Pojedynek rycerski

Minęły bezpowrotnie? Otóż nie. Może dzisiaj po prostu przybierają nieco inną formę…

Jakiś czas temu pisałam sobie z moją drużynową o blogu. Hm… może właśnie dlatego teraz to piszę? A może dlatego, że przeżyłam naprawdę dobry weekend? 🙂

Zacznijmy od początku. Od tego, co mi się śniło z czwartku na piątek. Otóż śniło mi się, że miałam praktyczny egzamin na prawo jazdy (prawda). O 13.00 (prawda). Biegłam na niego przez całe miasto (nieprawda – zły czasownik). Spóźniłam się (oj, zdecydowanie nieprawda), więc oblałam (prawda). Potem byłam umówiona z Werką (prawda), ale po tym egzaminie wróciłam do domu bardzo zmęczona (prawda), więc położyłam się na chwilę (prawda), a obudziłam się na 15 minut przed godziną spotkania (przezornie nie pozwoliłam, żeby ta część snu się spełniła 😉 ).

Sms-y po wyjściu z WORD-u? Miłe. Bardzo :). Choć okoliczności mogłyby być lepsze.

W każdym razie, tak, jak się wcześniej umawiałyśmy, spotkałyśmy się płakać, że nie zdałam. I po cappuccino w (wpis zawiera lokowanie produktu) Cherubinowym Wędrowcu było mi dobrze :). Pozostawał tylko nierozwiązany problem weekendu. Bo w piątek przed tą nieszczęsną 13.00 miałam się przygotować na przyszły tydzień na uczelnię, bo w sobotę czekało mnie Bardo bardzo, a w niedzielę turniej. A ponieważ tego nie zrobiłam, byłam bliska zrezygnowania z bardzo Barda.

Cóż mnie zmotywowało? Dwie rzeczy. To, że i tak musiałabym wstać wcześnie, żeby zawieźć dziewczynom naszą butlę (a przy okazji mój i pożyczony przydział jedzonka). No i to, że chyba chciałam tam jechać. Nie żałuję. 

Dojazd na siódmą do dominikanów nie boli tak bardzo, kiedy ma się kochanego Tatusia <3. Po Mszy wsiadłyśmy w pociąg, a trasę przegadałyśmy, względnie przespałyśmy. Klasyka gatunku. A na dworcu wpadłyśmy jeszcze na (wpis zawiera lokowanie produktu) darmową kawę do Maca i… układałyśmy puzzle.

Każda z nas losowała karteczkę z połową obrazka. Jak łatwo można się domyślić, robiłyśmy to po to, żeby dobrać się w pary. A w parach, już po dotarciu na miejsce, dyskutowałyśmy o prawie harcerskim. Ale nieeee, nie tak zupełnie dowolnie. Losowałyśmy też konkretne zagadnienie, które mamy omówić. Bardzo mi się to podobało, bo było na poziomie. Przewodniczkowe. Rozwijające. Nie zamknięte w ciasnych ramach myślowych. I nie jak dla dwunastolatków. A wymagało zastanowienia się, stworzenia lub sformułowania własnych poglądów… Jak się  okazuje, po prostu nie wszystko jest oczywiste ;). No bo czy wyjazd do pracy za granicę nie kłóci się z lojalnością wobec kraju? A jak jest u nas z ewangelizacją i (nie)odgradzaniem się murem berlińskim od każdego o innych poglądach? I czy istnieje “styl przewodniczki”?
Jak większość z nas mówiła na radzie: szkoda, że nie udało nam się tego dokończyć.

Chwilka lajtowej trasy (i dobrze… szefowe chorowały. Aga i tak jest super, że z nami była. Bo czuła się źle ;c ). Kiedy zgubiłyśmy Asię z Bożo i odmówiłyśmy anioła, zabrałyśmy się za superobiad. Jejku, ale polecam! Kurczak z brokułami i ryżem w sosie serowym… Mniam, zdecydowanie do powtórzenia w domu!

Powrót do sanktuarium. Tam krótki apel i przyjęcie Martełki do ogniska! (; Po godzinie światła już szłyśmy na pociąg powrotny. Było krótko, ale dobrze. Dogadałyśmy się z Agą, jak będzie wyglądać praca nad stopniem. Z tego też się cieszę, bo chciałabym serio zacząć coś robić. I podoba mi się to, jak będzie wyglądać. Znaczy z tego, co Aga mówiła, wnioskuję, że mi się spodoba. Ale myślę, że jestem tego pewna :P.

No i kiedy zaczęłyśmy śpiewać piosenki Disneya, po raz kolejny stwierdziłam, że jestem we właściwym ognisku :). A dlaczego Disney? Bo jakoś tak… wymyślałyśmy temat balu. I jeśli będą to filmy z ww. kategorii, to po raz pierwszy wędrownicy będą musieli wysylić się trochę bardziej niż przy wdziewaniu garnituru :P.

A co dziś? Dawną drużyną MDK pojechałyśmy na turniej. Pokonałyśmy nową drużynę MDK. To było bardzo ważne. Spotkałyśmy się w finale, więc emocje były napięte. Świetnie się bawiłam, krzycząc. Drąc się. Dopingując. Grając. Patrząc, jak tamci, tak pewni swego, przegrywają. Uczciwie. I jeśli jutro nie będę mówić, to i tak stwierdzam, że było warto. Pewne rachunki zostały wyrównane. Świetnie się bawiłyśmy. W szczegóły nie muszę się zagłębiać ;). No właśnie. Taka walka o rację i honor. Tylko że na boisku, zamiast w szrankach…

Dobrej końcówki niedzieli! 🙂

A Oli dziękuję za motywację :P.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: