę straciłam panowanie. Nie wiem, kto czyta. Znaczy… znam z imienia i nazwiska 3-4 osoby, o ile wciąż tu bywają. Reszta jest dla mnie tajemnicą w sosie słodko-kwaśnym*.

Co? Prawo jazdy, nauka do rozmowy wstępnej na studia, obóz letni z 4dw, rozmowa wstępna, ciąg dalszy obozu, wędrówka, światowe w diecezji, morze z rodzicami, szkoleniowy w Hiszpanii, przejście do ogniska, rozpoczęcie harcerzoroku, rada hufca, nabór, zielony wyjazd, Izerki, harcerzokosz i OPP. Intensywnie w każdym razie.

Prawo jazdy? Robi się. I wyjeżdżało się przez całe wakacje, więc że już zostało niewiele, to tłukę testy i jutro będę zaklepywać termin egzaminu z teorii. Fajnie się jeździ. Najwyższy czas móc to robić bez “L”-ki na dachu i bez instruktora.


Rozmowa wstępna na studia? Taka, że zaczynałam tracić pewność, że się dostanę. Ale się dostałam (;. Stresująca, ale powiedzmy, że to wersja demo rozmowy o pracę. Demonstracyjna i ciut demotywująca. W każdym razie aniołki dały mi wejście na UWr na Indywidualne Studia Międzyobszarowe i od października będę zgłębiać tajniki filologii hiszpańskiej, filozofii i pedagogiki.


Obóz letni? Było dobrze. Ale o tym już trochę pisałam ;).


Wędrówka? W sumie trochę zżymałam się na to, że nie mogę jechać na szkoleniowy do Hiszpanii. Poza tym wybieranie terminu było trudne, więc ciągle mi to jakoś siedziało w serduszku. Wędro jak wędro. Nasze ostatnie (w sumie dość mrocznie to wygląda, ale co poradzę, że OMP istnieje rok :P). Dobrze gotowałyśmy – Amelka jest kuchcikiem sezonu. No i pochodziłyśmy po górkach sowich, nasz kuchcik mdlał na mszach, więc mili ludzie odwozili nas do Glinna :). Przyrzeczenie Hani (!). Twórcze warsztaty Kai. Amelkowe inspirujące do tego, żeby spróbować czegoś prostszego (tworzyłam “jodełkowe” bransoletki przez cały pobyt nad morzem). Przeurocza chatka. Fajnie było, ale jakoś tak już szłam myślami do mojego “dorosłego” ogniska ;).


Światowe w diecezji? Też już opisywałam. Hiszpańskiego dużo. Roboty jeszcze więcej. A ja uwielbiam takie połączenia. Poza tym okazało się, że jednak mogę pojechać na hiszpański szkoleniowy. Miodzio, nie? 🙂


Poświatowo? Relacje się trzymają, nowi ludzie z nami śpiewają albo na przykład zabierają nas do Jelcza na koncert organowy.


Morze z rodzicami. Bardzo na luzie. A że padało, to był to czas dla książek. Odkrywanie białogórskich lasów i tras rowerowych (dlaczego dopiero teraz…?). Czas milutkich rozmów na huśtawce o połykaniu się coponiektórych. Ciastka owsiane. Siatkówka, bransoletki i frisbee. Cała jedna kąpiel w morzu. Wystarczy.


CEP. Hiszpańsko. Ważna rozmowa z Bernatem w drodze powrotnej. Zaczęło się od niepodległości Katalonii, a potem było tylko ciekawiej. Bardzo, bardzo fajny zastęp. Pieśni na głosy na Mszy. Bieganie wokół masztów na apelu. Wędrówko-explo-natura. Tłumaczenie. Bycie tłumaczem na radzie. Śmieszny sznurek. Rozmaryn, macierzanka i dużo kłujących roślinek. Cantico de las patrullas. Ładowanie miliona rzeczy na mały dach autka. Spanie pod gołym niebem. Ciepłe noce. Konfy hiszpańskie albo tylko polskie. Ogólnie chyba dobry czas. Rozwijający, myślę. A, no i powrót, kiedy już na powrót przyzwyczaiłaś się do języka ojczystego, a twoja wychowawczyni wita cię na lotnisku w tym innym – bezcenne.


Przejście do ogniska? Tylko tyle, że RITA <3. Już na 100% :). Bardzo fajna jest świadomość, że ludzie, którzy przyszli, to w sumie nie mieli innego powodu niż to, że przechodzę. Takie to było kochane. A jak nie mogli (bo np. mieli ZZ – pozdrowienia dla Basi, która po powrocie o 23.00 z Hiszpanii o 7.00 rano dnia następnego wyjeżdżała), to na przykład dali mi ritonaszywkę na rozpoczęciu (;. No i wizyta w macu. Bardzo pozytywny dzień.


Rozpoczęcie roku. Mianowania, te sprawy. Jestę przybocznę. Ola jest drużynowę. Kasia jest szczepowę. Młode już są młode :D. I mają bardzo świetny ogień!


Rada hufca jak rada hufca. Fajnie się przed nią bawiło balonikiem :D.


Nabór? Jesteśmy policjantkami, nie ma to jak być w szkole, w której uczy była kapitan twojej drużyny siatkarskiej, jestem taka romantyczna i taka żółta, zostałam mistrzem eksresji. No i jeżdżenie przez kilka dni po mieście tylko na rowerze oraz prawie codzienne odwiedzanie szkoły w interesach – polecam Atram Trebusz.


Wyjazd na zielono, na lajcie do Krośnic. Trochę śpiewania, trochę konf, trochę grania w gry i jedzenia ciastek. Jak to powiedziała Asia – taki ZZ dla drużynowych. Tylko szkoda, że bez drużynowej mojej drużyny, ale to się, myślę, nadrobi. Rozkminy najbliższego czasu. Wygrałam robienie wstążeczek zlotowych. Plany pracy drużyn, przejazd kolejką wąskotorową, zdjęcie z lokomotywą niczym z “Tomka i przyjaciół”. Weekendowo i luźno. Tak, żeby pobyć razem.


Izerkiiiii <3! Co prawda miały być Bieszczady, ale te jeszcze, mam nadzieję, będą. Dobre skondensowanie ludzi. Chociaż trochę zaburzone proporcje żółta-zielona, ale jakoś mnie nie bolało. Tym bardziej że zaczęliśmy śpiewaćśpiewać dopiero kiedy weszliśmy w żółty repertuar. Werka, Agatka, Basia po powrocie z Kilimandżaro, Zgrzyt i Michał. Faza na milion wersji Dobble. Ryczące łosiojelenie, kultowe naleśniki w Chatce Górzystów, godzinne postoje dziesięć minut przed celem, obiad z kanapek na mostku, “Kurka, jedzie!” i szybka ewakuacja oraz taplanie się w każdej możliwej rzeczce, jakoś tak #pakietfullwypasjutrzniaróżaniecaniołpański. Czarne historie. Mamy milion godzin, więc prawie spóźnijmy się na ostatni pociąg. No. Tak! Mogę częściej! 🙂


OPP. Już w moim ogniu. Nie ma to jak topo. Przeskakiwanie płotu, propsuję, polecam. Posiłki pożywne.Witamy nową namiestniczkę. Jakoś tak mam ochotę zostać w przyszłości zieloną chustą :P. Jakoś chyba poza płotem i “P” bez faz. Było milutko. Pielgrzymełka i damy radkę.  Do zobaczenia za rok – może w jakimś miejscu wybranym z upominku dla naczelniczki ;).


 

*Nie do końca to chciałam napisać, ale zostawiam, bo tak w moim stylu jest. Ale nie, nie chodzi o to, że kwaśne są dla mnie myśli o niektórych ludziach, którzy mogą tu wchodzić. Po prostu słodka tajemnica byłaby za nudna. A sos słodko-kwaśny jest superkowy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: